Hatchý: Jestem w najlepszym miejscu do rozwijania się przed LEC
League of Legends
Wywiady

Hatchý: Jestem w najlepszym miejscu do rozwijania się przed LEC

16.01.2019, 18:22:00

Adrian „hatchý” Widera, trener Esports Performance Center, opowiedział nam o kulisach stworzenia nowego składu League of Legends, a także pracy nad realizacją celu, którym jest zwycięstwo w Ultralidze i EU Masters.

Wróciłeś do Polski na dobre. Teraz możesz już śmiało powiedzieć, że to w końcu czas, w którym opłaca się tutaj pracować?

Kiedy nie ma już możliwości dołączenia do najlepszej drużyny czy zakwalifikowania się do LEC, chcę mieć takie środowisko, w którym mogę się rozwijać najbardziej: najlepszą infrastrukturę, sztab szkoleniowy czy siedzibę. Porównując nasze zaplecze do tego, które ma np. MAD Lions, nie można już powiedzieć, że tam wszystko jest lepsze. Z tego powodu czuję, że jestem w najlepszym miejscu do rozwijania się przed LEC zarówno dla mnie, jak i dla graczy. Mogę im szczerze mówić: nie jedźcie do innego kraju, bo tutaj jest tak samo, a może i lepiej.

Czym konkretnie jest to wsparcie, które oferuje wam obecnie EPC?

Najważniejsze będzie to, z jakimi dodatkowymi osobami możemy pracować. O ile główny trener, asystent czy analityk to standard prawie wszędzie, o tyle takie osoby jak dietetyk, psycholog, fizjoterapeuta czy trener personalny to super bonusy. Od samego początku bootcampu mamy ich do dyspozycji, a w przyszłości dojdzie do tego nauczyciel języka angielskiego, gdyż w grze komunikujemy się właśnie po angielsku. Mamy dosłownie wszystko, a kiedy potrzebujemy czegoś innego, zapewnia nam się to. Nie kończy się na obietnicach, a na realnych działaniach.

Faktycznie ten dodatkowy sztab to coś, bez czego obecnie w League of Legends czy esporcie w ogóle nie da się osiągnąć sukcesu?

Nie wiem czy nie da się osiągnąć, na pewno zdarzy się wyjątek. To jednak dla nas bardzo ważne, bo praca nad stabilnością i strukturą pomogą nam osiągać ten sukces systematycznie. Chcemy wypracować z zawodnikami rutynę pracy, budując taki plan działania, by każdy dzień zbliżał nas do mistrzostwa. Do tego potrzebujemy ludzi kompetentnych, którzy zadbają o umysł i o ciało. Z kolei ja zadbam o grę. Im więcej damy zawodnikom, tym łatwiej będzie im się grać.

Jakie różnice widzisz pomiędzy Teamem Kinguin, do którego dołączałeś dwa lata temu, a EPC powiązanym z tą marką?

Przede wszystkim są to organizacje o różnych celach. Kiedy pracowałem w Teamie Kinguin, system rozgrywkowy LoL-a był inny, więc mierzyliśmy w awans do LCS. Wtedy każdy chciał iść w tę stronę, by mieć najlepszych graczy, wygrywać, a później grać w tych najważniejszych zmaganiach lub po prostu sprzedać swoje miejsce. Teraz to uległo zmianie, więc nowa organizacja ma inne cele. Chcemy budować drużynę nie tylko pod kątem umiejętności w grze, ale też wizerunku, bo gracze czy trenerzy traktowani są teraz jako „produkt”. I mówię to jako trener interesujący się scenami lokalnymi, LCS czy LEC. Tak naprawdę po roku franczyzy tylko cztery topowe drużyny z amerykańskiego LCS walczą o najlepszych zawodników. Reszta chce budować marki wokół graczy, którzy będą reprezentować te drużyny przez pięć lat, a niekoniecznie są najlepsi.

Nasi zawodnicy musieli zrozumieć, że ich wartość marketingowa też musi rosnąć. Jesteśmy w perfekcyjnym miejscu, by stworzyć graczy, którzy są gotowi na występy w LEC. Nie chcemy, by były sytuacje, w których jakaś organizacja proponuje im kontrakt na grę w tej najważniejszej lidze, a z nimi jest coś nie tak.   

Ten skład, który stworzyłeś jest dokładnie tym wymarzonym?

To jest dokładnie ten sam skład, który chciałem mieć od samego początku. Kiedy rozmawiałem z innymi organizacjami, co musiałoby się stać, bym został w Polsce, jedną z podstawowych kwestii było zakontraktowanie tej piątki zawodników.

Najtrudniej było przekonać do przejścia Cinkrofa, który ma duże doświadczenie i grał w bogatej drużynie, jaką jest Movistar?

Było go przekonać najtrudniej, ale może nie z powodu doświadczenia w bogatej drużynie, a po prostu przez to, że otrzymał dużo innych ofert. Było wiadomo, że nie będziemy o niego rywalizować z innymi polskimi drużynami, a z akademiami potężnych organizacji z LEC. Był bliski tego, by się z nimi dogadać. Momentem przełomowym było zobaczenie naszego centrum treningowego. Kiedy się tutaj wejdzie i zobaczy jak wszystko funkcjonuje, czuć wielkość tego przedsięwzięcia.

Cinkrof to gracz szalenie ambitny i dla niego zaplecze jest równie ważne. Docenia te warunki do pracy i myślę, że to one ostatecznie go przekonały. Po prostu nie ma innych aspektów, którymi moglibyśmy go przekonać, bo wchodząc jako nowa marka, nie jesteśmy jeszcze tak wielcy wizerunkowo. Z kolei nasze zaplecze może dorównać, a może nawet przebić najlepszych.

Wykorzystujecie je od samego początku, bo drużyna League of Legends już tu trenuje.

Po media day’u w Polsacie przyjechaliśmy prosto do EPC, by tutaj trenować. Pierwszą kolejkę Ultraligi rozegramy właśnie stąd, a później gracze na chwilę wrócą do domów, by domknąć sprawy związane z przeprowadzką do Warszawy. Liczę na to, że ostatecznie w okolicach marca wszyscy będą tutaj na full time. To coś, co ustalaliśmy od pierwszych rozmów. Tworząc ten projekt, posiadając takie zaplecze, musieliśmy to robić pełnowymiarowo. Dzięki temu jest łatwiej i można osiągnąć więcej. Gracze to zrozumieli i zgodzili się, więc było jasne, że do tego dojdzie.

Będą też mieszkać poza miejscem „pracy”, by mieć czas na odpoczynek. Ważne do zrozumienia w esporcie jest to, że najlepszy nie jesteś wtedy, gdy tylko grasz przez 14 godzin. Czasem można grać mniej, a robić inne rzeczy, które przełożą się na twoją dyspozycję. Musimy nauczyć się proporcji w tym, by dobrze wykorzystać dietetyka czy psychologa, a gracze nie czuli się przeciążeni. Ludzie, z którymi pracujemy, rozumieją to i wiedzą jak ważne jest, że czasami trzeba odpuścić, a czasami przycisnąć. Robimy to po to, by wygrać Ultraligę i EU Masters.

Tak jak wspomniałeś – waszym celem jest wygranie Ultraligi i EU Masters, ale czy Twoim takim osobistym celem jest również walka z Veggiem o miano najlepszego trenera w Polsce?

Zawsze pojawia się taki moment, w którym fajnie jest go pokonać czy po prostu się z nim zmierzyć. Myślę jednak, że znamy się na tyle, że dużo tych naszych gadek i docinek jest robionych pod publiczkę. Bawimy się tym, cieszymy, ale jest w tym też część rywalizacji.  Mam za dużo roboty, by myśleć o Veggiem, ale wiem, że on ma dużo czasu, by o mnie myśleć i mówić. U mnie wygląda to inaczej – myślę o nim tylko wtedy, gdy gramy przeciwko sobie.

Fot. EPC

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze