innocent: rallen był pewniakiem
CS:GO
POLSKI ESPORT
Wywiady

innocent: rallen był pewniakiem

21.07.2020, 18:28:48

Ledwo wprowadzili do składu Karola „rallena” Rodowicza i już wygrali Eden Arena: Malta Vibes. Co wprowadził do zespołu? Czy na stałe zastąpi reatza? Czy był jedyną opcją? Jak zwycięstwo wpłynęło na cały zespół? Na te i inne pytania odpowiedział nam Paweł „innocent” Mocek, zawodnik Illuminar Gaming.

Przede wszystkim gratuluję zwycięstwa. Przeważnie jest tak, że po dobrych występach polskich drużyn czy reprezentacji narodowych, gratulacje składają wysoko postawione osoby. Was odwiedził Jacek Daniel, więc chciałem zapytać: zostanie z wami na dłużej?

Faktycznie Jacek Daniel wpadł do nas z wizytą, nawet zabrał ze sobą kilku współpracowników. Na razie wpadł jednorazowo, ale z tego co rozmawialiśmy, jest szansa, że pojawi się raz jeszcze w niedzielę. Wtedy gramy kolejny tydzień Eden Arena: Malta Vibes. Jeśli wygramy, to na pewno nas odwiedzi.

Czyli co, nastroje są takie, że rozpędzeni wygrywanie wszystko po kolei?

Mam nadzieję, że coś się w nas odblokowało, bo widać było, że graliśmy trochę inaczej, odważniej. Była spora różnica. Nie odczuwaliśmy tych braków, które pojawiały się w ostatnim czasie. Tak naprawdę każdy mecz był łatwy.

Z czego wynika to, że nagle zaskoczyło?

Nam i wcześniej grało się całkiem dobrze, ale wyniki psuła nam strona broniąca. Każdy miał świadomość, że jest spoko, ale baliśmy się tego samego. Nawet kończąc połówkę Traina z wynikiem 11:4, nie było takiego luzu i myślenia: to tylko 5 rund. Raczej było coś w stylu „jeszcze aż 5 rund i kończymy”. Mindset był naruszony, bo ile można przegrywać z tego samego powodu. Teraz wszystko zaskoczyło. Dodatkowo w ostatnich dniach graliśmy Traina i Mirage’a, a rzeczy, które wprowadzaliśmy dwa tygodnie temu, zaczęły zaskakiwać. Głównie chodzi tu o współpracę pomiędzy mną a Vegim po stronie broniącej. W przygotowanych schematach po prostu zaczynamy się czuć dobrze.

Ten problem mentalny w połowie mapy spowodował, że musieliście sięgnąć po pomoc trenera mentalnego?

Nie rozdrabnialiśmy się na ten konkretny problem. Pracowaliśmy bardziej ogólnikowo, bo byliśmy świadomi, że słabo gramy w CT i to nie było coś, co siedziało nam w głowie. Po prostu graliśmy słabo. Nic nam nie wychodziło. Graliśmy agresywnie – nie wygrywaliśmy rund. Graliśmy pasywnie – nie wygrywaliśmy rund. Ani indywidualnie, ani dwójkowo, ani drużynowo. Tyle lat gra się w tę grę, ale w każdym teamie jest trochę inaczej. Nie do końca wiedzieliśmy, czego na swojej pozycji oczekujemy od kolegi z drużyny, i czego on oczekuje od nas. Trzeba było skupić więcej uwagi na poprawie tego niż np. na terro, bo zawsze jest tak, że więcej czasu poświęcasz na stronę atakującą i obrona zostaje w tyle. Jednak dużo czasu włożyliśmy w to, by każdy wiedział, co dzieje się w CT.

Po to tak często jeździliście na bootcampy?

Zależy kiedy. Obecny bootcamp mieliśmy już zaplanowany. Celem była praca nad Inferno i stroną broniącą. Wyszła jednak ta sytuacja z reatzem i myśleliśmy, żeby bootcamp odwołać, ale później uznaliśmy, że musimy dostosować się do panującej sytuacji i tego, że nie ma reatza w składzie. Chcieliśmy robić wszystko, by grać jak najlepiej w takiej konfiguracji, jaką obecnie mamy. I po prostu pojechaliśmy na bootcamp.

I jak oceniasz ten pierwszy okres współpracy z rallenem?

Dużo jest o to pytań – jak się z nim gra, jak się spisuje. My wiedzieliśmy jak to będzie, bo rallen był pewniakiem. Zdawaliśmy sobie sprawę, co może nam dać i w jakich aspektach nas polepszy. Te rzeczy, których oczekiwaliśmy, po prostu zadziałały.

Jakie to były rzeczy?

To wygląda tak, że pozyskanie rallena dało nam rzeczy, nad których wprowadzeniem pracowaliśmy w ostatnim czasie. Jeśli np. potrzebowaliśmy lepszej komunikacji i poprawienia flashy, zagrywek dla kolegi z zespołu, to rallen ma to z automatu. Takim jest graczem. Wraz z przyjściem rallena pojawiło się to, na co poświęcaliśmy czas w ostatnich miesiącach. Nie musimy już nad tym pracować tak ciężko, jak wcześniej. To po prostu taki typ gracza.

Trochę przypadek sprawił, że być może rozwiązaliście wszystkie wasze problemy. Coraz częściej pojawiają się myśli, by ta zmiana została na stałe?

Myślę, że to nie do końca pytanie do mnie. Scena profesjonalizuje się do tego stopnia, że ja jako gracz mam swoje zadania, a trener i organizacja zajmują się tego typu sprawami. Wiemy jednak, że nie możemy przejść obok tego obojętnie. Nie wiadomo też ile reatz będzie potrzebował czasu. Było powiedziane, że trzy tygodnie, ale tak naprawdę może to być miesiąc, dwa itd. Z tego powodu potraktowaliśmy to tak, że reatz ma przerwę, a my przerwy nie mamy i musimy ten czas wykorzystać w pełni, tak jakbyśmy grali w normalnym składzie. Nie wiem co wydarzy się dalej, czy reatz będzie chciał wrócić. Może będzie czuł się lepiej bez gry? Może rozszerzymy skład do 6 osób? A może reatz wróci i będziemy pracować w poprzednim składzie? Tak naprawdę nie wiadomo co się wydarzy. Dużo czynników będzie miało wpływ na końcową decyzję.

Ale tę decyzję reatza w pełni rozumiesz?

Jak najbardziej rozumiem, bo sam znalazłem się w podobnym położeniu. Myślę, że ta sytuacja zaczęła rozwijać się już dawno temu, w poprzednim składzie Illuminar. Czułem tam, że jeśli ja i reatz gramy dobrze, to mamy szanse na zwycięstwo, ale jeśli nas brakowało, to raczej nie wygrywaliśmy. Później pojawiły się zmiany, testy zawodników, to było męczące. Musieliśmy grać oficjalne spotkania bez przygotowania, patrzyliśmy na graczy, którzy mimo wszystko sobie nie radzili. Nas gonił czas, musieliśmy podejmować jakieś decyzje. Ich pokłosiem była utrata slota w MDL. Myślę, że to bardzo duże obciążenie. To był męczący okres. Później zrobiliśmy nowy skład, który od początku nie zaskoczył. Mieliśmy świadomość tego, że czeka nas dużo pracy, ale mimo wszystko, jeśli nie wygrywa się meczów, to pojawia się dół. Też miałem taki moment, w którym myślałem: kurde, może fajnie byłoby zrobić sobie przerwę i odpocząć od CS-a. A po reatzie było to widać jeszcze bardziej, bo jest bardziej emocjonalny niż ja. Od dłuższego czasu było czuć, że coś jest nie tak. Fajnie, że nam to zakomunikował, a nie doprowadził do sytuacji, w której z bólem serca musielibyśmy go wymienić. Moglibyśmy wyciągać błędne wnioski, a to, że zakomunikował jak wygląda sytuacja, jest bardzo spoko.

Ale na scenie jest coraz więcej osób, które decydują się na przerwę. Nawet takich, które wygrywają. Co twoim zdaniem powinno się zmienić, by uniknąć takich sytuacji?

Tak naprawdę teraz jest tego natłok. Wcześniej szło się na przerwę głównie z powodu kontuzji, a w skrajnych przypadkach przez to, że gracz był wypalony. Częściej zdarzało się jednak tak, że nie komunikował tego kolegom z zespołu, a zmiany następowały dopiero po tym, jak nie dawał rady. Myślę, że teraz koronawirus miał spory wpływ na to, co się dzieje, bo my jako profesjonalni zawodnicy trenujemy zespołowo 7-8 godzin dziennie, do tego indywidualnie, więc zbiera się 10-11 godzin przed kompem. I po treningu siadamy przed TV, oglądamy serial z dziewczyną, idziemy spać, wstajemy i znów siadamy do kompa. A w normalnych warunkach wyjazdy na turnieje, bootcampy, trochę więcej świeżego powietrza, mają wpływ na to, jak człowiek funkcjonuje. Podróżowanie jest męczące , ale bardziej męcząca jest stagnacja i siedzenie w jednym miejscu.

Czyli wygraną w Eden Arena: Malta Vibes traktujecie trochę jako ulgę psychiczną?

Z tymi złymi stronami też trzeba sobie radzić. My na razie nie wzięliśmy udziału w przerwie wakacyjnej, zaplanowaliśmy sobie krótki urlop, chyba 5-dniowy, na początku sierpnia. Teraz chcemy wykorzystać ten czas, gdy scena tieru 1 ma przerwę i możemy powalczyć w turniejach o punkty rankingowe, a co za tym idzie – spróbować dostać się do lepszej sceny, gdzie masz większy wpływ na to, jak grasz i mecze nie są losowe. Teraz gramy na formacje z 4-5 różnych tierów. Jeden gra tak, drugi kompletnie inaczej i ciężko się z meczu na mecz przestawić. Przez to chcemy czas obecny wykorzystać jak najlepiej. Zaczęliśmy spoko i mam nadzieję, że nadal będziemy szli do przodu. Nie powiem, że będziemy wygrywali wszystkie turnieje, bo to optymistyczny scenariusz, ale chciałbym, byśmy ten czas wykorzystali w pełni, przebijając się w okolice czołowej trzydziestki. Jeśli będą jakieś kwalifikacje, dzięki temu moglibyśmy dostawać zaproszenia do meczów BO3. A to już zupełnie coś innego niż otwarte eliminacje.

Ale chyba macie powody do optymizmu, bo ten turniej wygraliście bez straty mapy.

Trochę tak, ale zobaczymy jak to będzie, gdy zaczniemy trochę więcej pracować nad mapami. Wprowadziliśmy rallena w większość systemów, taktyk, CT gramy luźniej niż wcześniej, jest flow komunikacyjne, ale bardzo często jest tak, że jeśli chcesz zrobić taktykę i coś polepszyć, to pogarsza się coś innego. Zobaczymy jak nam to wyjdzie. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Nie chciałbym jednak zapeszać, bo Polacy lubią pompować baloniki, a później szybko je przebijają. My do tego podchodzimy na chłodno.

Z drugiej strony patrząc – polscy kibice są spragnieni tych zwycięstw, bo ostatnio rzadko zdarza się, że nasze drużyny grają tak dobrze. Przez to nie dziwi mnie fakt, że zwycięstwo w takim turnieju, nawet niezbyt prestiżowym, budzi duże emocje. Ta wygrana chyba była traktowana jak coś „wow”. 

Dla nas też to było bardzo fajne i odświeżające uczucie. Fajnie było coś wygrać, nawet jeśli to turniej z pulą 40 000 dolarów. Mimo wszystko grało tam niezłe drużyny, takie od top 30 do top 50. To taki tier, że każda drużyna ma szansę na wygraną, więc fajnie przejść przez rozgrywki bez straty mapy. To zawsze dodaje pewności siebie. Najpierw musimy wygrywać z takimi zespołami, by później wygrywać z innymi. CS działa tak, że teraz może łatwiej byłoby nam wygrać z ekipą z top 20 niż z taką z top 45. Jednak najpierw musimy przebić się przez te składy z dalszych miejsc. To pierwszy krok do dalszego progresu i mam nadzieję, że tym razem go wykorzystamy.

Krokiem naprzód było chyba też pokonanie FATE, zmory polskich drużyn w ostatnich tygodniach. Po finale śmiało już można mówić, że nie będzie to postrach naszych zespołów?

My wygraliśmy z nimi 2:0 chyba drugi raz z rzędu. Mam nadzieję, że poskromiliśmy tę bestię. Dla nas najbardziej przerażające było Gambit Youngsters, które naprawdę potrafi grać. Zwycięstwo z nimi dużo nam dało, bo pamiętam, że grając jako Illuminar, zawsze mieliśmy z nimi problemy.

I to oni byli najtrudniejszym rywalem w tym turnieju?

Chyba tak. Urwali nam najwięcej rund. Poza nimi chyba tylko Singularity wyszło z dziewięciu rund, a z Gambit Youngsters mecz był wyrównany – jedna mapa zakończyła się po dogrywce, drugą wygraliśmy do 11. To było też najmocniejsze zestawienie indywidualnie, więc fajnie, że to spotkanie nam siadło. Na pewno nas podbudowało.

A zaskoczył cię wynik meczu z AVEZ, z którym kilkanaście dni wcześniej przegraliście dość łatwo?

To jest to, o czym mówiłem w kontekście rywalizacji drużyn z top 50-30. To bardzo otwarta gra i jeśli nie przebijesz się ponad ten poziom, to każdy mecz nawet pomiędzy tymi samymi zespołami może zakończyć się inaczej. Tu był chyba tydzień różnicy. Najpierw AVEZ wygrało do 2, później my do 5.  Najpierw my nie mieliśmy szans, a później oni. To nie jest zaskoczenie. Mamy świadomość tego, że taki jest CS i będzie się to jeszcze zdarzać nieraz.

Teraz przed wami czwarty tydzień Eden Arena: Malta Vibes, a później przerwa?

Będziemy mieli dwa tygodnie Eden Arena: Malta Vibes, a później nie wiem. Przerwę mamy zaplanowaną chyba od 9 do 15 sierpnia. W międzyczasie jest jeszcze druga edycja Nine to Five. Myślę, że jeśli będziemy w stanie dobrze wypaść na dwóch najbliższych turniejach, to może zbliżymy się do top 30. Dzięki temu czas wakacyjnej przerwy, w którym gramy, uznałbym za udany. I na pewno byłbym zadowolony, gdyby udało się wejść do top 30.

Dobra informacja jest też taka, że zwycięstwo dało wam także bootcamp na Malcie.

Tak, będziemy mieli do wykorzystania bootcamp na Malcie.

Chyba trochę lepiej niż w EPC. 

Co prawda na EPC nie narzekamy, ale wiadomo, że jakbyśmy mieli lepszy widok niż na autostradę, to byłoby fajnie. Na pewno skorzystamy z bootcampu, zobaczymy jeszcze kiedy. Tylko co się stanie, jeśli wygramy jeszcze kilka tych turniejów? Wyjedziemy na Maltę na 1,5 miesiąca i wrócimy jako top 1 świata <śmiech>.

Tylko nie wiadomo, czy w takich warunkach trenuje się lepiej. Jeśli za oknem masz fajne widoki, to może bardziej ciągnie do wyjścia. W EPC masz grę psychologiczną, bo za oknem autostrada, a w okolicy nic ciekawego. Nie ma po co wychodzić. 

Może wyszłoby to nawet na dobre. Kiedy masz fajną okolicę, dochodzi do tego aspekt świeżego powietrza i robienia czegoś poza siedzeniem przy kompie. Myślę, że nawet jakbyśmy po całym dniu bootcampu przeszli się nad wodą, to na pewno zrobiłoby to każdemu dobrze i odświeżyło głowy. Na pewno będziemy starali się wyciągnąć z tego bootcampu jak najwięcej. Co prawda nie wiem jak to będzie wyglądać z podróżą, bo teraz jest ciężko, ale mam nadzieję, że wszystko się ułoży.

Na zakończenie – rallen był dla was jedyną opcją?

Tak naprawdę mieliśmy jedną osobę, którą chcieliśmy. Był to rallen. W rozmowach pojawił się też phr, ale na wypadek, gdyby rallen się nie zgodził. Kiedy Karol powiedział, że chętnie pogra, nie było tematu innego zawodnika. Pierwszy strzał jest z reguły najlepszy. Jeśli każdy pomyślał o rallenie, to nie ma co kombinować. Jeśli on chce, my chcemy, to po prostu poszło.

Fot. eMine.pro & HyperX

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze