frz: Wchodząc do gry, zamykałem na chwilę drzwi do zwykłego życia i to dawało mi radość
CS:GO
POLSKI ESPORT
Wywiady

frz: Wchodząc do gry, zamykałem na chwilę drzwi do zwykłego życia i to dawało mi radość

04.05.2020, 14:57:45

Zawsze w kontaktach międzyludzkich bałem się odrzucenia. Nawet nie jestem w stanie stwierdzić, czy ma to jakąś głębszą genezę. Wydaje mi się, że chyba po prostu mam tak od urodzenia, bo objawiało się to w moim życiu już we wczesnym dzieciństwie – mówił mi Dominik “frz” Baran. Z reprezentantem CLEANTmix porozmawialiśmy również przede wszystkim o uczuciach, emocjach, świadomości młodych ludzi względem życiowych priorytetów i walce z depresją. 

Pamiętam, jak zaproponowałem ci wywiad w grudniu ubiegłego roku, ale wówczas stanowczo odmówiłeś. Można wręcz powiedzieć, że unikałeś mediów jak ognia. Przez ostatnie pięć miesięcy wydarzyło się coś magicznego? 

Nie powiedziałbym, że wiele się w tej kwestii zmieniło. Kiedyś chyba jednak musi być ten pierwszy raz. Być może niechęć przyćmiła na moment wewnętrzna ciekawość dotycząca tego, jak sobie poradzę w poważniejszej rozmowie. Całe swoje życie podchodziłem z dużym dystansem do social mediów czy otoczki wokół bycia „osobą publiczną” i można wręcz powiedzieć, że dla mnie to swojego rodzaju sprawdzian. 

Temat profesjonalnych graczy CS:GO i ich podejścia do social mediów był już wielokrotnie wystawiany na tapet. Ty pomimo tego, że na scenie jesteś obecny od kilku lat, nigdy specjalnie nie udzielałeś się na profilach w mediach społecznościowych. Można nawet wywnioskować, że uważałeś, że tego nie potrzebujesz. 

Prawdę mówiąc, to nadal tak uważam. Chyba nawet nie chcę być szczególnie rozpoznawalny. W życiu zawsze byłem raczej osobą cichą, trzymająca się na uboczu. Nie mam parcia na szkło i liczby. Nie ślinię się na myśl o potencjalnej popularności. 

Stoi za tym jakaś szczególna historia, czy to raczej pewnego rodzaju nawyk? 

Jakkolwiek to nie zabrzmi, to nie przepadam za ludźmi. Nie potrafię się odnaleźć w szerszym gronie osób. 

Nie stanowiło to dla ciebie trudności przy grze drużynowej? 

Nie mam problemów z komunikacją z ludźmi, których znam. Jestem jednak mocno zamknięty na obcych. Widać to nawet w sytuacji, kiedy gdzieś w otoczeniu pojawią się znajomi kogoś z drużyny. Wtedy raczej ciężko usłyszeć z moich ust jakiekolwiek słowo. Do tej pory zawsze znałem – przynajmniej pobieżnie – pozostałych członków zespołów, w których grałem. Tak naprawdę pierwsze tego typu wyzwanie stanie dopiero przede mną, bo będziemy testować nowego prowadzącego. 

Kogoś, z kim nie miałeś wcześniej styczności. 

W najbliższych dniach będziemy trenować z Freo, który przejmie obowiązki IGL-a. Jeszcze przed rozpoczęciem ESL MP mepsoN oddał dowodzenie w ręce MdNa i badamy aktualnie dostępne opcje. Nic nie jest naturalnie przesądzone, wielce prawdopodobne, że stworzymy nawet sześcioosobowy skład. Wracając jednak do mojego podejścia – będzie ono w dużej mierze zależne od tego, jak szybko się dogadamy. W ogólnym rozrachunku nie jestem przecież kimś, kto przez własne demony zawali sytuację w drużynie. Wierzę, że się zgramy. Przez internet jest zresztą łatwiej. 

Nie ma tej bezpośredniości, co w kontakcie na żywo. Pomaga ci to zniwelować pewnego rodzaju strach? 

Zawsze w kontaktach międzyludzkich bałem się odrzucenia. Nawet nie jestem w stanie stwierdzić, czy ma to jakąś głębszą genezę. Wydaje mi się, że chyba po prostu mam tak od urodzenia, bo objawiało się to w moim życiu już we wczesnym dzieciństwie. To jest zresztą kolejny powód, przez który nie chcę się specjalnie udzielać w social mediach. 

Boisz się, że w trakcie prowadzenia profili mogłaby cię spotkać jakaś trudna lub przykra sytuacja? 

Może trochę, chociaż dziś nie jestem osobą, która bierze do siebie słowa obcych ludzi. Nie przejmuje się zdaniem tych, na których mi nie zależy. 

Czyli byłbyś odporny na hejt. To akurat dobra cecha w kontekście bycia osobą publiczną. 

Zdecydowanie. Opinia obcych ludzi po prostu po mnie spływa. Zresztą tyle już się naczytałem i nasłuchałem na swój temat, że nic mnie chyba więcej nie zdziwi. Wielokrotnie oglądając powtórki albo czytając czat na transmisji, widziałem sporo pomyj wylewanych na moją głowę. Idzie przywyknąć. 

Na początku musiało to jednak boleć. Każdego by bolało. 

Rzeczywiście, potrafiłem niektóre rzeczy wziąć za bardzo do siebie. Bardzo szybko zrozumiałem jednak, że mam za dużo własnych problemów, żeby dodatkowo przejmować się jakimiś komentarzami od ludzi, którzy tak naprawdę gówno o mnie wiedzą. Jak dwudziesty raz widzisz, że jakiś zakompleksiony typ pisze to samo ubrane w inne słowa, to stajesz się po prostu obojętny. 

Z czego twoim zdaniem wynikało to, że niektórzy próbowali ci podciąć skrzydła, zanim tak naprawdę zdążyłeś je w ogóle rozłożyć? 

Według mnie to wszystko obracało się wokół zazdrości. Większość złych rzeczy w mojej raczkującej „karierze” usłyszałem w końcu od osób, których nikt tak naprawdę nie zna. Dla niektórych ludzi nawet najmniejszy sukces jest motorem napędowym do tego, żeby traktować cię jak śmiecia. Nigdy tego nie rozumiałem. 

Pomimo całego trash talku byłeś świadomy tego, że możesz zostać profesjonalnym graczem? 

Byłem. Nie jestem może gościem, który wierzył w to, że zostanie jednym z najlepszych zawodników świata, ale wkładałem w to wszystko dużo pracy, więc czułem podświadomie, że wszystkie złe słowa nie będą miały ostatecznie znaczenia. 

Miałeś jeden konkretny moment, w którym poczułeś, że jesteś w stanie tym profesjonalistą zostać?

Takie myśli pojawiły mi się w głowie podczas premierowego występu w play-offach ESL Mistrzostw Polski, kiedy zastąpiłem Hypera w Team Preperation. Wówczas miałem okazję pierwszy raz zagrać na tak wysokim poziomie, bo wcześniej obijałem się raczej o różne kwalifikacje w miksach, w których panował straszny chaos. Przeskok był ogromny. W zespole grali wówczas tacy ludzie jak oskarish, mono, peet i destroj, każdy z nich był dużo bardziej ogarnięty pod względem podejścia do rozgrywki. 

Co prawda było to tylko jedno spotkanie, bo potem wszyscy się rozeszli, ale chyba dobrze wspominasz ten czas?

Jak najbardziej. To było strasznie pozytywne doświadczenie, a dla mnie szansa, żeby zaprezentować swoje umiejętności w dużo cięższych warunkach niż wcześniej. Przegraliśmy co prawda z Izako Boars, ale ja sam zagrałem bardzo dobrego CS’a i może dzięki temu otworzyła się dla mnie jakaś furtka na przyszłość. Zwłaszcza że tak jak mówię, wcześniej byłem raczej po prostu jednym z wielu dzieciaków PPL-a. Może i indywidualnie kręciłem dobre statystyki, ale to nigdy nie był gwarant czegoś większego. 

Z tego co mi kiedyś opowiadałeś, to za dołączeniem do PPL-a też kryje się dość ciekawa zakulisowa historia. 

To był czas, że dużo grindowałem premek na Faceit, a przynajmniej stosunkowo dużo, bo rodzice pozwalali mi grać na komputerze tylko w weekendy. Piątek, sobota, niedziela siedziałem więc po te 10-12 godzin. Kiedyś podczas meczu spotkałem w przeciwnym teamie killkapiego, toma i destroja, którzy mnie wyzywali, ale po spotkaniu dodaliśmy się do znajomych na Steamie i chwilę rozmawialiśmy. Paradoksalnie skończyło się na tym, że zaczęliśmy wspólnie grać. Kilka tygodni później PAGO grał jakiś turniej w ramach Gfinity i zostałem zaproszony do zespołu. Rozgrywki może nie poszły najlepiej, bo odpadliśmy po dwóch czy tam trzech meczach, ale poskutkowało to tym, że potem graliśmy cały czas z PAGO w jednym składzie. Pągowski dostał wtedy zresztą kicka z FPL-C, do mnie odezwał się admin z faceita, który pytał o kontakt do niego i można powiedzieć, że połączyłem go z PAGO. I tak w sumie powstał Polish Pro League, a ja dostałem bezpośredniego invite’a. Szczęścia było w tym dużo. Bez dwóch zdań czułem się wtedy bardzo doceniony. 

Wracając do okresu po występie w Team Preparation, to wówczas na próżno było szukać cię w jakiejś drużynie. Nie dostałeś żadnych propozycji?

Pod względem życia prywatnego przeżywałem wtedy trudne chwile. Strasznie zamknąłem się w sobie, wizja gry drużynowej była dla mnie wręcz abstrakcyjna. Musiałem odczekać swoje, zanim podjąłem się jakiejkolwiek kolejnej próby. 

Taką próbą były chyba testy w Illuminar Gaming. 

To prawda. Wtedy w zespole grali Sidney, Sobol, sany i soren. Skończyło się tak, że nie wybrali mnie, tylko fullspeeda i od tego czasu nie dostałem żadnej propozycji. Sam próbowałem kleić jakieś miksowe ekipy. 

Wytłumaczono ci, dlaczego wówczas postawiono na innego zawodnika? 

Oczywiście dziś mogę tylko gdybać, ale z tego co słyszałem od kilku osób, to więcej głosów było za tym, żeby to mnie wziąć do zespołu. Tylko Sidney chciał mieć w drużynie fullspeeda. Wydaje mi się, że takim ostatecznym czynnikiem, przez który zrezygnowano z mojej osoby, było to, że w trakcie testów odmówiłem pojechania na jakiegoś LAN-a. Podjąłem taką decyzję, bo mój tata pracuje na co dzień w Szkocji i właśnie wtedy pierwszy raz od dwóch lat przylatywał na kilka dni do Polski. Dla mnie nie było wątpliwości, że bardziej zależy mi na tym, żeby się z nim zobaczyć i po prostu z nim posiedzieć. 

To jest jednocześnie smutna i piękna historia, bo pokazałeś, że priorytet w danej sytuacji zależy od indywidualnej perspektywy. Ciężko ci się żyje z tym, że ojciec nie jest na co dzień obecny w twoim życiu? 

Na początku bardzo to przeżywałem, odbiło się to na pewno na moim zdrowiu psychicznym. Dla niektórych coś takiego może się wydawać błahe, wszak inni  znajdują się w dużo cięższej sytuacji, ale dla mnie to był czynnik, który nasilił u mnie objawy depresyjne, z którymi zmagam się do dziś. Teraz jest już co prawda lepiej, przywykłem, ale oczywiste jest, że wolałbym, aby był w domu. 

Co jeszcze wywołało u ciebie te objawy? 

Pod względem CS’owej przygody, to już chyba raczej nic. 

A pod względem czysto życiowym?

Na pewno to, że nie zdałem klasy. To był jeden z tych trudniejszych okresów w moim życiu, nie czułem żadnej motywacji do tego, żeby wstać z łóżka i iść do szkoły. 

Dla młodego człowieka walczącego z depresją nie jest raczej łatwo na poważnie podejść do gry drużynowej w Counter-Strike’a. Chyba że traktowałeś to jako odskocznię od problemów w życiu prywatnym. 

CS:GO pozwolił mi się odciąć od codziennej szarości. Dla mnie to było miejsce, w którym mogłem na chwilę zapomnieć o złych rzeczach, poświęcić swoją uwagę czemuś innemu. Wspólna gra z innymi ludźmi była wręcz poniekąd ratunkiem. Potrafiło mi to znacznie poprawić humor. 

To była szansa, żeby przez moment stać się kimś zupełnie innym. 

Można tak to ująć. Wchodząc do gry, zamykałem na chwilę drzwi do zwykłego życia i to mi dawało radość. 

Jak długo „leczyłeś rany” po tych nieudanych testach w Illuminar? 

Wiadomo, że chwilę zajęło mi powrócenie na właściwe tory. Postanowiłem sobie jednak, że stworzę coś na własną rękę, z ludźmi, których lubię. Tak powstało average25iq, którym zaliczyliśmy mały sukces w postaci awansu na ESL Mistrzostwa Polski. Potem już rozpoczeła się przygoda z Wisłą Płock. 

Wtedy też chyba pierwszy raz poczułeś, że twoja kariera nabiera właściwego rozpędu. Pierwszy raz grałeś dla organizacji z prawdziwego zdarzenia. 

Zdecydowanie. Pojawiły się prawdziwe treningi, mieliśmy momenty dobrej gry. Ze strony Wisły też dostaliśmy dużo wsparcia, współpraca do czasu układała się naprawdę dobrze. Szkoda tylko tego, że dostaliśmy wówczas zapewnienia o tym, że o dalszych planach będziemy rozmawiać po zakończeniu ESL MP, a wyszło tak, że kontakt się całkowicie urwał. Organizacja nie odezwała się do nas ani słowem i w ten sposób „po cichu” rozeszły się nasze drogi. 

Poczułeś wtedy, że nie zostałeś do końca potraktowany poważnie? 

Trochę na pewno, ale taka jest kolej rzeczy. Zrozumiałem, że nie na wszystko ma się w życiu wpływ. Później zagraliśmy jeszcze PLE jako ex-Wisła i mało brakowało, a wygralibyśmy z Virtus.pro. Jako jedyni urwaliśmy im wtedy mapę, a gdybym nie zagrał beznadziejnie na Nuke’u, to może nawet byśmy przez nich przeszli. Snax powiedział zresztą wtedy, że jesteśmy drugą najlepszą drużyną w Polsce, nie? <śmiech>

Potem powtórzyliście nieco scenariusz. Kolejny miks, kolejny awans do ESL MP i to nawet pomimo tego, że odszedł od was molsi. 

Michał dostał ofertę z AVEZ i całkowicie to rozumiałem. Sam pewnie bym gdzieś odszedł, gdybym miał propozycję z profesjonalnej organizacji. Nam udało się jednak zrobić kolejny awans i to pokonując po drodze między innymi AVEZ. Cieszyłem się z tego, bo udowodniliśmy, że w Polsce należy nam się gra na konkretnym szczeblu. 

Po awansie zaczęliście współpracę z CLEANTEM. Miałeś na początku obawy dotyczącego tego, że bracia Ekes byli ludźmi spoza świata esportu?

Już dużo wcześniej znałem ich jako markę odzieżową i byłem świadomy tego, że skoro goście odnieśli taki sukces w innej branży, to nie będą mieli problemu z adaptacją do świata esportu. Od pierwszych dni byliśmy zresztą zgranym zespołem, potrafiliśmy rozmawiać o problemach, co wcale nie jest takie oczywiste w przypadku wielu drużyn. Dziś mogę się tylko cieszyć, że tak to się ułożyło. 

Zwłaszcza, że wielu ludzi sądziło, że będziecie raczej krótkoterminowym projektem.

Zawsze miło jest utrzeć nosa krytykom. Utrzymaliśmy się w ESL MP, pracowaliśmy cały czas nad profesjonalizacją. Co prawda zabrakło wyników na LAN-ach, ale wiedzieliśmy, że możemy się rozwijać. W konsekwencji przyszły zmiany, których na początku się obawiałem, bo przykładowo nigdy nie pracowałem z trenerem, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jestem z tego bardzo zadowolony. Czasem nie poznaje siebie, ale zdarza mi się samemu prosić MdNa o wytykanie mi moich błędów, przedstawienie jakiejś analizy. Wierzę, że idziemy w dobrym kierunku i brakuje nam teraz ostatnich szlifów. Zobaczymy, co przyniesie czas, ale myślę, że mamy dużo przed sobą. 

Gdybyś miał wskazać swoje jedno największe marzenie względem kariery esportowej, to co by to było? 

W głowie ciągle siedzi mi to, żeby wystąpić podczas LAN-owych finałów ESL Mistrzostw Polski. Na marzenia o IEM-ach i Majorach przyjdzie jeszcze czas, ale teraz myślę tylko o tym, żeby poczuć klimat ESL MP na turnieju offline. W najbliższych tygodniach o spełnianiu marzeń nie będzie więc mowy przez koronawirusa, ale może za kilka miesięcy uda mi się ten cel zrealizować. Wiem, że mam wsparcie ze strony wielu ludzi, którzy trzymają za mnie kciuki. I choć mam świadomość, że takich rzeczy nie robi się w poważnych wywiadach, to chciałbym pozdrowić z tego miejsca avisa i mhL-a! <śmiech>

Fot. Aleksandra Dorociak