Izak: Opuszczenie Polski przez Virtus.pro będzie dla naszej sceny bardzo pozytywne
CS:GO
POLSKI ESPORT
Wywiady

Izak: Opuszczenie Polski przez Virtus.pro będzie dla naszej sceny bardzo pozytywne

17.12.2019, 14:04:00

– Dla polskiej sceny CS:GO to będzie bardzo pozytywne. My cały czas żyliśmy wspomnieniami i nakładaliśmy na zawodników niepotrzebną presję, dlatego dla ekipy Snaxa to wszystko powinno wyjść na plus. To nawet nie jest szansa na napisanie nowego rozdziału, ale na napisanie całej nowej książki – mówił nam Piotr „Izak” Skowyrski, z którym porozmawialiśmy również o jego najlepszych wspomnieniach związanych z Virtus.pro, potencjalnej polskiej szufli i przyszłości byłych i obecnych graczach VP. 

Jesteś jedną z niewielu osób, które przez ostatnie sześć lat praktycznie bez przerwy były kojarzone z Virtus.pro. Może to dziwnie zabrzmi, ale czujesz, że poniekąd straciłeś dzisiaj jakąś cząstkę samego siebie?

Wydaje mi się, że taką cząstkę siebie straciłem przede wszystkim w momencie, kiedy ta „Złota piątka” z CS:GO przestała grać razem. Największym ciosem było pożegnanie NEO i pashy z zespołem. Wtedy poczułem, że to już jest zupełnie coś innego. Nawet pomimo tego, że grał tam Snax i byali, to już były całkiem inne emocje niż kiedyś. Teraz myślę, że wszyscy byliśmy na to tak naprawdę przygotowani, bo Virtus.pro to jest organizacja na światowym poziomie, która oczekuje topowych wyników. Dobrych rezultatów zabrakło, więc każdy chyba się spodziewał, że w końcu to musi nastąpić. To, co miałem stracić, to straciłem już wcześniej.

Trudniej było przyjąć do wiadomości informację o rozstaniu z TaZem, pashą czy NEO niż to wczorajsze ogłoszenie.

Na pewno. Tak jak mówiłeś, jestem z Virtus.pro tak naprawdę od samego początku istnienia tej drużyny i komentowałem albo oglądałem na żywo ich wszystkie największe sukcesy. Byłem przy nich cały czas i tych turniejów było bardzo dużo. To zresztą nie były internetowe rozgrywki czwartego tieru. Mówimy o najważniejszych imprezach na świecie z wielkimi pulami nagród, gdzie Virtusi zawsze walczyli o pierwsze miejsce. Wtedy tym wszystkim się żyło, nie spało po nocach, żeby tylko oglądać i komentować. Wytworzyła się dzięki temu naturalna więź pomiędzy mną i VP. W momencie, kiedy to się posypało, poczułem, że jest to dla mnie koniec pewnego rozdziału.

Teraz pomimo tego, że mecze tych zawodników komentowałem nieraz i bardzo lubiłem ich oglądać, to była już zupełnie inna historia. Drużyna została zbudowana od zera, grali te mecze internetowe i przegrywali tam na potęgę. To jest jak z jakimś bardzo dobrym filmem, który jest twoim ulubionym i czekasz z niecierpliwością na sequel, który okazuje się niewypałem i wracasz do pierwszej części. Można to porównać do Matrixa, którego pierwszą część obejrzałem chyba piętnaście razy, a kontynuacja bardzo mnie zawiodła.

Mówiąc o tych meczach z dalszej przeszłości, to masz jakieś zestawienie swoich ulubionych momentów z historii Virtus.pro?

Takich momentów jest bardzo dużo, ale nigdy nie układałem tego w jakieś konkretne top 5 czy top 10. Na pewno wygrany finał EMS One Katowice, bo to był punkt zwrotny w karierach tych zawodników i mojej karierze jako komentatora. Od momentu tego zwycięstwa w Spodku przy meczach, które komentowałem, z dwóch tysięcy widzów zaczęło się robić dwadzieścia tysięcy, a potem za chwilę pięćdziesiąt czy sto tysięcy. To był też kamień milowy dla całej polskiej sceny. Coraz więcej ludzi zaczęło się tym wszystkim interesować – był efekt „Małyszomanii”.

Na pewno bardzo dobrze wspominam też PGL Majora w Krakowie. Zawodnicy w biało-czerwonych koszulkach z orłem, kryzys, przez który byli skreślani na początku. Okazało się, że doszli aż do półfinału i to był bardzo wzruszający moment, kiedy oni walczyli przed polską publicznością. Udowodnili, że nawet kiedy im nie szło, potrafili trafić do naszych serc.

Fot. facebook.com/izaktv/

Krótko po Majorze w Krakowie było też EPICENTER, które było takim definitywnym początkiem końca.

Komentowałem wtedy sam finał przeciwko SK Gaming i to był jeden z najlepszych meczów, jakie kiedykolwiek komentowałem. Pełne BO5, dogrywki… To są momenty, które się pamięta na całe życie.

Z drugiej strony miałeś momenty, podczas których kręciłeś nosem na to, co działo się w zespole?

Tego było tak dużo, że ciężko mi aż stwierdzić, które momenty warto tutaj wyciągnąć na tapet. Jeszcze w starym składzie często pokazywali, że są w dołku, ale nagle się okazywało, że mobilizują się na turniej i dochodzą bardzo daleko. W tym nowym zespole tych zwątpień było od groma i to też jest problem wynikający z tego, że cały czas się patrzyło na nich przez pryzmat tych wielkich sukcesów sprzed lat i wymagało się od nich tego samego. Niby każdy wiedział, że to zupełnie inna piątka, złożona w dużej mierze z młodych, niedoświadczonych aż tak bardzo zawodników, ale z tyłu głowy siedziało coś takiego, że przecież jeszcze przed chwilą VP osiągało tak niesamowite wyniki. Chciałeś podświadomie, żeby wróciły czasy świetności. Zwłaszcza że nowe Virtus.pro potrafiło wygrać na FaZe czy mouz i wtedy myślałeś sobie „teraz już musi być lepiej”, po czym za moment przegrywają oni na setną drużynę rankingu HLTV.

Z takich najbardziej bolesnych porażek to na pewno przegrany finał Majora w Atlancie z Astralis, kiedy Virtusi prowadzili już 13:7. Myślę, że to było też coś takiego, co mocno wpłynęło na psychikę tych graczy. Mogli wygrać drugiego Majora i okazać się na tamtym etapie najlepszą drużyną w Counter Strike’u, a niestety przegrali w bolesnych okolicznościach. Ten mecz zresztą pewnie będzie się śnił zawodnikom do końca życia. Pamiętam też półfinał z NiP na DreamHack Winter 2014, gdzie mogli wygrać 2:0, a przegrali 1:2.

W finale tamtego Majora zagraliby na LDLC, które było ówcześnie dużo gorszą ekipą niż Polacy.

Wydaje mi się, że gdyby przeszli wtedy przez NiP, to wygraliby całego Majora. Co prawda to Francuzi wtedy triumfowali, ale oni tak naprawdę przegrali już w ćwierćfinale, tylko wtedy przez pamiętną akcję boostmeistera na Overpassie Fnatic ostatecznie oddało zwycięstwo. Szkoda tego wszystkiego, bo to mógł być kolejny ważny puchar w gablocie Polaków.

Jakie wskazałbyś największe różnice pomiędzy starym i nowym Virtus.pro?

Przede wszystkim stare Virtus.pro było budowane na bazie doświadczenia. Na tamtym etapie TaZ miał już 27 lat, NEO 26, pasha 25. Mieli bagaż przeżyć z Counter Strike’a 1.6 i byli zdeterminowani, żeby dalej wygrywać. To ich wyróżniało. Nikt nie miał takiego głodu wygrywania jak oni. Nowa drużyna była z kolei oparta na młodości, co też przełożyło się na niestabilne wyniki. Z drugiej strony na LAN-ach szło im dobrze, bo młodzi łatwo się nakręcają pozytywnymi emocjami na turniejach offline. Oczywistą różnicą są też wyniki, bo jednak pierwszy polski skład zdobył masę trofeów czy miejsc na podium, a tutaj tego cały czas brakowało. W dużej mierze przez to, że nie potrafili oni często w ogóle zakwalifikować się na żadne imprezy.

Fot. facebook.com/izaktv/

Twoim zdaniem polska scena potrzebowała Virtus.pro, czy może właśnie opuszczenie naszego podwórka przez rosyjską organizację będzie dla nas zbawienne?

Dla polskiej sceny CS:GO to będzie bardzo pozytywne. My cały czas żyliśmy wspomnieniami i nakładaliśmy na zawodników niepotrzebną presję, dlatego dla ekipy Snaxa to wszystko powinno wyjść na plus. To nawet nie jest szansa na napisanie nowego rozdziału, ale na napisanie całej nowej książki. Gorzej to wygląda z perspektywy komentatorów, bo jednak sama nazwa Virtus.pro zawsze budowała dużą oglądalność. Niezależnie od tego czy VP wygrywało, czy przegrywało, to rodziło to ogromne zasięgi. Kiedyś można było trąbić o wygraniu Majora, dziś można było trąbić o przedostatnim miejscu na ESL Mistrzostwach Polski. W ogólnym rozrachunku kiedy już zbudujemy coś nowego, to wszyscy będą zadowoleni – zawodnicy, sponsorzy, casterzy.

Historia pokazuje, że w innych krajach potrafili się podnieść nawet z największego dołka. Dobrym przykładem jest Szwecja, która kiedyś mocno dominowała międzynarodowe rozgrywki, a nagle się okazało, że i Fnatic i NiP są mizerne i nie było komu grać. Po tym trudnym okresie Fnatic nagle znalazło się w czołowej piątce, a Ninjas in Pyjamas w dziesiątce, ich gra wygląda coraz lepiej. Liczę, że w Polsce za maksymalnie rok powtórzy się podobny scenariusz.

Uważasz, że Snax i spółka powinni pozostać w niezmienionym składzie i szukać nowego pracodawcy, czy może jednak każdy powinien pójść w swoją stronę?

Myślę, że dobrze by było, gdyby na polskiej scenie doszło aktualnie do wielu różnych roszad. Dla mnie tylko Illuminar ma potencjał na to, aby trzymać się dalej w niezmienionym zestawieniu. Widać u nich progres, nawet pomimo tego, że ostatnio znowu nie udało im się wyjść z grupy na DreamHacku, to czuć coraz większą stabilizację. Ostatni skład Virtus.pro to z kolei bardzo utalentowani zawodnicy, ale jakby nie patrzeć minął już rok od momentu, w którym Roman zaufał Snaxowi i tych wyników nie było. Pojawiły się przebłyski jak V4, ale to dalej nie jest wystarczające. Mamy predyspozycje ku temu, aby polska drużyna grała na najważniejszych turniejach świata, tylko trzeba taki zespół odpowiednio skonstruować. Mam nadzieję, że uda się niebawem stworzyć taką piątkę.

Oprócz byłych graczy Virtus.pro bez pracodawcy pozostają również reprezentanci ARCY. Ewentualnych połączeń trzeba pewnie oczekiwać właśnie na linii tych dwóch zespołów.

Myślę, że tak. Coraz głośniej jest o tym, że TaZ i NEO mają dalej grać razem, minise pisał ostatnio, że nie wie, co przyniesie przyszłość. Ja najbardziej liczę właśnie na taki wspólny projekt Wiktora i Filipa, bo w Polsce jest dużo zawodników, dla których są oni autorytetem i mogliby się od nich wiele nauczyć. Talentu u nas nie brakuje, ale brakuje z kolei ludzi, którzy są w stanie tych jeszcze nieopierzonych zawodników poprowadzić. To jest w sumie ciekawa historia, bo jakieś cztery lata temu rozmawiałem z TaZem i zadałem mu pytanie na temat jego wymarzonego składu. Gdyby miał możliwość skompletowania zespołu pod siebie z dowolnych zawodników świata, to kto by się w nim znalazł? Wiktor odpowiedział, że dla niego trójka zawodników nie ma znaczenia i liczy się tylko wspólna gra z NEO. Wierzył w to, że są oni w stanie ukierunkować każdego i wygrywać turnieje. Dlatego też gdzieś ślepo wierzę, że po tym jak się pogodzili i ponownie zaczęli grać razem znajdą oni sposób na to, aby wrócić do topki sceny. Przez to, że tyle drużyn się teraz posypało, to będą mieli większe możliwości, aby wybrać idealnie.

Fot. facebook.com/izaktv/

W takiej drużynie złożonej przez TaZa i NEO nie brakowałoby trochę siły ognia? W końcu mówimy tutaj o dwóch zawodnikach, którzy są nominalnymi prowadzącymi i nie strzelają już tak, jak w swoich najlepszych latach.

NEO udowodnił na Majorze, że wcale nie odstaje od tych topowych graczy. Nie grał on wcale gorzej od NiKo czy olofa. Filipa dalej stać na to, aby być w topowej formie. Mówimy tu zresztą o zawodniku, który był określany jeszcze w 1.6 nawet nie jako najlepszy, tylko bardziej jako ktoś wybiegający poza skalę. Teraz w CS:GO jest oczywiście zupełnie inna historia, ale wciąż wierzę, że TaZ i NEO mogą wiele zdziałać. Wiek robi swoje, widzę to sam po sobie. Mogę grać osiemdziesiąt godzin tygodniowo i codziennie godzinę deathmatcha, ale i tak będę dostawał od młodych takie głowy, że nie będę w stanie zareagować. CS to jednak nie tylko strzelanie, ale również taktyki, komunikacja, spryt i przygotowanie mentalne, więc liczę, że to będzie siłą tego legendarnego duetu.

Na koniec ciekawi mnie też, co sądzisz o składzie AVANGAR. Według ciebie to jest dobra inwestycja ze strony Virtus.pro? Te ostatnie miesiące w ich wykonaniu wcale nie są jakieś wybitne.

Możliwe, że ekipa AVANGAR się gdzieś po prostu troszeczkę wypaliła. Zajęli drugie miejsce na Majorze, potem wygrali BLASTA w Moskwie i nadszedł taki okres, że może chcieli po prostu trochę skorzystać z tego, że wygrali duże pieniądze i złapali trochę sławy. Motywacja spadła, ale kiedy doszli do tak dużej organizacji, która będzie ich mocno wspierać, to mają szansę na powrót na właściwe tory. Top pięć jest na pewno w zasięgu. Dla Virtus.pro była to też okazja, bo na pewno musieli zapłacić za tych chłopaków mniej niż po samych korzystnych turniejach w ich wykonaniu. Wydaje mi się jednak, że za jakiś czas może być tak, że niektóre polskie zespoły będą na spokojnie wygrywały z obecnym VP.

Doskonale rozumiem jednak decyzję Virtus.pro. Byli mocno sfrustrowani tym brakiem wyników, bo jest to przecież organizacja, która odnosiła spore sukcesy również w Docie i chce walczyć o najwyższe miejsca na świecie. Postawili z oczywistych względów na drużynę z regionu CIS, która gwarantuje pewną jakość i nie można mieć do nich o to żadnych pretensji.

Fot. Izako Boars

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze