MICHU: Nie byliśmy w pełni zmotywowani, bo grało się trudno
CS:GO
POLSKI ESPORT
Wywiady

MICHU: Nie byliśmy w pełni zmotywowani, bo grało się trudno

23.06.2020, 16:34:04

Choć cs_summit dla Envy zakończył się bardzo szybko, to Michał „MICHU” Müller i jego kompani mają usprawiedliwienie – grali z dwóch kontynentów, co powodowało wyższy ping. Jak walczyło się w nierównych warunkach? Co w swoim stylu musiał zmienić Polak? Jaki wpływ na zespół miał ostateczny rezultat? Kiedy MICHU wróci do Stanów i czy mógłby tam zamieszkać na dłużej? Dlaczego dziś zakończył lekcje języka angielskiego? Zapraszamy!

Rozmawiamy o nietypowej porze, tym bardziej dla ciebie – trenującego z kolegami przebywającymi w Stanach Zjednoczonych. Jest 8:30 – dlaczego wybrałeś taką godzinę?

Niestety dziś musiałem wcześnie wstać, bo mam dużo załatwień, a w dodatku czeka mnie ostatnia lekcja angielskiego. Mam co robić. 

Czyli angielski już w pełni opanowany?

Aktualnie byłem na trzecim etapie nauki z czterech możliwych i stwierdziłem, że będzie to już ostatni. Cały czas pracuję w tym samym systemie i szczerze mówiąc trochę mnie już znudził. Lekcje wyglądają podobnie. Powinienem też uczyć się codziennie na specjalnej platformie, uzbierać 180 minut w tygodniu i z tą wiedzą przychodzić do nauczyciela. Jednak przez wyjazdy trochę się to ciągnęło, około dwóch lat. Miałem też przerwy między kolejnymi etapami. 

Jak oceniasz swój progres? 

Myślę, że jest duży. Dogaduję się z ludźmi z drużyny i nie tylko. Kiedy byłem w Dallas, też dobrze sobie radziłem i byłem z siebie zadowolony. Najważniejsze, że przełamałem ten lęk rozmowy. Stwierdziłem, że mam już taką wiedzę, by nie martwić się o to, czy ktoś mnie zrozumie. Oczywiście nie jest jeszcze perfekcyjnie i po moich opowieściach może ci się wydawać, że jestem w angielskim bardzo dobry, ale prawda jest taka, że mam jeszcze coś do dopracowania. Myślę jednak, że szybszym sposobem na naukę jest wyjazd do Stanów – gdy tam byłem i rozmawiałem po angielsku na co dzień, progres był szybszy niż w przypadku lekcji. 

Większość twojej drużyny wciąż przebywa w Stanach, ty jesteś w Europie – to ma duży wpływ na plan twojego dnia?

Staram się aktywnie spędzać czas. Nawet jak nie mam planu, to zawsze coś się wymyśli. Od 1,5 tygodnia trenowaliśmy codziennie po 6-7 godzin, również w piątki i soboty. Omawialiśmy mapy, ale też przypominaliśmy sobie niektóre aspekty gry, bo wcześniej mieliśmy 3-tygodniową przerwę spowodowaną przebywaniem na różnych kontynentach. Kiedy jednak okazało się, że z Calyxem nie możemy na razie wrócić do Stanów Zjednoczonych, musieliśmy zacząć trenować. Nawet nie mogliśmy polecieć do Kanady, co w efekcie dało nam gorsze warunki – ja grałem na pingu 160, a Calyx na 120 z Londynu. W pierwszej części dnia ćwiczyliśmy z zespołami z Europy, a później z tymi, które przebywają za oceanem, byśmy mogli przyzwyczaić się do wysokiego pingu. 

Nie było innego rozwiązanie na tę sytuację? Granie ze stand-inami nie wchodziło w grę?

Tu najbardziej chodzi o punkty w kwalifikacjach do Majora, więc nie myśleliśmy o stand-inach. Są drużyny, które sięgnęły po trenera jako stand-ina i straciły tych punktów bardzo dużo. Z tego powodu nie braliśmy takiej opcji pod uwagę. 

W takim razie jak podchodziliście do tych wczorajszych meczów?

Nie byliśmy w pełni zmotywowani, bo grało się trudno. Wiecie, jaka jest przyjemność z grania na pingu 160… a jak nie wiecie, to wam powiem: tragiczna. Nie dość, że pozostali zawodnicy przez 1,5 tygodnia musieli trenować z nami na pingu, z którym nie zagrają w oficjalnych spotkaniach, to jeszcze my przygotowywaliśmy się w innych warunkach niż w turnieju. Było ciężko. 

Jak w praktyce wyglądał problem z pingiem?

Na tym poziomie nawet różnica 20 pingu jest zauważalna. Czujesz, że w jakiś sposób tracisz przewagę podczas wymiany ciosów. A wiadomo, że grasz przeciwko najlepszym drużynom na świecie. Może nie zalicza się do nich Team One, ale już w przypadku MIBR-u czuć było ich przewagę spowodowaną różnicą pingu. 

W meczu przeciwko Team One i tak z Calyxem fragowaliście dość często. W normalnych warunkach chyba nie mielibyście problemu z pokonaniem tego rywala.

Musieliśmy trochę zmienić styl gry. Tak jak pisałem wcześniej na Facebooku, raczej staraliśmy się być z tyłu i pomagać kolegom z drużyny zdobywać fragi. Nie zawsze da się to zrobić i czasami musieliśmy wybiegać pierwsi w ataku, ale jakoś tam poszło. Na Overapssie nie było aż tak źle, ale z mojej perspektywy później było już tylko gorzej. Do MIBR-u nie mieliśmy nawet podjazdu.  

Jak bardzo zmienił się twój styl w tych meczach?

Raczej nie szukałem pojedynków, nie starałem się na siłę robić przewagi na mapie. Stałem z tyłu, rozkminiałem i szukałem luki. Dużo bardziej myślałem o drużynie, o tym jakbyśmy się mogli przebić przez obronę i wyłapać więcej informacji niż dotychczas. 

Po meczu z Teamem One, gdy wiedzieliście już, że czeka was MIBR, dawaliście sobie jakiekolwiek szanse na urwanie chociaż mapy?

Najśmieszniejsze było to, że mecz z Teamem One skończyliśmy prawie o północy i myśleliśmy, że kolejne starcie jest na drugi dzień. Ja już odszedłem od kompa, poszedłem ogarniać się do spania, bo musiałem dziś wcześnie wstać. Nagle dostałem wiadomość, by wracać, bo gramy. Wróciłem więc i zagraliśmy. Trenowaliśmy z nimi w ostatnim czasie i te wyniki nie wyglądały tak tragicznie, jak w dzisiejszym spotkaniu. W pcw nawet wygraliśmy mapę, na drugiej byliśmy blisko, ale teraz totalnie nam nie poszło. MIBR grał inaczej niż na treningu i różnica w pingu była teraz jeszcze bardziej widoczna. 

Ta przegrana i odpadnięcie z cs_summit bez zdobycia punktów do majorowego rankingu nie skreśliła waszych szans na awans, ale jak cała sytuacja wpłynęła na atmosferę w drużynie?

Jesteśmy w trochę cięższej sytuacji, bo tak naprawdę dostaliśmy się już na Minora, który miał być w kwietniu, a nagle odebrano nam tę szansę. Jeżeli Valve chciało zwiększyć pulę drużyn, to powinno zrobić kolejne kwalifikacje dla zespołów, które dopiero mogłyby awansować, a nie dla tych, które miały już zapewnione sloty. Ciężko się na to patrzy i o tym myśli. Straciliśmy jakąś szansę i przyszło nam się kwalifikować z Europy. Nasza sytuacja punktowa nie wygląda fajnie, ale atmosfera jest w porządku. Nie jesteśmy załamani, ale widać, że ten turniej trochę nam ucieka. 

Wierzycie faktycznie, że jeszcze dacie radę awansować?

Oczywiście, że tak. Powalczymy o to, ale mam nadzieję, że już wszyscy razem ze Stanów Zjednoczonych. Na równych warunkach. 

Czyli co – kiedy sytuacja się poprawi i będzie możliwość podróży do USA, od razu tam wracasz?

Nie do końca, bo zaczęliśmy właśnie wakacje. Przerwę mieliśmy zaplanowaną po zakończeniu kwalifikacji do Majora, ale skończyły się dla nas bardzo szybko, więc zostało to przyspieszone. Teraz będziemy odpoczywać przez prawie 1,5 miesiąca. Dodając do tego jeszcze trzy tygodnie, które mieliśmy przed przygotowaniami do cs_summit, wychodzi długi okres. 

Po powrocie do Polski zdążyłeś już przestawić się z tego amerykańskiego życia?

Tak, zdążyłem. Bardzo lubię tutaj wracać. Jednak przeżyłem 2-tygodniowa kwarantannę, więc to życie w Polsce musiało też na mnie poczekać. Nie mogłem wychodzić z domu i prawie każdego dnia byłem odwiedzany przez policjantów. Ale jak to wszystko się skończyło, to chyba po 110 dniach nieobecności, fajnie było spotkać się z rodzina i znajomymi, wyjść gdzieś. 

Mógłbyś na stałe zamieszkać w USA?

Nie myślałem o tym, ale wydaje mi się, że nie. Bardziej podoba mi się w Polsce. Na tym etapie tutaj bardziej mi to życie odpowiada. Gdybym miał wybierać, wybrałbym Polskę. 

To jak zamierzacie funkcjonować po powrocie do normalności?

Na pewno będę chciał się przeprowadzić do USA. Taka była umowa i zrobię wszystko, by jej dotrzymać. Będziemy wszyscy razem mieszkać w Dallas, nie mam z tym problemu. Bardziej chodziło mi o dłuższy okres – po prostu na tym etapie życia wybrałbym Polskę. Nie wiem, jak się to rozwinie, gdy wyjadę do Stanów na dłużej, może tam mi się bardziej spodoba. Zawsze lubiłem tam latać, ale na dziś wydaje mi się, że nie chciałbym tam spędzić reszty życia. Chociaż nie ukrywam, że jest mi tam bardzo dobrze. Zobaczymy, co pokaże czas. 

Jaki tryb życia zamierzacie obrać po przeprowadzce – będziecie mieszkać wszyscy w jednym domu czy gaming house będzie biurem, a zamieszkacie osobno?

Ta druga wersja – będziemy mieszkać w jednym mieście i spotykać się w biurze na wspólne treningi. To lepsza opcja, bo możemy spędzać ze sobą czas przed czy po treningach, ale zawsze każdy będzie miał też czas na życie prywatne. Nie chciałbym spędzać z drużyną i tymi samymi ludźmi 24 godzin, 7 dni w tygodniu. Oczywiście, jeśli mielibyśmy takie warunki do spełnienia, pewnie dałoby się to zrobić, ale uważam, że ta druga opcja jest lepsza. 

Na zakończenie – zobaczymy MICHA i Envy na Majorze?

Zrobię wszystko, żeby tak było.

Fot. facebook.com/michucsgo

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze