kubYD: Chcę, żeby moja obecność w gronie najlepszych nie wzbudzała zdziwienia [WYWIAD]

kubYD: Chcę, żeby moja obecność w gronie najlepszych nie wzbudzała zdziwienia [WYWIAD]

13.08.2021, 15:39:57

Cały ten sezon Ultraligi wydaje być się nierealny. Jeśli przed startem zmagań ktokolwiek powiedziałby, że kubYD będzie rywalizować z xCharmem o złoto, jedyną reakcją byłyby puknięcia się w czoło. Chciałbym oszczędzić czoła tych ludzi, udowadniając minionym sezonem, że nadal coś potrafię – mówił nam Jakub „kubYD” Grobelny tuż po tym, jak PDW zdobyło tytuł mistrza Ultraligi.

Jak czuje się człowiek, który osiąga mistrzostwo Polski po sześciu latach od wzniesienia poprzedniego pucharu na turnieju tej rangi?

Tuż po meczu właściwie nie czułem emocji. Nie dochodziło do mnie, czego właśnie dokonaliśmy. Byłem po prostu zmęczony długą i niełatwą serią. Dziś mogę jednak powiedzieć, że się cieszę. Trzy miesiące temu mówiłem ci, że aktualny sezon jest dla mnie szansą. Być może ostatnią szansą. Podejrzewałem, że mistrzostwo znajduje się w naszym zasięgu, ale nie pomyślałbym, że faktycznie je osiągniemy. Wow, udało się! Jestem wdzięczny trenerom za zaufanie.

Czujesz emocjonalną różnicę między mistrzostwem zdobytym w 2015 roku a pucharem wzniesionym w szóstym sezonie Ultraligi?

To dwa zupełnie inne rozdziały w moim życiu, a także na całkowicie odmienne odcinki na esportowej linii czasu. Sześć lat temu o puchar walczyły właściwie same sklejki. Drużyny nie miały po kilku trenerów i analityków. Nie mieliśmy nawet rozpisanych kartek z draftami. Próg wejścia na scenę był dużo niższy. Splendor był mniejszy. Mimo wszystko wiązała się z tym gówniarska radość.

Za większym profesjonalizmem idzie też większa satysfakcja?

Zdecydowanie. Choć muszę przyznać, że w 2015 roku byłem jeszcze młody, a młodość sprzyja ekscytacji. Wydaje mi się, że zwycięstwem jarałem się przez to trochę bardziej – w nieco inny sposób. Ale jak się nie jarać, skoro mówimy o moim pierwszym większym turnieju LAN-owym w życiu? I to od razu wygranym! 

Dochodzi do tego fakt, że sześć lat temu ja po prostu “mogłem” to zrobić. Jeśli po drodze coś by mi nie wyszło, nic by się nie stało. Dziś z kolei po prostu musiałem. Przemówiła przeze mnie chora ambicja, która kazała docisnąć na maksa po tak wielu latach. Jeżeli teraz mistrzostwo przeleciałoby mi obok nosa, czułbym frustrację. 

Tym bardziej, że przez ostatni rok przyzwyczaiłeś się do wygrywania. Co prawda nie w Polsce, ale wznosiłeś puchary.

Nie chcę, żeby zabrzmiało to zuchwale, ale PDW jest trzecią drużyną z rzędu, z którą udaje mi się wygrać krajowe mistrzostwa. Na koncie mam dwa złote medale przywiezione z Grecji, więc utrzymuję dobrą passę. Bardzo się z tego cieszę.

Zwycięstwo Ultraligi jest tym bardziej symboliczne, że udało wam się poniekąd zredefiniować polską scenę. Zakończyliście dominację AGO ROGUE i K1CK z przytupem.

Faktycznie – zostaliśmy bohaterami ciekawego uniwersum. Uniwersum, w którym PDW zgarnia tytuł mistrza Polski; Team ESCA Gaming staje się rewelacją sezonu zasadniczego i awansuje tak daleko; Illuminar Gaming zaskakuje wszystkich, zaliczając niesamowitą końcówkę; a AGO i K1CK nie wchodzą do finału. To bardzo ciekawe. Wydaje mi się jednak, że w większości zespołów wiele się nie zmieniło, a sama gra wygląda podobnie. Dzicz wcale nie ogarnęła polskiego esportu. Coś dziwnego stało się po prostu w K1CK i AGO.

Wygląda na to, że cały młyn nie był ciekawy tylko z perspektywy kibiców, ale wy jako gracze też żywo się tym emocjonujecie. Ten czas był dla ciebie szczególnie szalony?

Najbardziej zwariowany okazał się być wieczór przed finałem, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że o złoto nie zagramy z AGO ROGUE. Nikt się tego nie spodziewał – nawet nasz sztab szkoleniowy przygotowywał się głównie pod Łotrzyków, więc trenerzy dzień przed meczem z Illuminar Gaming musieli zarwać nockę. Ale tak – cały sezon był szalony. Cieszę się, że jesteśmy częścią tej historii.

Jakub "kubYD" Grobelny - reprezentant PDW, aktualny mistrz Polski w League of Legends. Fot. Polsat Games / Radosław Makuch

Jakub „kubYD” Grobelny – reprezentant PDW, aktualny mistrz Polski w League of Legends. Fot. Polsat Games / Radosław Makuch

Mecz z Illuminar Gaming – choć wygrany – nie był łatwą przeprawą. Widzieliśmy rollercoaster, który do ostatniego momentu płatał nam niespodzianki. Baliście się, że finał wyśliźnie się wam z rąk?

Czułem lekki niepokój przez pierwsze cztery gry. Zdawałem sobie sprawę z tego, że w każdym momencie coś złego może się wydarzyć i mecz wymknie się spod kontroli. Zawodnicy Illuminar Gaming grali naprawdę dobrze, wykorzystując nasze gorsze momenty. A tych było całkiem sporo. Dopiero piąta mapa, na której osiągnęliśmy spore prowadzenie, pozwoliła mi się uspokoić. Uratowała nas na pewno atmosfera – wygłupy, śmieszkowanie, pajacyki na scenie. Morale są niezwykle istotne.

Kiedy rozmawialiśmy po zakontraktowaniu w PDW, śmialiśmy się, że możesz być dla chłopaków poniekąd drużynowym tatą, mentorem. Jak wygląda to w praktyce?

Nie wydaje mi się, żebym miał taką moc. Okazało się, że wcale nie muszę przekazywać im mojego doświadczenia, bo tak naprawdę to ja przez cały czas uczę się od chłopaków. Reszta zespołu była na starcie naszej przygody na wyższym poziomie ode mnie, więc musiałem dać z siebie wszystko, żeby nadgonić różnicę. Ale jakiś wpływ na PDW na pewno mam. Być może mój naturalny chill, z którego żartujemy wewnątrz drużyny, spaja ekipę.

Wielokrotnie wspominałeś, że PDW było projektem, w który uwierzyłeś od samego początku. Co myślałeś jednak, obserwując dominujące AGO ROGUE czy szalejący Team ESCA Gaming?

Od początku sezonu wiedzieliśmy, że mamy potencjał, a w skład naszej drużyny wchodzą uzdolnieni gracze z mocą w łapach. Przyglądając się AGO ROGUE – nawet jeśli miażdżyli większość przeciwników – widzieliśmy, że tej drużynie nie brakuje wad. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli dociśniemy, będziemy w stanie ich pokonać. I pokonaliśmy. Jak się okazało – nawet nie w finale.

Możecie się już nazwać pełnoprawną drużyną, która poradzi sobie w Europie?

Przed nami jeszcze sporo pracy, czego finał Ultraligi był najlepszym dowodem. Widać to m.in. w etapie wyborów i wykluczeń. Nie byliśmy w stanie rozwalić Illuminar Gaming samą metą. Musieliśmy zagrać w ich grę – tylko lepiej. Żeby wejść do czołówki i stanąć obok – dla przykładu – Karmine Corp, musimy poprawić wiele błędów. Mimo to jesteśmy na dobrej drodze.

Awans na European Masters w Grecji udowodnił ci, że esportowa droga ma jeszcze sens. Kwalifikacja z polskiej Ultraligi musi smakować dużo lepiej.

Jasne! To zupełnie coś innego. W Grecji nie mieliśmy okazji trenować z zespołami z czołówki Europy. I nic w tym dziwnego – byliśmy po prostu gorszą drużyną. W PDW rozgrywaliśmy natomiast sparingi z większością topowych składów międzynarodowych. Osiągnęliśmy przy tym lepsze i gorsze wyniki, więc wiemy, czego po EU Masters oczekiwać. Wyjście z grupy w ANO było ogromnym osiągnięciem. W PDW patrzę na to jak na plan minimum. Awans z Polski lub Grecji to więc niebo a ziemia, choć na zawodach teoretycznie startujemy z tego samego pułapu.

Dołączając do PDW, chciałeś uświadomić ludziom, że nie jesteś starym dziadem i w wieku 25 lat możesz stanowić o sile krajowej sceny. Mistrzostwo Ultraligi to wystarczający dowód?

Cały ten sezon Ultraligi wydaje być się nierealny. Jeśli przed startem zmagań ktokolwiek powiedziałby, że kubYD będzie rywalizować z xCharmem o złoto, jedyną reakcją byłyby puknięcia się w czoło. Chciałbym oszczędzić czoła tych ludzi, udowadniając minionym sezonem, że nadal coś potrafię. Dążę do tego, żeby moja obecność w gronie najlepszych nie wzbudzała zdziwienia. Jeśli do tego doprowadzę, będę mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że zakończyłem misję. Pomoże w tym na pewno ewentualny sukces na European Masters.

LeQu: Jestem na miejscu gości, którzy zainspirowali mnie do gry. To piękne

Fot. Polsat Games / Radosław Makuch
Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze