imd: Nic nie musimy. Po prostu możemy

imd: Nic nie musimy. Po prostu możemy

24.11.2020, 15:35:22

Jestem zadowolony z tego, że moja drużyna została mistrzem. Nie zależy mi na tym, aby rozpisywały się o mnie redakcje. Zupełnie nie obchodzi mnie to, by kreowano mnie na architekta sukcesu iHG. Cieszę się po prostu, że sumiennie pracujemy, robimy swoje, dogadujemy się w gronie drużynowym, a to przynosi odpowiednie efekty. Nic więcej do szczęścia nie potrzebuję – mówi nam Adrian „imd” Pieper. Z trenerem Illuminar Gaming porozmawialiśmy o sukcesie w ESL Mistrzostwach Polski i nadchodzących wyzwaniach związanych z DreamHackiem Open.

Jak smakuje powrót na mistrzowski tron?

Słodko, bardzo słodko. Nie ukrywam, że zarówno dla mnie, jak i chłopaków z zespołu mistrzostwo Polski jest ważnym tytułem.Lepiej go mieć, niż nie mieć! Dodatkową wartością jest to, że organizatorzy zagwarantowali bardzo ciekawe nagrody w postaci zaproszeń do międzynarodowych rozgrywek. To jeszcze bardziej wzmogło naszą ekscytację.

Czas, w którym Illuminar Gaming tytuł najlepszej formacji w kraju straciło, był momentem refleksji, rozdrażnienia, rozgoryczenia?

Nic z tych rzeczy. Naszym głównym problemem, przez który z poprzednią edycją pożegnaliśmy się już w półfinałach, przez długie miesiące były zawirowania kadrowe. Po wymianie trzech graczy ciągnęło się za nami fatum. Wszystkie późniejsze roszady nie były przez nas planowane, a jednak losowe zdarzenia sprawiały, że nie mogliśmy ustabilizować zespołu. Sami też poświęciliśmy sporo czasu na to, by upewnić się, że ściągamy odpowiednich zawodników. Braliśmy więc poprawkę na to, że początkowe wyniki mogą nas nie zadowalać.

Jedynym elementem łączącym sukces iHG z poprzednim mistrzostwem – oprócz ciebie – jest reatz. To, że jako trener przygotowałeś do zwycięstwa dwa zupełnie różne składy, stało się dla ciebie potwierdzeniem szkoleniowych kompetencji?

Na pewno. Bardzo się cieszę, że sukcesy Illuminar Gaming nie są zależne wyłącznie od składu, tylko od wielu innych czynników. Właściwie całkowicie odświeżyliśmy kadrę, a i tak sięgnęliśmy po mistrzowski tytuł. To bardzo satysfakcjonujące.

Kiedy mówiono o potencjalnym triumfie Wisły, bardzo często w narracji jedną z głównych ról odgrywał Loord. imd pojawiał się na językach ludzi zdecydowanie rzadziej. Nie czujesz się przez to pominięty?

Kompletnie nie. Jestem zadowolony z tego, że moja drużyna została mistrzem. Nie zależy mi na tym, aby rozpisywały się o mnie redakcje. Zupełnie nie obchodzi mnie to, by kreowano mnie na architekta sukcesu iHG. Cieszę się po prostu, że sumiennie pracujemy, robimy swoje, dogadujemy się w gronie drużynowym, a to przynosi odpowiednie efekty. Nic więcej do szczęścia nie potrzebuję.

Które zwycięstwo wzbudziło w tobie więcej emocji –  debiutanckie, czy może to przywracające iHG koronę? 

Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli wspomnę, że to z zeszłego roku. Jak to w życiu – rzeczy, których dokonamy po raz pierwszy, zapadają w pamięci na dłużej. Jeszcze jako zawodnik nie udało mi się sięgnąć po tytuł. Zrobiłem to dopiero z oskarishem, mono, STOMPem, innocentem i reatzem. Dochodzi do tego atmosfera LAN-owa, z którą wiążą się dodatkowe emocje.

Praca z dwoma zespołami znacząco się różniła?

Zdecydowanie. Wspólnych elementów łączących oba składy jest bardzo, ale to bardzo mało. Graczy różnią przede wszystkim charakter i podejście do treningów. To zupełnie odmienne drużyny. Sporo zmienił sam Snax. To jeden z najbardziej utytułowanych zawodników na polskim podwórku. Bagaż doświadczeń wniesiony ze sceny międzynarodowej wniósł do zespołu dodatkową wartość – również w kontekście mojego podejścia do trenowania.

Obecność jednej z największych gwiazd z polskiej sceny nie utrudniła ci dojścia do głosu w kluczowych sprawach?

Nie obawiałem się o to nawet przez chwilę. Od początku drogi trenerskiej nie miałem problemów, w których tracę siłę przebicia. Zaczynałem zresztą w niełatwym środowisku. Patitek czy stark lata temu sami nazywali się internetowymi bandytami, a mimo to udało mi się nad nimi zapanować. Osiągnięcia Snaxa tym bardziej nie wpłynęły więc na to, że straciłem autorytet.

Wspomniałeś, że Snax odświeżył twoje podejście do trenowania.

W pewnym sensie nauczył mnie odpowiedniego podejścia. Kiedy wcześniej zdarzało się, że przegrywaliśmy z dużo niżej notowanymi zespołami, ogarniały mnie ból i frustracja. To Snax pokazał nam, że małymi wpadkami nie warto się przejmować. Janusz rozumie, że porażki są nieodzownym elementem budowania zespołu i każdego z nas tym podejściem zaraził.

To rzucenie ciekawego światła na postać Snaxa, którego ludzie po okresie zawirowań w Virtus.pro nazywali graczem trudnym do opanowania.

Snax jest bardzo specyficznym gościem, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Od trenera zależy to, w jaki sposób go ukierunkować i wykorzystać do rozwoju całej drużyny. W iHG robimy wszystko, by stał się filarem składu zarówno pod względem umiejętności indywidualnych, ogromnej wiedzy, ale też podejścia mentalnego.

Decyzja o tym, aby odpuścić międzynarodowe turnieje na rzecz polskich rozgrywek, wyszła bezpośrednio od ciebie?

Po zakontraktowaniu phra zorganizowaliśmy obóz szkoleniowy w Esports Performance Center. Jedna z pierwszych rozmów, którą wspólnie odbyliśmy, dotyczyła określenia konkretnych celów do końca roku. Każdy z nas bez chwili zastanowienia stwierdził, że za priorytet bierze zdobycie tytułu mistrza kraju. 

Wiąże się to z trudnymi decyzjami. Odrzuciliście przecież zaproszenia do wielu międzynarodowych rozgrywek.

Jestem fanem systemu, w którym np. jeden miesiąc poświęcamy na przetarcie w sporej liczbie meczów oficjalnych, a następnie na ich podstawie wyciągamy wnioski. Zaliczyliśmy więc maraton, a następnie nieco się wycofaliśmy, by poprawić błędy. To rozsądny system, który pozwala skupić się na treningach. Dlatego też jasno określiliśmy sobie priorytety. Chcieliśmy wygrać ESL Mistrzostwa Polski, a nie Nine to Five czy otwarte kwalifikacje. Udało się. Realizowanie planu za sprawą sumiennych treningów i rozsądnego podejścia do gry daje poczucie kontroli. 

Możemy już powiedzieć, że to podejście się opłaciło, czy takie stwierdzenia będzie można rzucać dopiero po ewentualnym zdobyciu kompletu krajowych trofeów? W międzyczasie nieźle idzie wam przecież również w Polskiej Lidze Esportowej.

Wygranie EMP obraliśmy za główny cel, który udało nam się zrealizować. Bez zastanowienia powiem więc, że nasz plan już się opłacił. Udowodniliśmy sobie i innym, że praca, którą wykonaliśmy po przyjściu phra, zaowocowała w najlepszy z możliwych sposobów. Nie oznacza to jednak, że nie chcemy wygrać innych rozgrywek. Mimo to traktujemy je niczym zadania dodatkowe. 

Adrian "imd" Pieper - trener Illuminar Gaming. Na zdjęciu podczas DreamHacka Open w Sewilli. Fot DreamHack / Joao Ferreira

Adrian „imd” Pieper – trener Illuminar Gaming. Na zdjęciu podczas DreamHacka Open w Sewilli. Fot DreamHack / Joao Ferreira

Wracając jednak do samego finału – mecz przeciwko Wiśle z perspektywy widza wyglądał bardzo chaotycznie. Długie serie zwycięstw, szalone zwroty akcji, rund, które odmieniały losy meczu. Właściwie każdy pojedynek jest grą błędów. Można jednak powiedzieć, że w tym wybrzmiało to wyjątkowo mocno?

W CS-ie nie chodzi wyłącznie o bieganie i strzelanie. Przed rozgrywkami dużą wagę przyłożyliśmy do przygotowania psychologicznego. Podczas bootcampu właściwie codziennie odbywaliśmy zajęcia z trenerem mentalnym. Staramy się w ten sposób wyeliminować wszelkiego rodzaju blokady. Dzięki temu mamy grać, by wygrać, a nie po to, żeby nie przegrać. Odwaga pozwala w najbardziej kryzysowych momentach pchać do przodu, a nie chować głowy w piasek. Podejrzewam, że Wisła przegrała z nami w głowie, a nie na serwerze. Wygraliśmy sporo rund, które w czystej teorii na nasze konto wpaść nie powinny. Bezlitośnie wykorzystaliśmy błędy rywala.

W głowie mam teraz rundę eco na Overpassie. Przegrywacie 8:13, karabin ma tylko phr, ale jakimś cudem punkt zdobywacie. I nagle Wisła nie zdobywa już nawet jednej rundy.

Po meczu rozmawiałem z myniem, który w trakcie wspomnianej akcji miał problem z myszką. Zginął przez to jako trzeci i właściwie nie jego drużyna nie miała już szansy, by wyjść z opresji. Po tak głupio oddanej rundzie, Wisła kompletnie się zablokowała. Dzięki temu wróciliśmy.

Fakt, że Wisła niemal równocześnie rozgrywała play-offy ESEA Mountain Dew League, mógł wpłynąć na ostateczny wynik?

Na pewno. Dwa tak ważne mecze jednego dnia nie są niczym przyjemnym. Niezwykle trudno przygotować się na kilka serii BO3, szczególnie jeśli chce się wykorzystać analizę. Finał EMP teoretycznie odgrywał się w pierwszej kolejności, przez co skreślić możemy przynajmniej wpływ zmęczenia. Bawimy się jednak we wróżbitów. Nie dowiemy się nigdy, jak zakończyłby się pojedynek w innych okolicznościach.

iHG stworzone jest z graczy o różnym temperamencie i podejściu do życia. Odczułeś, że któremuś z zawodników wyjątkowo mocno zależało na triumfie?

Szczególne parcie wyróżniało mouza. Dla niego to bardzo symboliczne rozgrywki. Mikołaj utrzymuje przecież rekord największej liczby tytułów. Świadomość tego, że jest na przedzie peletonu, pomaga mu podczas gry. W trudnych momentach i kluczowych sytuacjach może się podbudować. Głos z tyłu głowy mówi mu wtedy: „Hej, jesteś mistrzem Polski! Żaden gracz nie może pochwalić się taką serią! Jesteś zajebisty, rób swoje!”. W sezonie zasadniczym to on rozdawał zresztą karty, grając wyśmienicie w każdym meczu. W iHG nie ma jednak osoby, której na zwycięstwie EMP nie zależało.

Oddanie obowiązków prowadzącego w ręce phra mocno odmieniło waszą drużynę?

Jeden transfer teoretycznie nie wywraca drużyny do góry nogami. Jeśli jednak roszada dotyczy lidera, zespół zyskuje zupełnie nową tożsamość. Nie sposób prowadzić formacji czyimiś myślami. phr planuję kolejne ruchy składu na podstawie tego, jak postrzega CS-a, więc wcześniejsze ustalenia i taktyki Snaxa niekoniecznie mu odpowiadają. Wobec tego, gdy innocent postanowił skorzystać z oferty od MAD Lions, nasza gra ponownie bardzo się zmieniła. 

To „pełnometrażowy” debiut Tomka na pozycji IGL-a. Jak oceniasz jego postawę?

Tomek został wrzucony na głęboką wodę, bo w AGO czy Virtus.pro z rolą prowadzącego miał styczność tylko epizodycznie. Można było go nazwać liderem zastępczym, niekoniecznie pełnoprawnym. Sam wcześniej Tomka zresztą nie znałem. Zaproponowanie mu wejścia w rolę IGL-a było więc dość odważne. Już po pierwszej rozmowie spodobała mi się jednak jego wizja. Nie żałuję, że zaryzykowaliśmy.

Wydaje się, że ruch ten otworzył nieco Snaxa, który czuje się dziś wyraźnie luźniej. Znów potrafi czarować decyzjami, jak za najlepszych lat.

Na Snaxie nie powinna ciążyć większa odpowiedzialność za losy drużyny, a to właśnie lider musi dźwigać brzemię. Łatka IGL-a w pewnym sensie zmusza cię również do wykonywania dodatkowych obowiązków. Stwierdziliśmy, że Janusza trzeba odciążyć, by w konsekwencji dawał z siebie trzy razy więcej. Podczas gry nadal korzystamy z jego wiedzy i kreatywności, ale to Snax decyduje, w którym momencie rzucić pomysłem. Nie musi robić tego nieustannie. 

Przed wami – tak, jak po zeszłorocznym triumfie – DreamHack Open. Tym razem szansa na ewentualny sukces wydaje się nieco większa. 

Nie chcę wydawać osądu, dopóki nie poznam dwóch ostatnich zespołów. Mógłbym szarżować z zapewnieniami, a potem dziwić się, gdy organizatorzy zaproszą np. FaZe Clan chcący sprawdzić się podczas turnieju niższej rangi. 

Mimo wszystko – nawet przed odkryciem ostatnich kart – łatwo stwierdzić, że lista uczestników jest uboższa niż zazwyczaj.

Faktycznie, sam się zdziwiłem. W zeszłym roku byłem na dwóch DreamHackach Open – w Sewilli i Atlancie. Na każdym z nich grono zespołów nawet pod względem rankingu różniło się znacząco. Możemy dzięki temu powalczyć o niezły wynik – to pewne.

Traktujecie ten turniej jak szansę, czy raczej konieczność, którą po miesiącach posuchy najzwyczajniej w świecie musicie wykorzystać?

Od razu zaznaczę – nic nie musimy. To słowo automatycznie nakłada na zespół niepotrzebną presję. W głowie zaczynają krążyć pytania. Co jak przegramy? Jak zareagują kibice? Kogo zawiedziemy? Kluczowe jest to, że jako iHG po prostu możemy. I oczywiście chcemy zagrać jak najlepiej. Specjalnie przedłużyliśmy nawet obóz szkoleniowy, żeby do turnieju podejść z EPC. Jeśli zapytasz mnie jednak czy wygramy, czy nie wyjdziemy z grupy – nie będę w stanie odpowiedzieć.

Fot DreamHack / Joao Ferreira
Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze