Gdyby ludzie z esportu kandydowali na prezydenta…
Felieton
Pozostałe

Gdyby ludzie z esportu kandydowali na prezydenta…

26.06.2020, 16:37:23

Wybory prezydenckie już za dwa dni. A co, jeśli na najważniejszy urząd w kraju – w przypadku zniesienia ograniczeń wiekowych – kandydowaliby ludzie z branży esportu? Kto mógłby to być? Jakie mają plusy i minusy? Wytypowaliśmy kilka osób, których start mógłby nam dostarczyć ciekawych relacji… 

Adrian Kostrzębski

Można by rzec… kandydat partii rządzącej. Od lat związany z ESL, które na polskim podwórku rozkłada karty. Twarz firmy, wyborny mówca, człowiek z długoletnim stażem w branży. Byłby pewnie jednym z faworytów, bo jego opinia wśród elektoratu jest dość dobra. Minusy? Z wiekiem i pozycją w firmie stał się grzeczniejszy. Z jego ust nie padają trudne pytania i odważne opinie, jak kiedyś. Może to przez zbyt duże zapatrzenie w jedną opcję? Wśród negatywów nie można też zapomnieć o doświadczeniu związanym z kierowaniem Polskim Związkiem Sportów Elektronicznych, którego działalność – łagodnie mówiąc – nie zachwyca.

Fryderyk Kozioł

Kandydat społeczności. Ma dużą wiedzę, całkiem długą listę sukcesów na koncie, wie jak mówić językiem ludu. Czasem gada za dużo, czasem bez sensu, ale na pewno jest słuchany. Czy jednak umiałby optymistycznie spojrzeć na świat? Dotychczas raczej był marudny, twierdził, że w esporcie nie ma przyszłości, a wciąż na tym esporcie zarabia pieniądze. I tak od wielu lat. Nie są one jednak głównym motorem napędowym, bo przecież wciąż pracuje na etacie w innej branży. Z pewnością postarałby się o lepsze jutro dla rodzin, bo sam doczekał się małżonki i potomstwa.

Jakub Paluch

Obecnie mało znany, działający raczej poza mainstreamowym esportem, występujący na konferencjach, na których słuchany jest przez kilku studentów albo marketerów. To jednak człowiek, który lata temu przyczynił się do budowy najpoważniejszej organizacji w tym kraju – PGS-u. I to jest trochę zgubne, bo do tej pory to jego największe osiągnięcie w branży. A przecież tej marki na rynku nie ma już prawie od dekady. Trzeba mu jednak przyznać – umie się zakręcić, jest wygadany, a do tego… jest prawnikiem. W sumie mógłby to być ciekawy slogan wyborczy: Jakub Paluch – jestem prawnikiem i pracowałem dla PGS-u!

Maciej Sawicki

W branży od dawna, powrócił po dłuższej nieobecności, ma doświadczenie w biznesie, jest kreatywny, dobrze mówi – wydawałoby się, że to kandydat idealny. Ma jednak trochę minusów. Gubi się w zeznaniach, jak w przypadku devils.one. Trochę żyje przeszłością i nie jest dobrze zaznajomiony z obecnymi realiami, co nieraz widać w prowadzonych przez niego programach telewizyjnych. Po powrocie do branży obraca się raczej w jednym gronie osób i firm, co nie zawsze przynosi pozytywne skutki. Ma lepszą opinię na zewnątrz niż wewnątrz branży. Czy to wystarczyłoby do zwycięstwa?

Jakub Szumielewicz

Człowiek, który do branży nie pasuje, ale w branży radzi sobie świetnie. Jest dobrym sprzedawcą, o czym świadczy długa lista sponsorów kierowanego przez niego x-kom AGO. W polityce zagranicznej też radzi sobie nieźle – sprzedaż Michała „snatchiego” Rudzkiego przyniosła przecież kilkaset tysięcy złotych, a utworzona wspólnie z Rogue drużyna League of Legends gra świetnie nie tylko w Polsce, ale i Europie. W wyborach musiałby sięgnąć po bardziej doświadczony zespół ds. PR-u i komunikacji, ale pewnie i tak miałby niemałe szanse na zwycięstwo. Z pewnością – tak jak w przypadku Rafała Trzaskowskiego – głosowałoby na niego sporo warszawiaków.

Andrzej Śledź

Jeśli mielibyśmy porównywać kandydatów esportowych do tych realnych – Andrzeja Śledzia porównalibyśmy chyba do Stanisława Żółtka. To też prosty chłop, mówiący prostym językiem, mający jakieś tam pojęcie o branży, ale nietraktowany jak najlepszy specjalista. W dodatku zdarza mu się mieć kontrowersyjne poglądy i pewnie po wygranej jego pierwszą decyzją byłoby wprowadzenie pizzy hawajskiej jako 13 dania wigilijnego. Czy tego byśmy chcieli? Niekoniecznie, ale czasem dobrze jest go posłuchać.

Jarosław Śmietana

Człowiek zagadka – z jednej strony ma za sobą kilka niechlubnych projektów, a z drugiej wciąż pozostaje aktywny w branży. Trzeba mu jednak przyznać, że mimo nie najlepszej opinii w środowisku, umie przekonywać ludzi – powrót Kinguin do esport, sprzedaż AGO w ręce trio z Legii Warszawa to tylko niektóre inicjatywy, przy których maczał palce. Kandydat na miejsca w drugiej piątce, bo do pomieszczenia jego wyborców wystarczyłoby prędzej „Gniazdo” AGO niż Spodek.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze