JiN: Momentami byłem przerażony tym, jak dobrze gramy
POLSKI ESPORT
Rainbow Six: Siege
Wywiady

JiN: Momentami byłem przerażony tym, jak dobrze gramy

02.09.2020, 18:18:30

– Najdumniejszym momentem z dziennika kapitana devils.one jest spotkanie z Izako Boars, w którym momentami byłem przerażony tym, jak dobrze gramy i ile przyjemności nam to sprawia. W poprzednim składzie – przez brak chemii – czasem tego brakowało – mówił nam Mateusz “JIN” Romanowski z devils.one.

Skład na kwalifikacje do Polish Masters dobieraliście ze szczególną ostrożnością, czy drużyna powstała pod wpływem impulsu?

Po zapowiedzi ligi stworzyliśmy projekt, w którym grało trzech Polaków i dwóch graczy z wysp. Nie szykowaliśmy się jednak do startu w kwalifikacjach, tylko szlifowaliśmy grę pod kolejne Polish Masters, bo bariera wiekowa wykluczała jednego z naszych kolegów z drużyny. 

Nasza gra kwitła i przyszłość barwnie się nakreślała. Tak naprawdę te dwa czy trzy miesiące wspólnych treningów przepracowaliśmy w najlepszy możliwy sposób, ale w jednym momencie musieliśmy rozwiązać projekt. Bo0gie dostał ofertę dołączenia do drużyny, która przygotowywała się pod start w kwalifikacjach do Mistrzostw Polski i postanowił wziąć mnie ze sobą. Nie mogliśmy mieć żadnych oczekiwań od naszego występu, bo gra w takim miksowym zestawieniu rzadko się udaje. A jednak. Zdominowaliśmy eliminacje i wtedy zaczął się biznes oraz ciężka praca.

Przez biznes masz pewnie na myśli zainteresowanie ze strony różnych organizacji. Po awansie otrzymaliście ofertę tylko ze strony devils.one, czy byliście bardziej rozchwytywani?

Przed sezonem w polską scenę Rainbow Six: Siege zainwestowało wiele nowych organizacji, więc zainteresowanie w naszym przypadku było proporcjonalnie duże. Przypominam sobie pięć ofert od najróżniejszych organizacji, ale zdecydowaliśmy się na tę ostatnią. Śmiać mi się chce, gdy przypomnę sobie, dlaczego propozycję od devils.one rozważaliśmy jako ostatnią. Przez moją nieuwagę mogliśmy przegapić najdogodniejszą okazję. A to wszystko dlatego, że gdzieś w skrzynce mailowej zapodziała mi się wiadomość od organizacji. Całe szczęście postanowiłem zajrzeć w jej głąb jeszcze przed podjęciem decyzji. To były najprostsze negocjacje i trwały w sumie jeden dzień.

Co sprawiło, że negocjacje były tak krótkie?

Wiele rzeczy, ale jeśli miałbym wskazać jedną, to na pewno możliwość trenowania w EPC. To przewaga, której żadna inna organizacja nie mogła zniwelować. Ale nie tylko. devils.one to przede wszystkim powszechnie znana organizacja, która zapracowała na swoją markę w świecie esportu, posiada ogromne zasięgi i wie jak poprowadzić drużynę. Rezygnacja z takiej propozycji byłaby bardzo nierozważna.

EPC było dla was dostępne w każdej chwili?

Nie było z tym żadnego problemu. Inna sprawa, że ja jako kapitan nie chciałem też zwoływać zgrupowania z byle powodu. Miałem jednak taką możliwość.

Przeciętna dyspozycja w pierwszych kolejkach Polish Masters nie była wystarczającym impulsem?

Nie, bo widziałem, że każdy wyciska z siebie sto procent i zgrupowanie niewiele tu zmieni. Początkową bazę do każdego ze spotkań mieliśmy dobrze przygotowaną, jednak na serwerze często coś nas gubiło. Wiedzieliśmy jednak nad czym pracować i byłem pewny, że jesteśmy w stanie odbudować się bez zbędnych udziwnień. 

No i miałem rację. Za przełom uważam pierwsze spotkanie z Invictą, gdzie podnieśliśmy się z ogromnego dołu i dociągnęliśmy piękny powrót. Nie zabrakło też momentów zwątpienia, w końcu już w kolejnym starciu Izako Boars zlało nas niemiłosiernie. Ta porażka nakreśliła mi też pewne wytyczne. Znalazłem nasze słabe punkty i zorientowałem się, ile dałby nam w tej sytuacji bootcamp. Dlatego wtedy się na niego wybraliśmy. I całe szczęście z czasem wróciliśmy do zwyciężania, a zwątpienie udało się przełamać.

Pozostając w temacie bootcampów. Wszyscy poza Invictą przebywacie teraz na zgrupowaniach. Czujesz, że przy ewentualnym bezpośrednim starciu z Feniksami da wam to jakąś przewagę? Jeśli nie w grze, to chociaż mentalną?

Invicta to specyficzna drużyna z zawodnikami, którzy na scenie są nie od dziś i mieli wiele okazji, aby udowodnić swoją wartość. Ten sezon nie jest jednak popisem ich umiejętności. Z jednej strony próbują grać jako kolektyw, ale na odległość biją od nich indywidualności. Często korzystają z zagrań z 2017 roku, które na dobrze przygotowaną formację nie mogą zadziałać. Ich styl opiera się na zbyt wielu schematach i to nierzadko ich gubi. 

Dokładnie tak, jak w przypadku waszych dwóch udanych powrotów w pojedynkach z nimi. To momenty, z których w tym sezonie jako kapitan jesteś najdumniejszy?

Na pewno dobrze je wspominam, ale meczem, który mnie – czyli gościa, który dba o naszą grę od środka – szczególnie ucieszył, był ten przeciwko PRIDE. Tak właśnie chciałbym się czuć w każdym meczu w roli kapitana. Drużyna nie pominęła żadnego z moich poleceń i wszystko wykonywała jak w zegarku. 

Nie mogę też zapomnieć o bitwie z Izako Boars, w której byłem wręcz przerażony, jak dobrze i przyjemnie nam się gra. W poprzednim składzie – przez brak chemii – czasem tego brakowało.

Tych momentów było wiele, ale wydaje się, że inaczej potoczyć się to nie mogło. Oczekiwania zawsze są spore, ale czy wy spodziewaliście się trzeciego miejsca w rundzie zasadniczej?

Celem przede wszystkim był awans do fazy pucharowej i nie bardzo widzieliśmy składy, które mogłyby nas przed tym powstrzymać. Oczywiście nie oczekiwaliśmy pierwszego czy drugiego miejsca, ale gdy sezon obnażył problemy Invicty, wiedzieliśmy, że trzecia pozycja jest na wyciągnięcie ręki. A gdyby nie połączenie głupich błędów i pecha, mogliśmy zająć nawet drugą lokatę.

Ale my od początku byliśmy tego pewni. Wiedzieli to też zawodnicy TEETRES SLAVGENT, z którymi znaliśmy się z konsolowych zmagań. Natomiast cała reszta społeczności musiała być w małym szoku, bo nawet w większości przedsezonowych power rankingów musiałem szukać nas gdzieś pod kreską. 

Pierwszy sukces już za wami, ale na większe nadejdzie jeszcze czas. I wydaje się, że macie ku temu niepowtarzalną okazję, w końcu wasz półfinałowy przeciwnik będzie osłabiony. Jak wiele Izako Boars straci na braku AueRa?

Jeżeli mimo przymusu grania ze zmiennikiem, wciąż scrimują z AueRem, to naprawdę dużo. Tym bardziej, że to gość, który zawsze pozostawia ślad po swojej obecności na serwerze. My się jednak tym nie przejmujemy, a nawet przeciwnie. Nie będziemy przecież narzekać, że los zesłał nam łatwiejsze zadanie. 

A jak zapatrujesz się na przeniesienie finałów do internetu? To dla was kolejne ułatwienie, czy jednak spora przeszkoda?

Mi osobiście na pewno będzie brakować tego klimatu, jaki tworzy się wokół turniejów LAN-owych. To coś, czego nie da się zastąpić i tak naprawdę każdy gracz, który miał z tym styczność, uzależni się od tego. To jednak tylko moje prywatne odczucia, które nie powinny wpłynąć na drużynową postawę. Przecież okoliczności nie zmienią naszego przygotowania. A wkładamy mnóstwo pracy, aby to było jak najlepsze.

A co z resztą zespołu? Doświadczenie LAN-owe mamy, ale próżno szukać tutaj drużyn, które są w tej dziedzinie nieobeznane. Być może Denio miałby jakąś barierę i format internetowy go premiuje, ale to tylko domysły, a nie fakty. Stres – jeśli ma się pojawić – to ukaże się nawet w domu. Nieważne gdzie grasz. Liczy się stawka i to, co siedzi ci w głowie. Nic się nie zmienia i cel nadal pozostaje ten sam. Mistrzostwo Polski i awans do Challengera.

Skoro poruszyłeś ten temat – awans do Challengera byłby dla Ciebie spełnieniem kariery czy zwiastunem nowego rozdziału?

Awans oznaczałby koniec pracy po uszy i rozpoczęcie kolejnej, jeszcze cięższej. Nikt nie dostaje się do Challengera po to, żeby podtrzymywać tabelę od spodu. Za naszym składem przemawia ambicja. Dostanie się do europejskiej ligi jest marzeniem i celem, ale tylko jednym z wielu. Dążymy do tego, żeby dostać się na szczyt, a o tym czy się uda, zadecyduje tylko nasza ciężka praca i oddanie temu, co robimy.

Fot. devils.one

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze