Mój los związał się z Virtus.pro

Mój los związał się z Virtus.pro

27.07.2018, 23:52:00

Piotr „IZAK” Skowyrski to najpopularniejszy polski komentator esportowy, którego transmisje w szczytowym momencie ogląda nawet ponad 100 000 osób. W social mediach śledzi go łącznie kilka milionów użytkowników. W rozmowie z Weszło Esport opowiada o plusach takiej popularności, o tym, jaki wpływ na jego karierę miał Counter-Strike oraz Virtus.pro, o tym dlaczego casualowy CS się kończy, o planie B, i czy organizację Izako Boars uważa za taki plan. 

Brakuje Ci trochę CS:GO?

Komentowania CS:GO brakuje mi zawsze. To jest tak, że komentuję to co mogę, ale wiadomo jak to wygląda w tym świecie. Tego komentowania jest dla mnie coraz mniej, nad czym ubolewam i za czym tęsknie. To coś, co lubię robić najbardziej. A jeżeli chodzi o samo granie, teraz gram tylko na poziomie bardzo casualowym, a uważam, że ten casualowy Counter-Strike trochę się kończy.

Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że są gry, które mają dużo więcej do zaoferowania casualowym graczom. Mam więcej zabawy jak gram w Fortnite’a czy PUBG-a, niż w CS-a. CS jest fajny jak gra się na pewnym poziomie. Na tym poziomie pro. I za tym tęsknie, za treningami, za wygrywaniem meczów o jakąś stawkę. Jeśli chodzi o casualowe granie Faceita czy PPL-a, to czasem faktycznie najdzie mnie ochota. No ale pogram 2-3 godzinki i mi przechodzi.

Nie ma takiej frajdy jak wcześniej?

Głównie dlatego, że wcześniej grałem na tym poziomie najwyższym, miałem stałą ekipę, z którą się rywalizowało. Teraz drogi się rozeszły, więc nie ma takiego funu z gry. A w Fortnite’a jestem w stanie grać 8 godzin, jestem tym zajarany. Jeszcze jak gra się z jakimś znajomym, to mogę nie przerywać. W ogóle mi się to nie nudzi i odczuwam satysfakcję z wygrywania. Do CS-a raz na jakiś czas będę wracał, ale ile można grać na casualowym poziomie.

To też kwestia tego, jak Valve podchodzi do swojej gry?

To dlatego Fortnite czy PUBG mają więcej do zaoferowania, bo pojawiają się stałe aktualizacje, cały czas te gry są ulepszane. Pojawiają się też takie rzeczy, które przyciągają i sprawiają, że ci gracze chcą przesiedzieć kilka godzin nad tymi tytułami. Z tego powodu baza graczy powiększa się w takim niesamowitym tempie, a z Counter-Strike’a casualowy gracz odchodzi. A jeśli chodzi o komentarze ludzi, że CS umiera, to ja tak nie uważam. Na tym poziomie pro czy competitive dzieje się niewiele złego, bo cały czas są turnieje, spore pule nagród, ale problem polega na tym, że dużo osób odchodzi od casualowego grania. Wcale mnie to nie dziwi, bo Valve słabo odpowiada na prośby graczy. Np. w Overwatchu wygląda to zupełnie inaczej i Blizzard ma świetne podejście czy do streamerów, czy do graczy. A kiedyś jak miałem włam na konto CS-a, to okazuje się, że mimo bycia jednym z największym streamerów tej gry na świecie, nie mam żadnego dostępu do Valve, nie mogę się z nimi skontaktować, a jak piszę do supportu, to odpisują, że to konto nie jest moje. Zwariowałem, jak to przeczytałem. To absurd. W Blizzardzie czy Epic Games dostaję kontakt telefoniczny. Valve mogłoby się sporo nauczyć.

Wyobrażasz sobie, że całkowicie odejdziesz od Counter-Strike’a?

Na pewno nie odejdę, bo ta scena competitive mnie bardzo rajcuje. Teraz trochę mniej, bo nie mamy Virtus.pro w takiej formie jak kiedyś. Ogląda się to gorzej i ciężko jest kibicować, kiedy ten zespół na każdym turnieju odpada w grupie. AGO gra coraz lepiej, ale to też nie rajcuje tak jak kiedyś, kiedy Virtusi wyjeżdżali co tydzień na turniej i często walczyli w fazie pucharowej o zwycięstwo. No ale są turnieje, które komentuję z przyjemnością przez tydzień, nawet 16 godzin dziennie i mimo zmęczenia, te mecze sprawiają mi frajdę. Nawet jeśli są to pojedynki drużyn, które w Polsce nie są bardzo popularne.

Counter-Strike’a ogląda się fajnie, zwłaszcza w czasach, w których ten poziom bardzo się wyrównał i nie ma sytuacji, że NiP, Fnatic czy SK dominują. Każdy może wygrać z każdym i jest pełno niespodzianek. I od CS-a nie chcę odchodzić, bo dzięki niemu wypłynąłem i jemu zawdzięczam taką popularność. Jak tylko będę miał możliwość komentowania turniejów, na pewno będę korzystał, bo na tym mi zależy.

Wiadomo, że większą część rynku praw do turniejów ma ESL. Dawniej zdarzało Ci się komentować ich rozgrywki. Czy na obecnym poziomie konkurencji pomiędzy nimi a Fantasy Expo, czyli agencją, z którą współpracujesz, jest w ogóle możliwość, byś pojawiał się na transmisjach ESL?

Tutaj tak naprawdę nie ma nic do rzeczy konkurencja pomiędzy ESL a Fantasy Expo. Jestem też osobą prywatną i prowadziłem różne rozmowy, więc taka współpraca wciąż wchodzi w grę. Nie widzę większych problemów jeśli chodzi o rozmowy czy ustalenia z Fantasy Expo. Głównie problem polega na tym, że moja historia z ESL jest taka, że trudno mi jest się z nimi dogadać. A to wszystko przez kłody, które rzucano mi pod nogi. Mam przez to duży żal do ESL.

To wciąż się dzieje czy to jakieś sytuacje z dawnych czasów?

Nie, to wszystko już się wydarzyło. Są to raczej sytuacje sprzed kilku lat, ale wciąż czuję jakiś żal i niechęć, by wspólnie coś robić. Lubię komentować Counter-Strike’a, ale odczuwam żal wobec tego co robili w przeszłości. Np. kiedyś byłem mocno związany z DreamHackiem i komentowałem praktycznie każdy turniej z tego cyklu. Mieliśmy super relacje, wręcz przyjacielskie. Dobrze się dogadywaliśmy. Działało to na takiej zasadzie, że kiedy organizatorzy ogłosili kolejnego DreamHacka, odzywałem się do nich lub oni do mnie, by skomentować turniej. Miałem największą widownię w Polsce, więc to było oczywiste, że to mi chcieli dać te prawa. Zapewniałem im jakieś 20% wyników całej oglądalności. I przy okazji DreamHacka w Las Vegas, do którego otrzymałem prawa i byłem bliski komentowania z miejsca turnieju, bo byłem tam dzięki wygranej w turnieju ROG, nagle okazuje się, że organizatorzy dostali jakiś przykaz z góry, że ja już komentować nie mogę.  

A to kwestia zamierzonego działania ESL, czy jednak tego, że DreamHack trafił do tej samej grupy?

Dostałem informację od DreamHacka, że IZAK nie może komentować ich turniejów. Rozumiem konkurencję, rozumiem biznes, ale zabrakło tam komunikacji. Jednak kiedy dowiaduję się, że DreamHack dostał przykaz z góry i nie może nic zrobić, to boli.

To jaka jest szansa, że z ESL jeszcze coś kiedyś zrobisz?

Jestem otwarty na takie rzeczy, więc wciąż wszystko jest możliwe. Czuję żal, ale nie odcinam się od nich kompletnie. Tak jak mówię – rozumiem biznes, ale uważam, że zabrakło tam komunikacji. Mam żal do firmy za te różne działania czy podejście do mnie, ale ludzi, którzy pracują w ESL bardzo lubię. Często fani myślą sobie, że np. nie lubimy się z Morgenem. Co prawda miał on jakiś dziwny okres w stosunku do mnie, ale podczas eventów normalnie rozmawiamy nawet przez godzinę i śmieszkujemy sami z siebie. Tu nie ma żadnej wojny. Po prostu mam żal przez historię. 

Bez ESL też sobie świetnie radzisz, bo ponad 100 tysięcy widzów w jednym momencie oglądających Twoją transmisję z PGL czy MLG to naprawdę sporo. Czego potrzeba, by taką liczbę osiągnąć?

Najważniejsza jest polska drużyna walcząca w fazie pucharowej. Mecze decydujące bardziej rajcują kibiców. To tak jak w Lidze Mistrzów – lepiej ogląda się fazę pucharową, niż grupową. Tym bardziej, że w takim etapie są najważniejsze ekipy. I jeśli gra polska drużyna, oglądalność się zwiększa. Ostatnio Virtus.pro grało na V4 w Budapeszcie. To był pierwszy turniej z MICHEM w składzie, który komentowałem. W fazie grupowej nie było super oglądalności, ale kiedy doszli do finału to nagle okazało się, że tych widzów jest 80 czy 90 tysięcy. Mimo że to nie był Major. W takiej sytuacji od razu pojawiają się kibice, a szczególnie wtedy, gdy ja komentuję, bo z Virtusami jestem od początku, nawet kiedy jeszcze nie reprezentowali tej organizacji. Komentowałem pierwsze turnieje, na których się pojawiali, więc ludzie kojarzą mnie z tym zespołem. Mój los został związany z ich losem.

A nie przeszkadza to trochę? Często słyszy się opinie, że IZAK to wielki fan Virtusów i komentuje stronniczo.

Jeżeli komentuję stronniczo mecz Virtusów z zagranicznym zespołem, to tak powinno być. Oglądałem mecze piłkarskie od najmłodszych lat i wzoruję się na tych komentatorach. Wiadomo, że mamy polskie drużyny z różnych miast, ale kiedy Lech Poznań czy Wisła Kraków grały w europejskich pucharach, to im też kibicowałem. I ten komentarz też był bardzo stronniczy. Rozumiem, że niektórzy postawili pieniądze na rywali Virtus.pro, AGO czy Kinguin, ale uważam, że polski komentator powinien przede wszystkim oddawać emocje z meczu, kibicując Polakom. Dlatego jeśli ktoś uważa, że komentuję stronniczo, to tak, ma rację. Uważam, że tak powinno być. A jeśli ktoś ma inne zdanie, to trudno. Nie każdemu się dogodzi.

To komentowanie stronnicze czy trzymanie się z Virtus.pro, bardzo pomogło Ci w zyskaniu takiej popularności?

Mój sukces bardzo zbiegł się z Virtusami, bo jak oni zaczynali wygrywać, to moja popularność rosła, cyferki w social mediach też były coraz większe. Jak oni wygrywali czy przegrywali, to ja czułem się trochę jak część drużyny. Mimo że oni tego nie czuli, bo byłem gdzieś z boku, komentowałem z domu, ale widziałem ich błędy i co dzieje się w zespole. Tym bardziej, że miałem z zawodnikami prywatny kontakt. Kiedy Virtusi wygrali podczas IEM w Katowicach, to wystrzeliła popularność i ich samych, i Counter-Strike’a, i moja. To dlatego że byłem pierwszym takim gościem, który na tym CS-ie się skupił, bo robiłem dużo na YouTube czy Twitchu. I później inni youtuberzy zaczęli nagrywać Counter-Strike’a, ale jak się okazywało, że byli słabi, to ludzie chcieli trafić do kogoś skillowego. I trafiali do mnie, bo ja wtedy radziłem sobie najlepiej spośród youtubero-streamerów. Wydaje mi się, że to wszystko pomagało też scenie esportowej, bo kiedy ludzie z zewnątrz zainteresowali się mną, to interesowali się też Virtusami, których mecze komentowałem. Później jednak nauczyłem się, że warto robić jakieś swoje rzeczy, żeby nie uzależniać się od jednej gry czy jednej drużyny. Dlatego teraz mimo tego, że poucinali mi prawa, że nie gram tak dużo w Counter-Strike’a, to wciąż ta oglądalność u mnie jest duża i ludzie lubią u mnie pooglądać też inne gry.

Ale Virtusów chyba już przerosłeś pod względem popularności. Ty odczuwasz, że tyle ludzi Cię śledzi?

Jak jesteś zawodnikiem, to jesteś niewolnikiem sukcesu. Kiedy odnosisz sukces, ludzie kibicują, chcą oglądać, być z Tobą. A kiedy przegrywasz, to sporo ludzi się odwraca. Doskonałym przykładem jest Pasha, który w dobrych czasach Virtusów przyciągał na streamy kilkadziesiąt tysięcy ludzi. W trakcie kryzysu ogląda go pięć tysięcy osób. Bardzo dużo zależy od sukcesu drużyny i to jest problem zawodników. Uważam, że pod tym względem moja praca jest duzo latwiejsza. Nie jestem narażony na taką falę krytyki. Moja popularność nie zależy też od tego czy odnoszę sukces. Oczywiście kiedy są jakieś fajne akcje, jak turniej Fortnite, który udało mi się wygrać, to ta popularność idzie w górę. I na obecnym poziomie jest ona bardzo odczuwalna.

Możesz spokojnie wyjść na miasto?

Raczej nigdy nie myślałem, że jak wychodzę na miasto to będę miał problem, bo ktoś mnie zaczepi. Jak coś mam do załatwienia to po prostu wychodzę. A jak ktoś mnie zaczepi to tylko się cieszę, bo to okazja, żeby z widzem porozmawiać i go zobaczyć, a czasem nawet skojarzyć z nickiem z czatu na twitchu. Także spotykanie widzów tylko umila mi dzień!

Ale jeszcze nie masz darmowych taxówek, jak niektórzy byli piłkarze Legii?

Jeszcze nie. To też zależy chyba od tego, czy ktoś kibicuje Legii.

Wiadomo, że jest sporo fajnych wspomnień związanych z tą popularnością, ale zdarzyły się jakieś negatywne sytuacje? Nie przeszkadza Ci to, że czasami zaczepia Cię bardzo dużo osób?

Nie przeszkadza mi to. Może przez to, że nie jestem popularny jakoś bardzo długo. To dla mnie fajna sprawa, kiedy ktoś podchodzi. Jednak rozmowa z ludźmi przez internet, czy z nickami na czacie, to coś innego. Rzadko kiedy mam z widzem kontakt face to face. A na mieście nie jest też tak jak na eventach, że jeśli zatrzymam się na moment to zbiegnie się 50 osób. Czasami podejdą dwie osoby, zauważą to kolejne, ale to chwila rozmowy, która nie przeszkadza. Jedynie przeszkadza w momencie, w którym mam mało czasu, muszę coś szybko zjeść na mieście i ktoś podchodzi, kiedy mam pełną buzię jedzenia. No ale finalnie to rozumiem, bo ktoś się też spieszy, jest z innego miasta, a chce zdjęcie.

A Ty jako streamer, podobne jak gracze, musisz myśleć o planie B, o tym co będzie za kilka lat?

W esporcie będzie dużo różnej pracy, przecież jestem cały czas komentatorem. W piłce nożnej byłoby też sporo do zrobienia, ale to nie jest tak, że myślę, by iść w tym kierunku. Wiem, że w esporcie na pewno będzie co robić, np. w organizacjach.

Izako Boars, czyli Twoja organizacja, była takim planem B?

Na razie na tej organizacji nic nie zarobiłem. To taki projekt, by zainwestować w polską scenę Counter-Strike’a. I myślę, że udało się dać jej sporo. Dzięki temu w pierwszych miesiącach funkcjonowania Izako Boars, nasze mecze w polskich ligach oglądało po kilkanaście tysięcy osób, więc to fajna sprawa. Wiadomo, że też nie mogę już grać na takim wysokim poziomie, więc dzięki organizacji mogę tym żyć, dać szansę młodym zawodnikom, by mieli fajne warunki, których ja nigdy jako gracz nie miałem. W kolejnych latach mam zamiar nadal streamować. Nie wiem jak ta scena twitchowa, czy youtube’owa będzie się rozwijać, ale myślę, że robota zawsze się znajdzie. O to się nie martwię. Teraz z tej popularności mogę korzystać, zarabiać na tym pieniądze. A też nie jestem taką osobą, że te pieniądze będzie przeznaczać na jakieś bzdety. Nie kupuję sobie samochodów, mimo że mam swoje marzenia. Nie wydaję na imprezy, czy dziwne rzeczy. Mam żonę, więc czuję się jak głowa rodziny. Chcę nam zapewnić przyszłość.

Trochę jest też tak, że fani nie do końca rozumieją to, że występujesz w tylu reklamach, współpracujesz z jakimiś markami.

Jeśli ma się te swoje pięć minut, to trzeba z nich korzystać. A fani też nie zdają sobie sprawy, że nie akceptuję wszystkich propozycji reklamowych. Tego jest mnóstwo i biorę może udział w 10-20% akcji.

Zdarzały się jakieś dziwne propozycje?

To na pewno. Między innymi dziwne pomysły filmów, na które nie chciałem się zgodzić. Staram się, by akcje, w których biorę udział były na poziomie. Tak jak niedawno robiliśmy wideo dla STR8. Dla mnie to też fajne, że mogę dla ludzi robić coś innego, pokazywać, żeby wierzyli w swoje marzenia.

Odbiór tego wideo był pozytywny.

Byłem właśnie w szoku, że ludzie tak to odebrali. Wiadomo, że jak jest reklama, to fani różnie reagują, czasami denerwują się, że pojawia się jakiś produkt. W tym przypadku odzew był przyjemny, a kampania udana. I faktycznie trzeba z tych pięciu minut korzystać, mimo że niektórzy ludzie tego nie rozumieją, bo dostają pieniądze od rodziców. Człowiek musi się z czegoś utrzymywać, współpracować z firmami, by zarobić na rodzinę. A moją motywacją do tej ciężkiej pracy, którą wbrew pozorom nie jest tylko granie w gry, jest właśnie przyszłość, rodzina, dziecko, które kiedyś się pojawi. Mam teraz okazję, to działam. I zapieprzam.

Do Izako Boars sponsorzy nadal się tak zgłaszają, mimo że wyniki sportowe nie są zachwycające?

Na pewno w firmach jest teraz mniejszy hype na esport, bo zrobiono badania, które wskazują, że esport nie jest taki super, jak np. influencerzy. Dlatego marki mniej inwestują. Mimo wszystko dla sponsorów bardziej niż wyniki, liczy się marketing. To że Izako Boars nie odnosi sukcesów, to nie jest jakiś duży problem dla firm, bo jeśli wszystko spina się marketingowo, to nie narzekają. Na to że nie ma sukcesów narzekam przede wszystkim ja, no i kibice. Jeśli to mój produkt, organizacja sygnowana moim nickiem, to fani liczyli na coś więcej. Też nie spodziewałem się, że to wszystko będzie tak trudne. Wydawało mi się, że kiedy zapewnię dobre warunki i zawodnicy będą mieli nieograniczone możliwości, to oni sami będą chcieli tę organizację rozwijać. A prawda jest zupełnie inna. Gdyby gracze Izako Boars osiągali sukcesy na poziomie Virtus.pro, czy nawet 1/4 tego co VP, to z tej organizacji można by zrobić coś gigantycznego. Okazuje się też, że takich zawodników jak ma Virtus.pro, którzy są skromni, pokorni, wiedzą czym jest ciężka praca, po prostu już nie ma. Teraz jest takie społeczeństwo, chyba na całej polskiej scenie esportowej, które uważa, że wszystko mu się należy. I to jest smutne, bo nie doceniają tego, co się dla nich robi.

To jest największa bolączka. Mało jest ludzi, którzy chcą ciężko pracować. Nie doceniają tego, że mają pensje, opłacone przeloty czy wyjazdy, że są ludzie, którzy o nich dbają. I z jednej strony Izako Boars jest organizacją, która ma się nimi opiekować, ale z drugiej trzeba też wiele rzeczy tłumaczyć i trochę wychowywać. To było o wiele trudniejsze niż się spodziewałem. Przerosło mnie. Na początku byłem w tę drużynę bardzo zaangażowany i starałem się nią opiekować, a później okazywało się, że pojawiły się problemy, które mnie trochę odstraszyły.

To wszystko przez podejście graczy czy sobie też byś coś zarzucił?

Trudno powiedzieć, czy to była kwestia zarządzania. To coś, co robię po raz pierwszy. Przy projekcie działa też mocno Fantasy Expo. I oni też się tego uczą. Pewnie są rzeczy, które mogliśmy zrobić lepiej, ale z drugiej strony patrząc, nie mieliśmy pojęcia jak to robić. Dlatego trudno mówić, że mielibyśmy sobie coś do zarzucenia, bo uczymy się, rozwijamy, staramy się szukać odpowiednich ludzi na odpowiednie stanowiska.

Sobie mogę zarzucić, że za mało angażowałem się w tę drużynę, bo zajmowałem się wieloma innymi rzeczami. Liczę jednak, że ci zawodnicy po wszystkich rozmowach doceniają to, że mimo braku jakichś sukcesów inwestuje w nich. Też byłem zawodnikiem i rozumiem, że droga do sukcesu nie jest krótka. A że to moja organizacja, to jest też narażona na masę hejtu, bo ludzie spodziewali się, że Izako Boars to po miesiącu będzie mistrzem Polski, po trzech zagra na Majorze. A tu się okazuje, że to trudniejsza sprawa.

Liczysz jeszcze na to, że organizacja odniesie sukces?

Na to liczę. Była drużyna Zula Europe, która na Esportowych Świrach prosiła o wsparcie, a my stwierdziliśmy, że to też polski esport i warto zainwestować. I przyjęliśmy ich pod nasze skrzydła. Oni pojechali na mistrzostwa świata i je wygrali, zgarniając 65 tysięcy dolarów. To jest śmieszna sprawa, bo przyjęliśmy ją dwa tygodnie przed turniejem, a okazało się, że oni zajmują pierwsze miejsce. To też jest sukces organizacji. Byłem pod wrażeniem etyki pracy tych zawodników.

W starej drużynie Counter-Strike’a była taka wolna amerykanka i ego zawodników tak wielkie, że momentami było ciężko.

Zapytałeś się przed meczem: Jak tam się czujecie?

Oni odpowiedzieli: Spokojnie, luzik, damy radę

A kiedy pytaliśmy zawodników Zuli, oni pokazywali kilkanaście stron A4 i mieli rozpracowanego każdego zawodnika, na każdej pozycji. Wszystko było przygotowane, a mówili z pokorą: postaramy się. Podchodzili do tego mega profesjonalnie. Byli przygotowani na wszystko i wygrali. Mimo że z tym finałowym przeciwnikiem przegrali w grupie, to później wyciągnęli wnioski i ograli go 3:0. Byłem pod mega wrażeniem, tym bardziej jak porównywało się to do pracy związanej z drużyną CS-a. Ta cała sytuacja pokazuje, że są jeszcze ludzie, którym zależy.

Może to też wynika z tego, że rozpieściło się tych graczy Counter-Strike’a, a taka Zula nic nie miała i inaczej do tego podchodziła.

Dokładnie, poprosili o wsparcie kiedy grali sobie pod nazwą Nietoperki. Dostali szansę i to docenili. I ja też doceniam, bo to zupełnie inny poziom zaangażowania. Jestem mega dumny z tego, że zainwestowaliśmy w nich, bo takich ludzi chcielibyśmy mieć w organizacji. Fani się z tego śmiali, ale goście mi zaimponowali swoim przygotowaniem i podejściem do rywalizacji. Wcale się nie dziwię, że wygrali.

Gdyby drużyny CS-a tak się przygotowywały…

Powoli idzie to w tę stronę. Jest trener, który podchodzi do tego mega profesjonalnie. Bardzo inteligentny gość. Ta drużyna też się rozwija, widać progres. To jest dla mnie ważne. Jak Izako Boars przegrywało na polskiej scenie, to ludzie się śmiali, ale ostatnio coraz częściej wygrywają. I ludzie chwalą. Cieszy mnie to, że to idzie do przodu, bo gdyby tak nie było, to pewnie zrezygnowałbym z prowadzenia organizacji już jakiś czas temu.

A nie myślałeś o tym, by przyjąć jakąś gotową drużynę Counter-Strike’a?

Brałem to pod uwagę przede wszystkim w czasie problemów, słabego podejścia zawodników. Później jak pożegnaliśmy się z NEEXem i LUULIGUZMAN, a kamil budował drużynę i nie było wyników przez pierwsze miesiące, to też już rozkładałem ręce. Byłem przerażony i załamany. I gdyby była jakaś drużyna, która faktycznie gdzieś zaczyna walczyć w Polsce i w Europie, to pewnie przyjąłbym ją do Izako Boars. No ale wtedy nie było nikogo takiego. Było AGO, które na pewno byłoby mieć super u siebie.

Tylko oni mają dużo większe wymagania finansowe.

Był taki pomysł, by wykupić AGO, ale to były przerażające pieniądze. Za duże ryzyko. Nawet jeśli wiedziałbym, że będą odnosić takie sukcesy, jak teraz, to chyba bym się nie skusił.

W Polsce chyba nie jest łatwo zarobić na organizacji.

Tak jak mówiłem, ja nie zarobiłem na tej organizacji nic. Fantasy Expo też nie.

Ale chyba też nie dołożyłeś?

Jestem raczej na zero. To raczej kwestia czasu, którego nie poświęciłem na swoje rzeczy, a na organizację. Na szczęście są sponsorzy, którzy o to wszystko dbają. Zobaczymy jak będzie w przyszłości, ale na szczęście na razie nic nie dołożyłem. I o to też chodziło, nie chciałem na tym projekcie tracić, ale nie czuję też, bym musiał zyskiwać. Mam swoje źródło dochodu, a jeśli organizacja zarabia, to chciałbym, by te pieniądze w niej zostawały. Dzięki temu będzie się rozwijała, będzie można zatrudnić nowych pracowników, zainwestować w gaming house. No ale to organizacja specyficzna, jedyna w swoim rodzaju. Zależna ode mnie. Jeśli byłyby sukcesy, to pojawiliby się sponsorzy nie tylko z budżetami polskimi, ale i światowymi. I oczywiście przy moim wkładzie. Kiedy są sukcesy, łatwiej jest się angażować, kręcić filmy.

Już abstrahując od esportu, bo nie tylko nim żyjesz – Twoją pasją jest piłka nożna, komentowałeś mistrzostwa Europy, teraz mundial. To też jakaś alternatywa dla Ciebie?

To też jest taka ścieżka kariery, którą mógłbym kroczyć. Uważam, że w pracy komentatora najważniejsze jest, by wywoływać emocje. To jest największa sztuka. Tak jak mówi się o Szpakowskim wiele złych rzeczy, że się myli, ale jeśli chodzi o budowanie emocji, to ma do tego wielki talent. Dlatego lubię go posłuchać. I piłka nożna od zawsze była moją pasją, kiedy grałem sobie na podwórku. Później też grałem w różnych ligach i oglądałem sporo meczów. To dla mnie wielkie emocje, więc może to jakaś alternatywa, gdyby w esporcie nie wyszło. To dla mnie spore wyróżnienie, że mogę komentować mecze na tak wielkich imprezach.

Jak to się właśnie stało, że komentujesz te mecze?

Z komentowaniem jest tak, że nie ma żadnych szkół, które tego uczą. Przede wszystkim potrzebny jest talent, ale i zaplecze jeśli chodzi o wiedzę na temat danej dyscypliny. Ja zawsze mówiłem, że komentowanie i piłka to moja pasja. Fajnie byłoby to połączyć, o czym rozmawiałem z moim menedżerem Kamilem. Były różne pomysły, np. by skomentować mecz dziennikarzy i polityków czy coś w tym stylu. I Kamil faktycznie poszedł z takim pomysłem do TVP, ale okazało się, że ludzie pracujący tam w reklamie to moi widzowie. Stwierdzili, że jeśli coś takiego chcemy robić, a wiedzą na co mnie stać, to niech skomentuję mecz reprezentacji. To było spotkanie Polski z Holandią. I kiedy mój menedżer zadzwonił, mówiąc, że nie skomentuję meczu dziennikarzy, a spotkanie kadry, to stwierdziłem, że nie dam rady. Bo jak to skomentować mecz reprezentacji jako pierwszy mecz piłkarski? To się nie uda. Byłem przerażony tą myślą i się rozłączyłem. Dopiero po jakimś czasie oddzwoniłem i powiedziałem: w takim razie robimy to. Okazało się, że wyszło bardzo fajnie, w TVP byli zadowoleni z wyników. Takiej oglądalności na streamach jeszcze nie mieli. Zresztą padły nawet serwery. To było coś niesamowitego i cieszę się, że na mundialu wróciliśmy z tym tematem. To super przygoda.

To środowisko komentatorów przyjęło Cię dobrze od początku?

Najwięcej kontaktu miałem z Maćkiem Iwańskim, a z pozostałymi nie rozmawiałem praktycznie w ogóle. Maciek podszedł do tego mega fajnie, zaufał moim umiejętnościom i był zadowolony. Nie wiem jaka jest opinia innych komentatorów i czy w ogóle ktokolwiek z nich słuchał naszej transmisji. Nam udało się stworzyć fajne duo. Oczywiście musieliśmy się zgrać, ale ostatecznie wyszło super.

Kiedy jednak poszedł news, że będę komentował mecz Polska – Holandia, a później Euro, środowisko esportowe zareagowało pozytywnie. Ale środowisko piłkarskie, które usłyszało, że “koleś od Minecrafta” będzie komentował mecz reprezentacji, cisnęło po mnie równo. No ale to było fajne, a przy okazji motywujące, by pokazać im, że nie jestem gościem od gierek, który nic nie potrafi, tylko że to coś, w czym czuje się dobrze. Sporo przygotowywałem się pod te mecze, bardzo dużo czytałem, trochę odstawiłem esport.

Pamiętam, że nawet przed komentowaniem spotkania Polski z Holandią, odpaliłem Pro Evolution Soccer, by poćwiczyć. Robiłem to na streamie i zamiast Wojciech, powiedziałem Maciej Szczęsny. To przez to, że od dawna byłem fanem Legii, oglądałem ją jak w bramce stał właśnie Maciej. Dobrze, że do tej sytuacji doszło przed oficjalnym meczem, a nie w jego trakcie.

No ale finalnie opinie po komentowaniu piłki były dobre. Znajomy Maćka Iwańskiego robił badania i chyba 95% komentarzy było pozytywnych. Trudno mówić o mnie, że jestem drugim Szpakowskim czy na poziomie innych polskich komentatorów, bo do tego jest bardzo daleko. Ci goście mają gigatnyczne doświadczenie i wiedzę. Ja mam dużo mniejsze doświadczenie w komentowaniu piłki, ale ludzie mówili, że jak na takiego gościa to spoko wyszło. I jestem mega zadowolony z pierwszych kroków w tym świecie i z kolejnej szansy. To zawsze jakieś doświadczenia, dzięki którym można iść do przodu.

Takim niespodziewanym czy nieplanowanym efektem Twojej współpracy z TVP było też to, że trochę ludzi, którzy z esportem nie mieli do czynienia, zainteresowało się tym tematem. Dobrym przykładem jest właśnie Maciek Iwański.

Ze sportu tak dużo ludzi może nie przyjdzie, ale ta współpraca na pewno trochę otworzyła im oczy na środowisko esportu. Traktowali mnie jako gościa od gierek, a tu się okazuje, że miałem jakieś zaplecze komentatorskie. I dostrzegli to, że w esporcie dzieje się dużo ciekawego. Tak jak Maciek, który pojechał na IEM do Katowic i bardzo mu się podobało. Zaczął udzielać się coraz bardziej. Zresztą on też jest młody jak na telewizję i on może nasze środowisko zrozumieć bardziej. I to fajnie, że Maciek zauważył, że w takim Counter-Strike’u emocje też mogą być.

Fot. Izako Boars i fb.com/izaktv

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze