Jaka przyszłość czeka ALEXA?

Jaka przyszłość czeka ALEXA?

16.04.2021, 14:16:02

Alex „⁠ALEX⁠” McMeekin oficjalnie opuścił wczoraj szeregi Cloud9. W komunikacie na Twitterze Brytyjczyk przyznał, że jest gotów rozważyć wszelkie oferty, zarówno ze sceny CS:GO, jak i VALORANTA. Jaka przyszłość czeka jednego z najlepszych europejskich prowadzących? Czy dla 25-latka rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem będą poszukiwania nowego pracodawcy w świecie Counter-Strike’a, czy może jednak warto spróbować swoich sił w strzelance Riot Games? 

Na początek powiedzmy sobie wprost – powrót ALEXA do rywalizacji na salonach wiązał się z ogromnymi nadziejami. Sam nie wyobrażałem sobie lepszego mózgu operacji w milionowej inwestycji C9 niż właśnie były kapitan Vitality. Jeżeli ktoś miał poukładać to wszystko do kupy, to właśnie ten gość. I choć naturalnie pojawiały się wątpliwości, czy bez najlepszego gracza na świecie McMeekin stworzy taką bestię jak pod banderą francuskiej organizacji, to początkowo byłem zdania, że jest to tylko kwestia czasu.

Cloud9 błyskawicznie wprawiło mnie jednak w zawód i nie chodzi mi bynajmniej o słabe wyniki, a o to, co wydarzyło się jeszcze przed pierwszymi oficjalnymi meczami. O ile początkowo wydawało się, że ALEX dostanie trochę czasu na sprawdzenie wszystkich dostępnych wariantów, o tyle nagle wszystko zaczęło się obracać wokół pośpiechu. Nie mówię, że Brytyjczyk miał dostać trzy miesiące na sprawdzenie wszystkich dostępnych wariantów, ale sami chyba przyznacie, że jeśli chcecie dać komuś dwa miliony dolarów na mocy trzyletniego kontraktu, to warto sprawdzić, czy w zespole rzeczywiście będzie pożądana chemia.

Tej nigdy nie było, czego efektem były błyskawiczne pożegnania z Aleksandarem „kassadem” Trifunovićem czy Özgürem „woxiciem” Ekerem. Zmiany okazały się tak absurdalne, że w pewnym momencie ALEX zaczął pełnić rolę snajpera i choć nie wątpię, że grając u boku ZywOo można podpatrzeć parę sztuczek, to bądźmy poważni – urodzonym AWP-erem McMeekin nigdy nie był. W rezultacie zaczęliśmy być świadkami sytuacji, w której Brytyjczyk zamiast dobrze wykorzystać świeżość wynikającą z jego przerwy od gry, znalazł się w sytuacji, gdzie nic wokół niego nie działało.

I nie miał na to aż tak wielkiego wpływu, jak wiele osób mogłoby sobie wyobrażać.

***

Czy ALEX może być zniesmaczony swoim powrotem do gry w Counter-Strike’a? Raczej nie. Nietrafione projekty są nieodłącznym elementem esportu. Czy jest aktualnie zespół, który mógłby zainwestować w pozyskanie Brytyjczyka? W CS:GO mamy tak naprawdę mocno ograniczoną liczbę opcji:

1. FPX, które poszukuje prowadzącego

2. Envy, które mogłoby chcieć oprzeć swój powrót do CS:GO na doświadczonym kapitanie, który może iglować zarówno po angielsku, jak i francusku

3. Stworzenie francuskiego miksu z takimi zawodnikami jak Nivera, KennyS, RpK czy Lucky, jednak w tym przypadku potencjalny nowy pracodawca musiałby zapłacić parę niezłych buyoutów

O wiele szersze spektrum możliwości pojawia się w Valorancie, na którego Brytyjczyk wydaje się jak najbardziej otwarty. Już kilka tygodni temu o ALEXA pytało G2 Esports, które poszukuje następcy Aleksandra „zeeka” Zygmunta, jednak wówczas McMeekin nie był jeszcze gotów na przenosiny na strzelankę Riot Games. Wczorajszy wpis 25-latka jest jednak klarownym sygnałem – nie chcę na siłę zostać przy CS:GO.

Wczorajsza porażka Valorantowego G2 w starciu z Fnatic wskazuje zresztą na to, że europejska organizacja nie będzie więcej korzystać z usług Oscara „Ozziego” Scotta, więc temat transferu ALEXA może wrócić jak bumerang. Zwłaszcza w obliczu tego, że teraz nie trzeba zapłacić Cloud9 złamanego grosza. Nie zdziwiłoby mnie również specjalnie, jeśli po usługi 25-latka zgłosiłaby się któraś z amerykańskich organizacji, a z tyłu głowy trzeba mieć również to, że od jakiegoś czasu do inwestycji w scenę Valoranta przymierza się Astralis czy MAD Lions.

Fot. EPICENTER

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze