Im mocniejszą będę miał konkurencję, tym bardziej rozwiniemy esportowy rynek

Im mocniejszą będę miał konkurencję, tym bardziej rozwiniemy esportowy rynek

25.07.2018, 11:06:00

O początkach w esportowej branży i czasach sprzed profesjonalizacji rynku, mechanizmach, na których oparte jest funkcjonowanie zespołu, a także wypożyczeniu Grzegorza „SZPERA” Dziamałka i Kacpra „kap3ra” Słomy z Teamu Kinguin opowiedział nam Mikołaj Pecko, współwłaściciel tomorrow.gg.

Szymon Groenke: Kiedy wkraczałeś z tomorrow.gg na polską scenę, wielu pasjonatów esportu mogło nie kojarzyć nazwiska Pecko. Ty piszesz jednak swoją historię w branży od lat.

Mikołaj Pecko: Jak najbardziej zgadzam się z tym, że dużo osób mogło mnie nie znać. W zasadzie ci ludzie wciąż mnie pewnie nie rozpoznają, bo staram się być na uboczu całego projektu. To inne postacie powinny świecić, chodzić do mediów i być w centrum uwagi.

Ale tak – moja esportowa przygoda zaczęła się w 2006 roku. Wtedy jeszcze jako nastolatek grałem w Call of Duty 2. Śmiało mogę powiedzieć, że grałem wówczas na poziomie półprofesjonalnym. Poświęcałem się temu, trenowałem z drużyną 5-6 razy w tygodniu podczas kilkugodzinnych sesji. Kiedy wszystko wskazywało na to, że wkroczymy na profesjonalną ścieżkę, stwierdziłem, że mam na to za mało czasu. Zająłem się więc nauką. Esport był jednak dla mnie tak ciekawy, tak pasjonujący, że nie mogłem z niego całkowicie zrezygnować.

I zacząłeś angażować się w rozwój polskich drużyn.

Dokładnie. Samo granie nie było dla mnie tak satysfakcjonujące, jak po prostu uczestniczenie w esportowym środowisku. Stwierdziłem, że mój ograniczony czas poświęcę na coś innego. Tym czymś była dla mnie szerokorozumiana „organizacja”. Chciałem w czymś pomagać. Nastolatkowi co prawda łatwo nie było, ale brak doświadczenia nadrabiałem zaangażowaniem. Najpierw dostałem się do projektu iGaming – co bawi szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę palący dziś spór leksykalny – a następnie dostałem szansę na pracę w UF Gaming. Wtedy właśnie z Łukaszem ‘evenorem’ Rostalskim, którego serdecznie pozdrawiam, rozwijaliśmy ten projekt przez kilka kolejnych lat. Wykorzystałem ten czas na zbieranie doświadczenia, które stało się solidnym fundamentem pod projekty, które realizuję dziś.

Myślisz, że lata spędzone w branży przed jej tzw. profesjonalizacją, faworyzuje cię na rynku?

Zdecydowanie łatwiej prowadzić projekt jakim jest tomorrow.gg, znając środowisko od środka. To zresztą prawidłowość działająca w każdej branży. Dużo podmiotów, które wchodzi na rynek z zewnątrz, ma pewne problemy, żeby się na nim odnaleźć. Fakt, że śledzę esport od ponad dekady wpływa na to, że ten esport „czuję” i rozumiem potrzeby zebranej wokół niego społeczności. To wyczucie jest bardzo ważne.

A gdybyś miał teraz zestawić okres UF Gaming oraz tomorrow.gg pod względem trudności w zarządzaniu projektem?

Dziś jest zdecydowanie łatwiej. Przede wszystkim mamy więcej możliwości, by skutecznie kreować markę.

Rozmawialiśmy o tym w chwili, gdy ogłaszałem start tomorrow.gg. Ostatnio znowu o tym pomyślałem i złapałem się za głowę, gdy przypomniałem sobie, jak w tamtych czasach budowaliśmy świadomość marek np. drużyn wśród społeczności. To było skomplikowane. Nie było wtedy mediów społecznościowych, a za odpowiednik „Esportowych Świrów” można chyba uznać ówczesne kanały na mIRC-u. Kompendium wiedzy na temat zespołów nie był Facebook czy Twitter, a oficjalne strony organizacji.

Przyznam się szczerze, że trudno jest mi wracać do tamtych czasów. Sam jestem pod wrażeniem tego, że mimo tych wszystkich problemów, powstawały wtedy tak duże produkty nie tylko na światowym rynku, ale również na polskim podwórku.

Uśmiechnąłeś się, gdy wspominałeś tzw. strony „klanowe”. Jak ten temat wygląda z perspektywy osoby zarządzającej drużyną esportową dziś? Czy obok Facebooka i Twittera takie platformy mają w ogóle rację bytu?

Jako tomorrow.gg nie mamy jeszcze swojej strony internetowej, ale nad nią pracujemy. Dla mnie to kolejny kanał komunikacyjny. Nie możemy zamykać się wyłącznie na media społecznościowe – a szczególnie kilka z nich. Musimy wykorzystywać pełen wachlarz możliwości, który mamy. Strony internetowe są wbrew pozorom miejscami, na które zwracają uwagę sponsorzy. Umożliwiają dodatkowe świadczenia partnerskie i są przestrzenią, którą można zagospodarować ciekawymi materiałami trudnymi do opublikowania na Twitterze czy Facebooku. Moim zdaniem organizacje nie powinny zamykać się wyłącznie na media społecznościowe.

Mam nadzieję, że tomorrow.gg już niedługo pochwali się własną stroną, na której będziemy publikować wiele interesujących materiałów. Bo to jest najważniejsze – żeby produkowane przez nas treści były ciekawe.

Czyli kamery śledzące poczynania graczy tomorrow.gg podczas finałów Polskiej Ligi Esportowej były elementem tego planu?

Wciąż uczymy się tworzenia treści i na razie robimy to wewnątrz organizacji. Chcemy zebrać jak najwięcej doświadczenia, wykorzystując do tego okazje pokroju kieleckich finałów. Na targach GameON za graczami chodziło kilka kamer, ponieważ realizujemy świadczenia dla partnerów.

Materiały promocyjne – np. filmy – tworzą niejako ducha organizacji. Fani są tym zainteresowani. Chcieliby widzieć nie tylko to, co pokazywane jest przed czy w trakcie transmisji z meczu. Backstage jest dla kibica bardzo interesujący. My chcemy im go udostępnić i zrobić to w profesjonalny sposób.

Gracze zdają sobie sprawę, że działania promocyjne są nie mniej ważne od tego, jakie wyniki sportowe osiągają?

Zawodnicy, z jakimi współpracowałem byli tego świadomi i bardzo się z tego cieszę. Uważam jednak, że na naszej scenie wielu zawodników wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, że musi dbać o wizerunek swój i zespołu. Niektórzy nie są po prostu urodzonymi influencerami, niektórzy nie potrafią odnaleźć się przed kamerą, niektórzy nie są frontmenami zabawiającymi publikę. Wpływa na to wiele indywidualnych kwestii. Tu zaczyna się rola organizacji, która w takich sytuacjach powinna swoich podopiecznych szkolić i jak najbardziej ułatwić im produkowanie treści.

Gdy mówimy o tym, jak istotne są działania marketingowe, zastanawiam się nad pewną rzeczą. Często słychać komentarze o tym, że polskie podwórko nie jest do nich przystosowane, a gracze nie mają odpowiedniej świadomości. Spójrzmy jednak na sporty tradycyjne. Czy przypadkiem nasza społeczność nie wypada zaskakująco dobrze w porównaniu do niektórych z nich? Myślę, że scena esportowa będzie się pod tym kątem szybko rozwijać. Popracujmy u podstaw: przygotowujmy szkolenia dla zawodników, otwierajmy ich, przekonujmy do kontaktu z mediami, a będzie dobrze. Zawodnicy często mają spore podstawy do tego, by dobrze zaprezentować się przed publiką czy w mediach, ale gdy podczas turnieju ma się dużo rzeczy na głowie i dochodzi do tego przedmeczowy stres, trzeba im w tym pomóc.

Czyli jako osoba zarządzająca projektem, współpracująca często z młodymi chłopakami, stajesz się niejako ich nauczycielem czy mentorem.

Nauczycielem bym się nie nazwał, ale czuję bardzo dużą odpowiedzialność za to, co zawodnicy robią również poza graniem. Tak jak wspomniałeś, często są to młode osoby, które znajdują się na rozstaju dróg. Grać profesjonalnie, zarabiając za to pieniądze czy może skupić się na edukacji i kształcić zawodowo? To dla nich ogromny dylemat. Trzeba w tym wszystkim poszukać złotego środka, a w trudnych chwilach wspierać swoich podopiecznych, tak by ci w przyszłości nie żałowali podjętych wyborów. Patron – tak nazwałbym więc rolę, którą przybieram w kontakcie z graczami. Staram się doglądać i podpowiadać, ale nie nauczać.

Pewnie trudno zapanować nad grupą pięciu charakternych gości, nierzadko obdarzonych wybuchowymi temperamentami.

Bardzo trudno, ale to jest właśnie piękno sportu. Zespół jest grupą ludzi, którzy nieustannie się ze sobą ścierają – w chwilach pięknych i przykrych. Działa na nich tyle emocji, że całkowite uniknięcie konfliktów jest niemożliwe. Uważam jednak, że to zdrowe. Gdyby problemów w ogóle nie było, doszłoby do pewnej patologii. Pojawianie się sporów jest przecież ważne, by nauczyć się je rozwiązywać i lepiej radzić sobie w przyszłości.

Konflikty często są też przyczynkiem do mitycznych już w świecie CS:GO zmian kadrowych. Przez waszą organizację przewinęło się kilka składów, a rotacje personalne w pewnym momencie były bardzo częste. Jako osoba zarządzająca tomorrow.gg miałeś przez to momenty kryzysu?

Nie zwątpiłem ani na moment. Wpływały na nas bowiem nie tylko problemy wewnętrzne, ale i zewnętrzne. Przetasowania na krajowej scenie wywołują reakcję łańcuchową. Zmiany w najlepszych zespołach w kraju bezpośrednio wpływają na kształt składów nieco niżej notowanych. My musieliśmy się do tego dostosowywać. Nadal jesteśmy organizacją spoza pierwszej trójki w Polsce. Często obrywaliśmy więc rykoszetem. Zawsze wiedziałem jednak, że z tym PR-owym problemem będziemy sobie w stanie poradzić. Mam nadzieję, że w wakacje zaczniemy wychodzić na prostą.

Z jednej strony mówisz, że nie jesteście w ścisłej czołówce krajowych organizacji, a z drugiej w mediach esportowych zaledwie kilka miesięcy po starcie już nazywano was „jedną z najbardziej profesjonalnych” drużyn w Polsce.

Ten szacunek wypracowuje się ciężką pracą całego zespołu. Nieustannie myślimy nad wizją tego, jak tomorrow.gg ma się rozwijać. Kluczowe dla tej kwestii jest założenie sobie planów krótko i długoterminowych. Osiem miesięcy temu podeszliśmy do tego odpowiednio, postawiliśmy sobie realne cele i przez to, że je zrealizowaliśmy możemy mówić o wspomnianym profesjonalizmie. Niemniej wciąż się uczymy – również od innych. W pewnych kwestiach czujemy się mocni, ale nie ma co ukrywać – mamy też braki. Organizacja esportowa jest żywym organizmem, nad którym wciąż trzeba pracować.

Wzajemna pomoc, o której wspomniałeś, i to partnerstwo między zespołami faktycznie w Polsce funkcjonuje?

Nadal jesteśmy małą i zżytą społecznością, która potrafi współpracować. Sam staram się mieć dobry kontakt ze wszystkimi organizacjami. Dla mnie to są partnerzy, którzy razem ze mną współtworzą esport. Im mocniejszą będę miał konkurencję, tym bardziej rozwiniemy esportowy rynek. Wymieniamy się więc wiedzą, informacjami czy zasobami. Często pojawiają się okazje do koleżeńskiej współpracy i mam nadzieję, że to się szybko nie zmieni. To jeden z elementów wpływających na piękno esportu. Nie będę jednak nikogo oszukiwać i powiem, że zamierzamy się rozwijać szybciej od naszych „rywali”.

Gdy o tym mówisz, mimowolnie na myśl przychodzi wasze porozumienie z Teamem Kinguin w sprawie Adwokacika. Razem wypracowaliście pewien precedens.

Doszło do tego, ponieważ mieliśmy pewne problemy z poprzednim składem. Musieliśmy podjąć decyzję, która mogła zaważyć o naszej przyszłości w świecie CS:GO. Kiedy więc pojawiła się opcja wypożyczenia Grzegorza ‘SZPERA’ Dziamałka i Kacpra ‘kap3ra’ Słomy, wzięliśmy się do roboty. To, że udało nam się zrealizować ten pomysł, jest zasługą zarówno Teamu Kinguin, jak i agencji eMine.pro. Wszyscy mocno pracowaliśmy nad tym, by doprowadzić to do końca, a w dodatku zrobić to ciekawie. Wsparliśmy zawodników Adwokacika w trudnym dla nich momencie. Sytuacja była specyficzna z tego względu, że oni nie tylko zdali sobie sprawę, że mogą dużo osiągnąć, ale najzwyczajniej w świecie się polubili. Nagle jednak przestali wierzyć, że będą mogli dalej grać razem. Pamiętam rozmowę ze SZPEREM, który przekonał mnie, że w produkt, jakim jest jego zespół, po prostu wierzy. Zaufałem mu i widzieliśmy tego efekty.

Efektem był m.in. zaskakujący triumf podczas finałów Polskiej Ligi Esportowej. Co poczułeś, gdy zawodnicy w trykotach tomorrow.gg wznieśli puchar?

Przez kilka pierwszych minut czułem, że mam do wykonania jeszcze trochę pracy. Razem z osobami odpowiedzialnymi za działania w social mediach musieliśmy skupić się na dostarczeniu odpowiednich materiałów na nasze kanały. Jest to dość śmieszne, ponieważ ludzie wokół mnie skakali, przytulali się i krzyczeli, a ja siedziałem z głową w telefonie i komputerze, chcąc jak najszybciej przekazać naszym fanom tę świetną informację.

Przyznam się jednak, że przez cały mecz byłem bardzo spokojny, ponieważ Grzesiek (SZPERO dop. red.) zapewnił mnie, że wygrają ten pojedynek. Mimo wszystko jednak chyba nawet sami zawodnicy nie spodziewali się takiego sukcesu. Pokonaliśmy na turnieju LAN-owym AGO Esports. To ogromne osiągnięcie, które tylko utwierdziło mnie, że wypożyczenie Adwokacika bardzo zawodnikom pomogło.

W perspektywie był też wyjazd na Minora. Po sukcesie w Kielcach związano z nim wielkie nadzieje. Współpraca z Adwokacikiem została jednak zawieszona, a w mediach pojawiły się sprzeczne komunikaty odnośnie powodów. Próbowaliście dojść do ponownego porozumienia z Teamem Kinguin?

Jak najbardziej próbowaliśmy dojść do ponownego porozumienia. Od razu po zakończeniu otwartych kwalifikacji do Minora Team Kinguin poinformował nas o dwóch opcjach przedłużenia naszej współpracy ze SZPEREM i kap3rem. Po dłuższej analizie oba rozwiązania wykraczały poza nasze możliwości finansowe. Natychmiast poinformowaliśmy o tym Team Kinguin, by ewentualnie przemyśleć inne rozwiązanie. Naszym priorytetem było dobro zawodników, dlatego jako tomorrow.gg przedstawiliśmy trzecią opcję. Ta została jednak odrzucona. Rozumiem zarząd Teamu Kinguin i to, że nie był zainteresowany nią w kontekście biznesowym. Szanuję tę decyzję i nie chowam żadnej urazy.

Aktualnie nie reprezentuje was żadna sekcja. Na czym polega praca w esportowej organizacji w tego typu momentach przejściowych?

Przede wszystkim polega na analizie możliwości oraz zagrożeń, które wiążą się z decyzjami, jakie być może podejmiemy. To też dziesiątki rozmów, które prowadzimy z zawodnikami, drużynami, z menadżerami. Zestawiamy ze sobą wszystkie opcje, robimy burzę mózgów i zastanawiamy się nad tym, w którym kierunku chcemy poprowadzić nasz zespół. Counter-Strike nie jest dyscypliną, którą chcemy odpuścić, ale koncentrujemy się też na innych rynkach. Wciąż rozglądamy się za innymi tytułami oraz zawodnikami, którzy wpasowaliby się w politykę prowadzenia tomorrow.gg. Działamy prężnie i mam nadzieję, że niedługo przedstawimy pozytywne informacje na temat przyszłości naszej drużyny.

Bardzo spodobało mi się hasło, z którym weszliście na rynek – „Today sport. Tomorrow esport”. Mimo wszystko staracie się jednak te dwa światy łączyć, co potwierdza współpraca z GKS-em Tychy.

GKS miał to szczęście współpracować wcześniej z Pawłem Marcinkiem, który w świecie esportu jest osobą rozpoznawalną i aktualnie współtworzy agencję eMine.pro. To Paweł mocno działał, aby połączyć ten klub z esportem. Długo prowadziliśmy rozmowy. Zastanawialiśmy się, na jakich płaszczyznach możemy połączyć siły. Jestem bardzo szczęśliwy, że doszliśmy w końcu do porozumienia, ponieważ jesteśmy pierwszą organizacją, która nawiązała tak bliską współpracę z klubem sportowym.

Wciąż możemy nauczyć się wielu rzeczy od osób z branży sportów tradycyjnych. GKS daje nam dostęp do ogromu wiedzy, którą możemy weryfikować w naszym środowisku. Nie uważam, że wszystko będzie działać, ale warto próbować. Świetnym przykładem jest AGO Esports. Nowy zarząd od razu zatrudnił osobę od przygotowania fizycznego i wprowadził inne ciekawe rozwiązania. Po prostu zdawał sobie sprawę z tego, jakie czynniki będą istotne dla lepszego przygotowania graczy. Wszystkie wprowadzone przez nich usprawnienia wpływają bezpośrednio na bardzo dobre wyniki zespołów. Dlatego my również chcemy czerpać wiedzę od GKS-u. Na szczęście trafiliśmy na klub, który tą wiedzą chce się dzielić, a w dodatku sam chce się esportu uczyć.

Czego w takim razie sportowcy mogą nauczyć się od esportowców?

Weźmy pod uwagę na przykład to, jak wiele organizuje się turniejów w – dajmy na to – CS:GO. Czołówka nie może odpuścić sobie dużej ich części. Bycie przez cały rok w pełnej gotowości do tego, by rozegrać spotkanie na najwyższym poziomie, jest wielkim wysiłkiem zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Meczów odbywa się bardzo dużo, a każdy z nich jest szalenie istotny, ponieważ ma wpływ na np. ranking. Zawodnicy są więc przez cały sezon niezwykle obciążeni i nie mogą pozwolić sobie na wiele chwil wytchnienia. Dodajmy do tego fakt, że w esporcie rozbudowana ławka rezerwowych właściwie nie istnieje i nie jesteśmy w stanie zastępować zmęczonych graczy.

Esportowcy uczą się więc pewnego zarządzania własnymi zasobami i możliwościami w nieco inny sposób niż np. piłkarze. Na to na pewno warto zwrócić uwagę.

Model, w którym kluby sportowe nie tworzą struktur esportowych oddolnie, tylko proszą o pomoc np. istniejące już organizacje esportowe nie jest w Polsce najbardziej popularny.

Uważam, że kluby sportowe bardziej potrzebują esportowe orgnizacje, niż esportowe organizacje potrzebują klubów sportowych. To esport jest młodym, prężnie rozwijającym się rynkiem i to kluby sportowe muszą na ten rozwój reagować. Nie mogą pozwolić sobie na stratę potencjalnych odbiorców, do których dotrzeć mogą poprzez to nowe dla nich zjawisko.

W tomorrow.gg od początku skupiacie się na drużynach CS:GO. Ostatnio społeczność esportowa próbuje niejako uśmiercić tę scenę. Opinie o tym, że CS upada mają jakiekolwiek podstawy?

Myślę, że to nieuzasadniony strach. Nie ma aktualnie lepszej sceny esportowej od sceny CS:GO. To jest świetna gra do oglądania – do konsumpcji przez odbiorcę. Ilość emocji, zwrotów akcji wypływa na pozytywny odbiór tej dyscypliny. Nowe gry, które pojawiają się w naszym środowisku, nie posiadają tak ciekawych formatów esportowych, a to jest w tym wszystkim najważniejsze. Poza tym CS:GO jest prosty do oglądania. Łatwo wytłumaczyć widzom zasady. Tak naprawdę osoba, która poświęci na to 15 minut, jest w stanie śledzić mecz i się nim fascynować. Jestem pewien, że boimy się trochę na zapas, a CS się obroni. Pewne zmiany są nieuchronne, ale jeszcze nie przyszedł na nie czas.

Fot. tomorrow.gg i Maciej Kołek/Polska Liga Esportowa

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze