Magic: Śmieszy mnie to, że przez lata utrzymywałem się w czołówce… a nie potrafię grać

Magic: Śmieszy mnie to, że przez lata utrzymywałem się w czołówce… a nie potrafię grać

17.10.2020, 13:06:31

Kiedy więc ktoś mówi mi, że jestem słaby, z uśmiechem przyznaję mu rację. Nie mogłem wspominać o tym, kiedy czynnie grałem. Wyobraź sobie, że w rankedach soloQ od czasu do czasu jestem na poziomie golda. Zawodnik na tym poziomie reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej przez niespełna 5 lat – mówi nam Oskar „Magic” Skowronek w wywiadzie będącym niejako pożegnaniem z esportową sceną. Jeden z najbardziej doświadczonych i utytułowanych zawodników w kraju zakończył bowiem karierę gracza.

To już twoje ostatnie słowo na scenie Rainbow Six: Siegie?

Raczej tak. Wcześniej zdarzały mi się przerwy w grze, ale nie ogłaszłem przy tym końca kariery. Zawsze po czasie wracałem, żeby trochę się pobawić. Teraz ze sceny schodzę jednak definitywnie. Tryb życia nie pozwala mi, żeby w esporcie działać na pełnych obrotach, a jeśli chce się osiągać sukcesy, gra na pół gwizdka nie wystarczy. Poziom w Polsce jest zerowy, nie licząc devils.one i Izako Boars, ale żeby dobrze prezentować się w Europie, Rainbowa musiałbym traktować jak pracę. Czas półprofesjonalizmu minął bezpowrotnie.

W swojej wieloletniej karierze pomyślałeś kiedykolwiek o tym, że esport być może stanie się twoim pełnoetatowym zajęciem?

Nie miałem takiej potrzeby. W Rainbowa zacząłem grać na czwartym lub piątym roku studiów, a od razu po zakończeniu nauki znalazłem dobrze opłacaną pracę. Nie wyobrażałem sobie, że jakakolwiek organizacja w Polsce mogłaby zagwarantować mi tyle, ile otrzymałem na samym początku mojej drogi zawodowej w branży biotechnologii.

Dziś gościa, który rzuca perspektywiczną pracę, by poświęcić się Rainbowowi w imię marzeń, ale i niepewnej przyszłości, nazwałbym – mówiąc łagodnie – nierozsądnym.

Całkowite oddanie się grze jest bardzo ryzykowne. Wiedziałem, że jeśli nagle skończyłbym występować na najwyższym poziomie, w moim CV pojawiłaby się kilkuletnia dziura. Musiałbym wtedy związać się z esportem na stałe, szukając zaczepienia jako komentator, obserwator czy host. Dla większości pracodawców z innych branż nie miałbym bowiem wartości.

Przeraża cię w takim razie podejście innych graczy i to, że czasem zbyt dużo poświęcają esportowi?

Znam kilka osób, które mimo obecności na scenie esportowej, studiują, rozwijają się na innych płaszczyznach czy pracują. To jednak kropla w morzu. W polskim środowisku R6S widzimy wielu graczy, którzy całkowicie zaniedbali życie codzienne. To straszne, bo ci ludzie nie mają planu B. Postawili na jedną kartę. Jeśli więc nie uda im się w esporcie – zostaną z niczym. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że nawet najlepszy gracz na świecie może nagle spaść ze schodów, złamać sobie nadgarstek i zostać z niczym.

Nie żałujesz więc lat poświęconych Rainbowowi?

Broń boże. Traktuję ten okres jak świetną przygodę. Jestem zresztą nauczony takiego podejścia do życia. Przez piętnaście lat przed esportem grałem w rugby, które – tak, jak Rainbow Six – jest niszową dyscypliną. I wtedy każdy – mimo treningów, oficjalnych meczów, wyjazdów – studiował lub pracował, na sport poświęcając po prostu wolny czas. Przeniosłem to podejście do esportu.

Gra w Rainbow Sixa była naturalnym efektem tego, że przestałeś wybiegać na boisko?

Poniekąd tak. Rok przed tym, jak zacząłem grać w Rainbowa, doznałem kontuzji i musiałem zrezygnować z treningów rugby. Nie wchodząc w detale, urazu doznałem w bardzo głupi sposób To pokazało mi, jak krucha potrafi być kariera sportowca. Podobnie jest z esportem.

Mimo wszystko ze sportu nie zrezygnowałeś. Jeździsz przecież konno.

Znalazłem alternatywę, która w dużym stopniu nie obciąża kostki. Musiałem, bo sport towarzyszy mi od dziecka i w pewnym sensie mnie ukształtował. Zauważyłem zresztą, że wielu graczom brakuje właśnie mentalności sportowców: wspólnego siedzenia w szatni, poświęcania się drużynie, dążenia do celu za wszelką cenę.

Na Twitterze napisałeś, że to pięć lat było naprawdę zabawnym okresem. Z czego uśmiałeś się najbardziej?

Z tego, że przez lata utrzymywałem się na wysokim poziomie sceny europejskiej, a w polskiej czołówce funkcjonowałem do samego końca. 

Co w tym śmiesznego?

Cóż… ja właściwie nie potrafię grać w Rainbow Sixa. Mam pewien zmysł taktyczny i osobowość lidera, ale na tym możemy skończyć wyliczankę. Cholera, w wieku 25 lat zacząłem interesować się grami komputerowymi, a R6S jest pierwszym FPS-em, z którym miałem do czynienia. Refleks? Strzelanie? Umiejętności mechaniczne? Pierwszy lepszy szesnastolatek powinien zjeść mnie na śniadanie. Kiedy więc ktoś mówi mi, że jestem słaby, z uśmiechem przyznaję mu rację. Nie mogłem wspominać o tym, kiedy czynnie grałem. Wyobraź sobie, że w rankedach soloQ od czasu do czasu jestem na poziomie golda. Zawodnik na tym pułapie reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej przez niespełna 5 lat.

Jesteś chyba pierwszym esportowem w historii, który mówi o tym tak otwarcie.

Nie uważam, żebym musiał się czegoś wstydzić. Takie są fakty. Całą młodość spędziłem na boisku, imprezach czy ewentualnie w świecie gier strategicznych. Nie miałem czasu, żeby wejść na wyżyny umiejętności w strzelankach. A mimo to osiągnąłem więcej niż praktycznie każdy gracz na polskiej scenie.

Jaki jest więc twój sekret?

Mam dar przewodzenia. A poza tym potrafiłem poświęcić minimum czasu na to, aby skopiować grę zagranicznych zespołów i przenieść na polski grunt. Do tego dochodzi zdolność manipulacji, co pozwoliło mi obtoczyć się najlepszymi graczami w Polsce. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak łatwo w pewnym momencie mogłem sterować polską sceną. Przydomek “król” nie wziął się znikąd, czego idealną puentą stał się puchar na głowie. Wystarczyło jedno słowo, żeby zapadały trudne decyzje. Chciałem grać z jednym zawodnikiem – wyciągałem go z przeciwnej drużyny, przez co rywale musieli wypełniać luki. Chciałem grać z drugim – działo się to samo. 

Z którego  “wyciągnięcia gracza” jesteś najbardziej zadowolony?

Chyba budowa drugiej Patokalpisy po odejściu z RoomFactory. Udało mi się zaciągnąć do zespołu dokładnie tych graczy, których chciałem i pozbyć tych, którzy byli zbędni.

Dodając do tego twój wizerunek w mediach – maluje się obraz człowieka bardzo wyrazistego. Niektórzy cię za to pokochali, inni znienawidzili. Tych drugich momentami było więcej.

Być może, ale mam to gdzieś. Uwielbiam zabawę wizerunkiem. Na co dzień jestem przecież zupełnie inną osobą niż w mediach społecznościowych. Śmieszyło mnie to, że ludzie nie potrafią tego zrozumieć. Wiele osób odsłania karty swojego życia, ale ja wolę zostawić je w tajemnicy i grubą kreską oddzielam działalność internetową od prywatnej. To pozwoliło mi na zabawę konwencją na Twitterze czy Facebooku.

Działania w mediach społecznościowych to jedno, ale opinie o tym, że niszczyłeś atmosferę w drużynach są dość poważnym zarzutem.

Nie wydaję mi się, żebym był toksycznym graczem. Lepiej pasuje określenie – twardy lider. Do zawodników zawsze podchodziłem konkretnie i o błędach mówiłem wprost. Może dlatego część graczy mnie nie toleruje. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby zespół funkcjonował inaczej. W innych dziedzinach rywalizacji, jeśli trener kogoś opierdziela, nie głaszcze go przy tym po głowie. A w swoich składach jako kapitan czułem się autorytetem i ten autorytet po prostu wykorzystywałem. W drużynie nie może panować demokracja, bo każdy z graczy będzie dążyć do czegoś innego. To automatycznie wyklucza się z sukcesem.

Żałujesz mimo to, że czasem nie ugryzłeś się w język? Podobno to ty stoisz za rozpadem składu, który w Actinie PACT walczył w Challengerze, wygrał Masters League i poleciał na DreamHacka.

Nie żałuję nawet jednego wypowiedzianego słowa. W przypadku Actiny PACT zasugerowałem po prostu jedną zmianę, na którą nie zgodziła się reszta zespołu. Wobec tego sam zrezygnowałem z gry. I cóż, skończyło się tak, jak się skończyło – wielką kompromitacją składu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę więc sądzić, że miałem wtedy rację.

Co stało się w takim razie w AVEZ Esport? Środek sezonu, walczycie o awans do play-offów Polish Masters, narracja zespołu budowana jest wokół ciebie i… nagle znikasz ze składu.

Historia jest bardzo krótka. Zespół chciał wprowadzić zmiany i padło na mnie. Ostatecznie jednak planowane transfery nie doszły im do skutku, przez co AVEZ Esport nie awansowało nawet do play-offów. Jestem pewien, że jeśli gralibyśmy niezmiennym składem, udałoby nam się osiągnąć co najmniej TOP4. Inni gracze myśleli zresztą podobnie. Rozmawiałem z kilkoma z nich i otwarcie przyznali, że żałują podjętej decyzji.

AVEZ jest ostatnim rozdziałem w twojej karierze. Czujesz się spełniony jako gracz?

Tak – szczególnie dzięki temu, że przez tak długi czas udało mi się utrzymać na całkiem wysokim poziomie. Na koncie mam też wygraną oraz trzecie i czwarte miejsca Challenger League, mistrzostwo Polski w ramach Masters League i ESL Mistrzostw Polski, dostałem się do play-offów DreamHacka w Szwecji. Żałuję tylko jednej mapy, która dzieliła mnie od Six Invitational, a przede wszystkim braku awansu do Pro Ligi. Razem z ROOM FACTORY byliśmy bardzo blisko.

Mistrzowie pierwszego sezonu Masters League - Actina PACT. W składzie widnieli wówczas Magic, Deep, Derius, Saves oraz nathan. Fot. Ubisoft Polska

Mistrzowie pierwszego sezonu Masters League – Actina PACT. W składzie widnieli wówczas Magic, Deep, Derius, Saves oraz nathan (dzisiaj usog). Fot. Ubisoft Polska

Skoro pojawił się wątek ROOM FACTORY, warto podkreślić, że byłeś graczem, który poniekąd wytyczał szlaki. Dziś Saves gra w Natus Vincere, ale to ty lata temu pokazałeś Polakom, że można z powodzeniem grać w międzynarodowych drużynach.

Historia z dołączeniem do ROOM FACTORY nie ma jednak wielkiej głębi. Po prostu napisałem do nich, czy nie szukają gracza. Okazało się, że faktycznie muszą załatać lukę w składzie. Skontaktował się ze mną Schockwave, zaznaczył, że potrzebują lidera i bez większego zastanowienia przystałem na ich warunki. Invicta przechodziła wtedy przez kryzys, a ja nie miałem siły na to, żeby tworzyć kolejną drużynę w Polsce.

Dzięki regularnym występom w Challenger League i osiągnięciach wyliczonych wcześniej, powiedziałbyś o sobie – może poza Savesem – jak o najbardziej utytułowanym graczu w Polsce?

Jeśli liczymy same tytuły – takie są fakty. Żaden inny zawodnik z naszego kraju nie ma na koncie tylu mistrzostw Polski połączonych z sześcioma edycjami Challengera.

Osiągnięcia to jedno, ale możesz pochwalić się również bardzo bogatą historią klubową. Wiele z tych rozdziałów kończyło się jednak katastrofą.

Organizacje esportowe to temat rzeka, ale nie chciałbym mówić o wszystkim, bo jeszcze jeden z drugim naślą na mnie prawnika. Jeśli mówimy jednak o polskich drużynach, w których grałem – tylko jedna stała na naprawdę wysokim, profesjonalnym poziomie. Mowa o Actinie PACT funkcjonującej jak prawdziwa firma. Brak niedopowiedzeń, niespełnionych obietnic, opóźnień, spraw załatwianych na „słowo”. Do tego świetna atmosfera. Jednym słowem – klasa.

Doświadczenie daje ci kompetencje do tego, by o Rainbole porozmawiać trochę szerzej. Dlaczego zespoły złożone z Polaków nie są wstanie przebić się do Europy?

Składa się na to wiele czynników. Graczom brakuje charakteru i nie potrafią udźwignąć konstruktywnej krytyki. Wszyscy chcą być przyjaciółmi, ale przecież sukcesu nie buduje się na przyjaźni, tylko na drużynowym zrozumieniu. Dochodzi więc do tego, że po jednej czy dwóch uwagach zawodnik potrafi się na ciebie obrazić. W Polsce nie mówi się w ogóle o problemach. Dodajmy do tego zbyt szybkie zniechęcanie się po porażkach, kombinowanie za plecami, brak pieniędzy, infrastruktury, trenerów i analityków. Dół jest naprawdę głęboki.

Wierzysz w to, że w Polsce nastąpi rewolucja, czy dla Rainbowa w naszym kraju jest już za późno?

Trudno mi w to uwierzyć, bo przecież aktualnie Polacy nie są w stanie osiągnąć znaczących sukcesów na żadnej scenie. Nasze zespoły nie liczą się w świecie CS-a, nie znaczą wiele w świecie LoL-a. Jeśli nagle – i to bez wsparcia, którym mogą pochwalić się na innych scenach – zespół R6S zawojowałby Europę, solidnie bym się zdziwił.

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze