Fnatic i kryzys, który nie powinien się wydarzyć
CS:GO
Felieton

Fnatic i kryzys, który nie powinien się wydarzyć

26.08.2020, 12:31:26

Kiedy wspominam 2019 rok i myślę o ważnych wydarzeniach związanych z zagraniczną sceną Counter-Strike’a, to zawsze w mojej topce ikonicznych momentów jest powrót starego, dobrego Fnatic. W końcu nigdy nie ma nic przyjemnego w widoku legend, które walą łbem o ścianę przez ładnych kilka miesięcy, a tak wyglądało to w przypadku organizacji rodem z Londynu. Wczoraj utwierdziłem się w przekonaniu, że formacja zmierza powoli ścieżką, która może okazać się jeszcze gorsza niż ta z lat 2018-2019. Patrząc na mecze Szwedów, zaczynam wątpić w to, czy istnieje dla nich jakieś światełko w tunelu. 

Wszyscy doskonale pamiętamy wydarzenia z 2018 roku. Cudowny finał IEM Katowice, w którym Fnatic po szalonym starciu pokonało FaZe. Później na dokładkę triumf Szwedów podczas WESG. Wszystko to zaledwie kilka miesięcy po pożegnaniu Olofa „olofmeistera” Kajbjera, awansie Maikila „Goldena” Selima do głównego składu i przygarnięciu Jonasa „Lekr0” Olofssona. Praktycznie nic nie zwiastowało tego, że sprawa się rypnie. Ale jednak się rypła.

Gracze Fnatic chcieli pokazać, że mają wielkie jaja. Niewiele zespołów decyduje się na poważną przebudowę składu tak krótko po znaczących sukcesach. Zakontraktowanie Richarda „Xizta” Landströma, pożegnanie Goldena, Lekr0 i Robina „flushy” Rönnquista, a do tego nieudany eksperyment z Williamem „drakenem” Sundinem. O bolączkach tego składu mógłbym rozprawiać godzinami, ale dziś nie o to w tym wszystkim chodzi. Wówczas było po prostu bardzo źle i tego się trzymajmy.

I ciężko nie odnieść wrażenia, że tym razem może być jeszcze gorzej. A przecież zapowiadało się tak pięknie. Powrót flushy „do domu” pozwolił na odbudowanie tożsamości formacji. Młody Ludvig „Brollan” Brolin okazał się nie tylko talentem, ale przede wszystkim solidnym zawodnikiem gwarantującym określoną liczbę eliminacji. Ponowny angaż Goldena dał świeżość w podejściu do rozgrywki. Przede wszystkim każdy jednak zrozumiał, że indywidualne podejście do filozofii zespołu nie może być ważniejsze niż cała drużyna. Wszystkie te roszady sprawiły, że skandynawski kolektyw dojrzał na każdym możliwym polu.

I wreszcie zaczęły pojawiać się wyniki na miarę tak dużej marki. Na dzień dobry wygrany DreamHack Masters i to w roli gospodarza. Później finał ósmego sezonu StarSeries & i-League CS:GO i dziesiątego sezonu ESL Pro League. Fnatic na nowo włączyło się do walki o najważniejsze trofea. Z tyłu głowy mogli mieć również rywalizację o Intel Grand Slam. Wiele osób typowało nawet, że kolejny krok zostanie poczyniony podczas IEM Katowice 2020, jednak jak powszechnie wiadomo, JW i spółka odpadli w półfinale z G2 Esports.

Niewiele to jednak zmieniało. Półfinał osiągnięty w dobrym stylu? Ciężko było się o cokolwiek do Szwedów przyczepić. Nagle na łeb spadła nam pandemia i wydawało się, że może to negatywnie wpłynąć na część graczy. Nie każdy potrafi się odnaleźć w internetowych warunkach, zwłaszcza jeśli przez ostatnie lata grał głównie na LAN-ach. Fnatic nie miało jednak żadnych problemów z tym, aby odnaleźć się w formacie online. Po niemalże miesiącu solidnej gry odpłacili się oni mousesports za przegrany finał ESL Pro League. Wyciągnęli BO5 z wyniku 1:2. Ich gra była ucztą dla oka.

Dzień przed finałem EPL-a, w kierunku Fnatic wymierzono jednak pierwszy poważny cios. VALVE od dawna musiało coś zrobić z kriegiem i w końcu go znerfiło. Szczególnie dotknęło to Brollana, który uwielbiał posługiwać się tym konkretnym karabinem. Choć oczywiście poniższy tweet był tylko żartem, to kilka miesięcy później nabiera on zupełnie innego wydźwięku.

Pamiętam doskonale pierwszy mecz Fnatic po wygraniu ESL Pro League. Tydzień później zmierzyli się w bezpośrednim starciu z ENCE na inaugurację ESL One: Road to Rio, a my żartowaliśmy podczas transmisji, że porażka z Finami musi być efektem tygodniowej imprezy, podczas której świętowali niesamowity wyczyn w finale EPL-a. Błahe żarty szybko musieliśmy jednak odstawić na bok. Wpadkę z ENCE dało się wytłumaczyć, ale nagle Szwedzi dostali na łeb od boomerów z Dignitas, nieszczególnie mocnego NiP i prawie przegrali 0:2 z francuskim Heretics. Zapaliła się lampka ostrzegawcza.

Ale przecież jeden nieudany turniej nie może zdyskredytować pracy całego zespołu w ostatnich miesiącach. Zachowałem więc optymizm. I szybko zostałem zweryfikowany. Najpierw bardzo słaba postawa w play-offach BLAST Premier Spring Showdown. Później męczarnie podczas DreamHack Masters Spring. No a jak nie umiesz nawet wygrać meczu o piątce miejsce przeciwko GODSENT w turnieju kwalifikacyjnym do Majora, to wiesz, że twoja sytuacja nie jest zbyt dobra.

Wystarczyło mieć oczy, żeby zobaczyć, jak wiele rzeczy we Fnatic zaczyna się sypać. Bardzo dużo słabych występów ponownie zaczął notować JW, który często miał problem, aby trafiać nawet najbardziej banalne strzały z AWP. Pomimo swojej wszechstronności, flusha stracił swoją charakterystyczną nutkę szalonego geniusza. Brollan co drugi mecz potrzebował kilkunastu rund, aby w ogóle dać o sobie znać. Zwykle najbardziej solidny KRIMZ również przestał prezentować się w taki sposób, jakiego sam od siebie oczekuje.

Głęboko wierzyłem w to, że wakacje będą desperacko potrzebnym resetem, a obóz przygotowawczy pozwoli na eliminację błędów i powrót do wysokiej formy. I wiele wskazuje na to, że znów się trochę przeliczyłem.

Podobnie jak rok temu, Fnatic nie zameldowało się w play-offach ESL One Cologne. W fazie pucharowej turnieju, którego premierową edycję wygrywał kręgosłup zespołu, czyli KRIMZ, JW i flusha.

Szokujące jest to, jak na przestrzeni kilku miesięcy zmienił się obraz drużyny, która miała na nowo bić się o miano najlepszej formacji globu. Przecież jeszcze nie tak dawno gorącym tematem było to, że Szwedzi po raz pierwszy od 2016 roku odzyskali tron w światowym rankingu.

Pozytywy? Na pewno się znajdą. Budująca jest postawa Goldena, który ewidentnie stara się odciążyć swoich kolegów i często próbuje wziąć ciężar gry na swoje barki. Próby wykreowania przestrzeni często zdają się jednak na nic, bo reszta Szwedów zawodzi na całej linii. Przebłyski notują wszyscy pozostali gracze, ale na przebłyskach to można walczyć co najwyżej o mistrzostwo Intel Extreme Masters Wilkowyje.

Jestem niemalże pewny, że aktualnie nie stawiamy już pytania „Czy Fnatic przeprowadzi roszady kadrowe?” tylko „Kiedy te zmiany nadejdą?”. Bardzo możliwe, że aktualnie skandynawską formacją kieruje poniekąd strach przed utratą punktów w regionalnym rankingu, który zadecyduje o rozesłaniu zaproszeń na Majora. Ewentualne zmiany dotyczące daty czy formatu najbardziej prestiżowych rozgrywek mogą dać impuls do zmian. Zmian, które dałyby z kolei impuls do poprawy dyspozycji zespołu.

Fot. DreamHack / Adela Sznajder

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze