Głupio mi, gdy zapraszają nas na turnieje, na które nie zasłużyliśmy

Głupio mi, gdy zapraszają nas na turnieje, na które nie zasłużyliśmy

11.09.2018, 17:28:00

Szczerze o sytuacji Virtus.pro, atmosferze w zespole, nowym zawodniku, planach na przyszłość i motywacji do powrotu na szczyt opowiedział na antenie „Weszło w esport” Jarosław „pashaBiceps” Jarząbkowski. – Czuję potrzebę udowodnienia ludziom i samemu sobie, że to jeszcze nie czas, by kończyć – przyznał Pawłowi Książkowi podczas rozmowy w Weszło FM.

Jak atmosfera w zespole po powrocie z Londynu? Emocje już opadły czy nadal wszystko jeszcze siedzi w głowie?

Mogliśmy zostać w Londynie nieco dłużej, ale przebukowałem bilet. Odbyliśmy długie rozmowy wewnątrz zespołu. Dyskutowaliśmy o tym, jak chcemy, żeby to wyglądało w przyszłości, określiliśmy plan na najbliższe kilkanaście tygodni, ustaliliśmy na czym się skupić i co robić, no i spieprzałem jak najszybciej do domu, do rodziny, bo to mnie uspokaja.

Są już jakieś pierwsze wnioski po meczach na tym Majorze? Wiesz, co zawiodło?

Od kilkunastu lat jeździłem na turnieje z myślą, żeby wygrać i nawet specjalnie się nie przygotowując je wygrywaliśmy. Zawsze w to wierzyłem, ale teraz wiedziałem, że po tym okresie – pełnym roszad, zmian w dowodzeniu i ról – nie zakończy się to owocnie. Cały czas tłumaczymy się, że snatchie był krótko, że byali odejdzie, że trochę smutek, a jakiś czas temu odszedł przecież Snax. Gdzieś to w głowie jednak siedzi, nie jesteśmy przyzwyczajeni do jakichkolwiek zmian. Nasze jedyne zmiany w ostatnich latach dotyczyły tego, że pewnym razem nie zjemy sobie fast-fooda, tylko coś zdrowego. Wymiana gracza i zmiana dowodzenia to spore obciążenie w głowie, do którego trzeba się przygotować. Stwierdziliśmy, że musimy zrobić bootcamp, którego od kilku lat nie mieliśmy. Trzeba posiedzieć w jednym miejscu, skupić się w jakichś fajnych warunkach z dobrym internetem i budować na nowo atmosferę, która sprawi, że znowu będziemy wyglądać jak drużyna. To jest ten czas – zrobić bootcamp, usiąść, na początek dziesięć dni, może dłużej – zobaczymy czego będziemy potrzebowali. No i mam nadzieję, że będziemy golić gości.

Czyli jakiś plan na poprawę jest. Wybraliście już piątego zawodnika? Została już podjęta decyzja w kwestii następcy byaliego?

Pewnie dobrze wiesz, kto to jest, ale nie będziemy tego podawać do informacji publicznej. Decyzja jest już podjęta, chłopak jest zmotywowany, bardzo się cieszy. Widziałem to w jego oczach, bo rozmawialiśmy na czacie wideo. Zareagował, jakby wygrał milion dolarów na loterii, ucieszył się i bardzo mu zależy. Zobaczyłem w jego oczach, że to jest ten gość, którego potrzebujemy. Młody, ambitny, jak najbardziej będzie pasował do drużyny. Ja jestem dobrej myśli.

Kiedy rozpoczyna się wasz plan naprawczy i bootcamp, o którym mówiłeś?

Na razie szukamy właściwego miejsca. Uruchomiliśmy swoje kontakty i liczymy na coś, co spełni nasze oczekiwania, żeby mieć najlepsze efekty. Przerabialiśmy bootcampy w różnych miejscach – czy to w warszawskich blokowiskach, czy to w różnych kafejkach za granicą. Myślę, że to jest ten czas, żeby pojechać gdzieś dalej – do jakiejś mieścinki, żeby otaczało nas jakieś środowisko naturalne. Może nie z dala od ludzi, ale żeby był to jakiś kompleks hotelowy otoczony lasami, w których będzie można trochę odpocząć, oderwać się od tej gry i pooddychać świeżym powietrzem. Zrobić wspólne spacerki, wspólne treningi na siłowni – żeby w końcu wyglądać jak drużyna nie tylko w grze, ale także poza nią, bo to bardzo ważny aspekt, którego nigdy nie rozwijaliśmy. No i co tu dużo mówić, będziemy się skupiać.

Ostatnio na zewnątrz wyszło sporo drużynowych brudów. Będziecie robić coś, by takie sytuacje się już nie powtarzały? Wchodzi w grę jakaś praca z psychologiem albo trenerem mentalnym?

Wiesz, ja nigdy nie byłem fanem korzystania z psychologów, bo wiem, że na tę chwilę gówno zrobiliśmy w grze i gówno zrobiliśmy poza nią. Kiedy się wygrywało, nie robiliśmy nic, teraz czasy się zmieniły. Jak już będę robił w stu procentach swoją robotę i powiem chłopakom, że psycholog będzie potrzebny, bo nie daję rady, to wtedy uruchomi się kontakty, albo po prostu poproszę organizację, żeby kogoś takiego nam załatwili. Nie wiem, jak podchodzi do tego reszta chłopaków, ale wiem, że od dłuższego czasu nie daję z siebie stu procent. Na tę chwilę nie będę więc korzystał z usług psychologa.

Czujesz, że po tym fatalnym okresie i klęsce na Majorze pojawiła się u was siła do tego, by to wszystko zbudować od postaw i wrócić do czołówki?

Czuję potrzebę udowodnienia ludziom i samemu sobie, że to jeszcze nie czas, by kończyć. Jakiś czas temu pytali mnie, czy będę kończył, a ja zawsze kierowałem się zasadą: „Ja jestem Jarek i chcę udowodnić esportowemu środowisku, że mając 30 lat możesz jeszcze grać, że ta kariera w tym wieku jeszcze się nie kończy”. Jeżeli jakiś rodzic zapyta swojego dziecka, jak długo trwa kariera esportowca, to niech ten pokaże mu Paszę, który gra już 18 lat, a zostało mu jeszcze więcej. Kariera esportowca może trwać tak długo, jak ta normalnego zawodnika sportowego. Możesz więc mi życzyć, że jeszcze pogram z 10 lat.

Miejmy taką nadzieję, bo wiele osób spodziewało się, że do zakończenia dojdzie po tym Majorze. Przed wami jednak IEM Katowice i bardzo trudne kwalifikacje. Powrót do Spodka będzie dla was priorytetem?

Przed sobą mamy jeszcze kilka innych eventów, na które zaproszenia na pewno nie dostaniemy, tylko będziemy musieli się kwalifikować. Wcześniej nie martwiliśmy się, że tego zaproszenia nie dostaniesz. Nie martwiłem się nawet wtedy, gdy nie byłem w formie, bo i tak to zaproszenie było – byliśmy w końcu Virtus.pro. Kibice zawsze byli na trybunach, jak gramy to atmosfera zawsze jest nieziemska. Dużo ludzi przychodziło, oglądalność była. Teraz może tak nie jest i organizatorom głupio byłoby nas zapraszać, bo to nie są już te czasy. Teraz mamy jakieś rankingi, drużyny mogą się zbuntować, organizacje mogą zbojkotować turniej. Nawet głupio mi czasem, jak nawet do tej pory niektórzy organizatorzy nas zapraszają na turnieje, na które nie zasłużyliśmy. Nie będę udawał, że tak było. Chciałbym powalczyć o ten występ i posmakować tego, że jadąc na dane zawody, ciężko na nie zapracowałem online i nie będę chciał tego lekko oddać na samym lanie, walcząc o sukces z całych sił. Będę żył na turnieju, bo z całą drużyną ciężko na niego pracowałem. Jak dostajesz zaproszenia, to można powiedzieć, że łatwo przyszło, łatwo poszło. Teraz chcę poczuć na własnej skórze, że ciężko zapracowałem na występ na turnieju.

Wasze plany brzmią ambitnie, ale chciałbym zapytać ciebie, kiedy tak naprawdę możemy spodziewać się, że Virtus.pro powróci do czołówki.

Drużyna jest cały czas w przebudowie, nie ma się co oszukiwać. Po kilku latach zmieniam swój styl gry. Kilkanaście lat temu, kiedy byliśmy najlepszą drużyną i święciliśmy największe sukcesy, grałem właśnie w tej roli i powoli do tego wracam. Nie jest tak łatwo, bo to tak samo, jakbyś miał ofensywnego piłkarza wrzucić do defensywy. Trochę to trwa, muszę nad tym popracować, pooglądać parę demek i przeanalizować swoją grę sprzed lat. Wszedł też snatchie, nowy snajper, który też charakteryzuje się innym stylem. Trzeba trochę podporządkować tę grę pod niego. NEO ma też u boku MICHA – musimy ten potencjał w końcu odpalić. Widać, że aimowo jest on strasznym kotem, ale czegoś mu brakuje. Mamy kubena, świetnego gościa, z którym się bardzo dobrze czujemy w drużynie. Przyszedł KubiK, który jest znanym komentatorem. Robi świetne analizy i jak pokazał mi 20-kartkowy raport, to nie wiedziałem za co mam się tak naprawdę złapać. Każdy chce teraz ćwiczyć fizycznie, więc będę miał z kim trenować. Wszystko idzie do przodu, jesteśmy na dobrej drodze. W stu procentach oddaję się komputerowi. Żona i rodzina wie co to znaczy,  wie, że muszę się trochę od nich odłączyć, żeby skupić się na grze. Ona mnie całkowicie w tym wspiera. Nie warto po tylu latach spędzonych w grze tak łatwo się poddawać. Żona będzie mnie wspierała całym serduszkiem, a ja dam z siebie tyle, ile będę mógł.

Fot. DreamHack/Robert Paul

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze