Kjaerbye – Osąd bohatera tragicznego

Kjaerbye – Osąd bohatera tragicznego

11.07.2020, 13:29:03

Wyobraź sobie, że stajesz się gwiazdą światowego formatu. Jako wciąż młody i nieopierzony zawodnik zdążyłeś wygrać finały ECS, Majora, IEM w Katowicach. Zgarnąłeś też srebrne medale innych prestiżowych imprez, jesteś członkiem jednej z najlepszych formacji globu. Ale dla ciebie to za mało. Wewnętrzna buta i chora ambicja sprawiają, że odwracasz się od swoich kolegów z zespołu w najtrudniejszym momencie i przechodzisz do największego regionalnego rywala. Jeszcze nie wiesz, że w ten sposób wczytałeś protokół „zjazd”. Tego nie wiedział właśnie nasz bohater tragiczny – Markus „Kjaerbye” Kjærbye.

Kiedy Astralis zgarnęło na Majorze w Bostonie bęcki od mousesports, Fnatic i Cloud9, co w efekcie nie pozwoliło im na utrzymanie statusu legendy, cały świat był w sporym szoku. Pół roku wcześniej Duńczycy doszli wszak do półfinałów Majora w Krakowie, a jeszcze wcześniej święcili triumf w Atlancie. Szok ten nijak miał się jednak do tego, o czym mieliśmy się dowiedzieć zaledwie kilka dni później. Jedna z największych gwiazd legendarnej organizacji postanowiła obrać dla siebie nową ścieżkę. Markus „Kjaerbye” Kjærbye wypiął się na swoich kolegów z zespołu, licząc przy tym, że opuszcza tonącą łajbę. I choć wówczas wydawało się, że Skandynawowie rzeczywiście mogą mieć problem z załataniem luki po 20-latku, to w rezultacie zaczęliśmy być świadkami naprawdę niesamowitego scenariusza.

Tym, którzy z historią są na bakier, warto rozrysować ówczesną rzeczywistość. Przełom 2017 i 2018 nie wyglądał w Danii tak jak jeszcze kilka miesięcy temu, czyli Astralis i długo, długo nic. Wtedy North autentycznie rzuciło podopiecznym Dannego „zonica” Sørensena rękawicę, a jedną z najciekawszych narracji podczas transmisji z poszczególnych turniejów była właśnie walka o miano duńskiego króla. Walka, która zaczęłą się tak naprawdę jeszcze przed założeniem North, kiedy Mathias „MSL” Lauridsen, René „cajunb” Borg czy Kristian „k0nfig” Wienecke grali jeszcze w barwach Dignitas.

Przejście do największego krajowego rywala było więc prawdziwym ciosem. Zarówno dla graczy Astralis, jak i kibiców formacji. Wtedy wydawało się, że Kjaerbye może być pierwszoplanową postacią organizacji przez długie lata, a jego nieprzeciętne umiejętności doprowadzą Duńczyków na szczyt podium wielu najważniejszych imprez. To trochę tak, jakby nagle Michał Karbownik odszedł z Legii do Lecha. Takie historie nie piszą się zbyt często.

Pierwsze miesiące Kjaerbiego w North nie były usłane różami. Baty od Heroic podczas cs_summit, kiepski występ na IEM Katowcie, a potem jeszcze kompromitacja w kwalifikacjach do DreamHack Masters w Marsylii. Kilka dni później 20-latek sprzed telewizora oglądał, jak jego byli koledzy z Astralis podnoszą we Francji trofeum. Wraz z nimi złoty medal odebrał Emil „Magisk” Reif, rówieśnik Markusa, którego wcześniej wyrzucono z North. Oczywiście nikt nie oczekiwał, że Lwy z Kopenhagi zaczną od razu miażdżyć światową scenę, ale takie obrazki i tak musiały boleć.

Premierowy drobny sukces udało się zaliczyć Kjaerbiemu trzy miesiące po dołączeniu do North. Ekipa dowodzona przez MSL-a triumfowała podczas DreamHack Open Tours, jednak w międzyczasie Astralis zdołało zdobyć złote medale podczas finałów ESL Pro League i Esport Championship Series. W światowym rankingu North może i zaczęło się dobijać do pierwszej dziesiątki, ale byli koledzy naszego bohatera powrócili na tron zestawienia, a od drugiej duńskiej piątki dzieliła ich przepaść opiewająca na ponad osiemset punktów. Powiedzmy sobie też szczerze, że kiedy Markus podejmował decyzję o transferze, na pewno liczył na więcej niż dominowanie imprez niższego tieru.

kjaerbye-north-dreamhack-open-tours

Kjaerbye podczas triumfu North na DreamHack Open Tours

Mijały kolejne tygodnie, a Kjaerbye nadal był zmuszony do oglądania pleców dev1ce’a i spółki. W lipcu North wygrało DreamHacka Open w Valencii, ale wcześniej zaliczyło blamaż w Kolonii podczas ESL One. W tym samym czasie Astralis zgarnęło z kolei puchar ELEAGUE CS:GO Premier i umocniło się na pozycji światowego hegemona.

Prawdziwy sprawdzian umiejętności szykował nam się jednak dopiero w ramach DreamHacka Masters w Sztokholmie. Ku uciesze gawiedzi, North i Astralis wylądowali w jednej grupie, więc istniało duże prawdopodobieństwo, że w końcu zobaczymy pierwszy mecz Kjaerbiego przeciwko jego byłej drużynie. 20-latek miał szansę udowodnić światu, że jego decyzja nie wzięła się znikąd. Każdy z nas zresztą wie, jakim charakterem odznaczał się wówczas Duńczyk. Dla niego spotkanie przeciwko Astralis miało status trzeciej wojny światowej.

msl-kjaerby-north-dreamhack-masters-stokholm

North podczas meczu przeciwko Astralis w trakcie fazy grupowej DreamHack Masters w Sztokholmie

Po szalonym boju North pokonało Astralis wynikiem 2:1, a sam Kjaerbye był jednym z jaśniejszych punktów swojego zespołu. Wówczas mówiło się jeszcze, że chłopaki z Kopenhagi otrzymali dar od losu i w play-offach zostaną zjedzeni przez inne formacje. Tak się jednak nie stało. Duńczycy najpierw ośmieszyli Natus Vincere, a później pomimo tego, że przegrali z mousesports na pierwszej mapie wynikiem 0:16, to ostatecznie i tak święcili awans do wielkiego finału imprezy. Po drugiej stronie drabinki królowało z kolei Astralis. Ostateczna potyczka w ramach DreamHack Masters w Sztokholmie miała być najgorętszymi derbami Danii w historii CS:GO.

I tak też w istocie było. Na Duście 2, gdzie kilka godzin wcześniej North nie ugrało nawet rundy w meczu przeciwko mouz, Kjaerbye i jego kompani zwyciężyli Astralis wynikiem 16:1. Chwilę później na Trainie bezkonkurencyjni byli z kolei podopieczni zonica. Decydujący Overpass był za to prawdziwą jazdą bez trzymanki, ale w końcówce nerwy ze stali zachowało North, które sięgnęło po wymarzone trofeum.

kjaerby-north-dreamhack-masters-stokholm

Kjaerby z trofeum DreamHack Masters Sztokholm

Triumf na szwedzkiej ziemi pozwolił North wspiąć się w światowym rankingu na czwartą lokatę. Patrząc na dyspozycję Duńczyków, wydawało się, że transfer Kjaerbiego w końcu zacznie się seryjnie spłacać, a rywalizacja z Astralis o miano najlepszej ekipy regionu i globu przestanie być tylko mrzonką. Los bywa jednak przewrotny. Formacja dowodzona przez MSL-a miała być czarnym koniem Majora w Londynie, a stała się pośmiewiskiem, odpadając z turnieju po porażkach z HellRaisers, Spirit i Vega Squadron. Kozłem ofiarnym został właśnie kapitan zespołu, któremu dano kopa na do widzenia. I tak też rozpoczęła się wędrówka North na dno.

Oprócz MSL-a duńską piątkę opuścił wtedy również niko, a jak się okazało później, był to dopiero początek nieskończonych roszad kadrowych. Kilka miseięcy później North pozbyło się trenera, później pożegnało również cadiaNa. Przejęcie prowadzenia przez v4lde było kolejnym gwoździem do trumny. W tym całym chaosie nie potrafił się odnaleźć również nasz główny bohater, którego forma z tygodnia na tydzień leciała na łeb, na szyję. W 2018 nadal patrzyliśmy na Kjaerbiego jak na jednego z najlepszych zawodników globu. W 2019 nie umieścilibyśmy go już pewnie nawet w pierwszej pięćdziesiątce.

Dopiero pod koniec 2019 roku Duńczyk dał powody do tego, żeby jeszcze go całkowicie nie skreślać. Na DreamHacku Open w Sevilli zagrał naprawdę wybornie i to w dużej mierze właśnie dzięki niemu North dołożyło do swojej gabloty kolejne trofeum. Ale spójrzmy na to tak realnie. Co z tego? Co z tego, że truposz przewrócił się lekko w trumnie. W grudniu tego roku Astralis i North dzieliła przepaść. Oczywiste stało się dla wszystkich, że Kjaerbye nie tylko źle poprowadził swoją karierę, ale również zrobił przysługę swoim byłym kolegom, którzy dość przypadkowo dzięki jego odejściu stworzyli najbardziej wybitny roster w historii CS:GO.

kjaerby-north-dreamhack-open-sevilla

Kjaerbye opuścił Astralis, żeby podbić świat, a ostatecznie podbijał tylko DreamHacki Open

2020 w wykonaniu Markusa najlepiej byłoby pozostawić bez komentarza. Całe North było słabe, a sam Kjaerbye był po prostu tragiczny. Nie dawał swojemu zespołowi praktycznie nic. I jest to w zasadzie idealne podsumowanie jego dwuipółletniej przygody w barwach organizacji rodem z Kopenhagi. 22-latek przychodził do drużyny jako gwiazdor. Dostał kontrakt opiewający na bajońskie sumy. Miał być twarzą North i gwarantem sukcesu. Tymczasem nawet kiedy Skandynawowie przeżywali momenty chwały, to na świeczniku byli raczej aizy, valde, MSL czy gade. Kjaerby stał się przez lata tym sławnym gościem, który w nowym otoczeniu wiecznie łupał głową o ścianę i odcinał kupony. W ostatnich tygodniach zmagał się z problemami zdrowotnymi i oczywiście nikomu byśmy tego nie życzyli oraz trzymamy kciuki za szybką rekonwalescencję, ale może taki budzik był potrzebny, żeby sam zawodnik, jak i jego była już drużyna, przejrzeli na oczy.

Co dalej? 

Pomimo kiepskich dwóch lat, Kjaerbye nadal ma szanse na zrobienie kariery, o której marzył, odchodząc z Astralis. Zresztą kto wie, czy przewrotny los po raz kolejny nie spłata nam figla i sprawi, że 22-latek powróci jako syn marnotrawny właśnie do swojej byłej formacji. W końcu powiedzmy sobie szczerze, że JUGi nie może być stałym zastępstwem ani dla gla1ve’a, ani dla Xyp9xa, a trzeba się przygotować na taką ewentualność, że przynajmniej jeden z nich może nigdy nie wrócić do podstawowego składu. Dla North idealnym rozwiązaniem byłoby z kolei sprowadzenie bubzkjiego, który rzekomo ma się rozstać z MAD Lions. Byłaby to idealna gwarancja jakości, na którą North będzie też bez problemu stać, bo rozstanie z Kjaerbym będzie się równało ze znacznym powiększeniem budżetu. Jedno jest pewne – kolejne miesiące w Danii zapowiadają się naprawdę bardzo emocjonująco.

Fot. DreamHack / Stephanie Lindgren / Jennika Ojala / Joao Ferreira / Adela Sznajder 

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze