Esport w Fortnite? Dobrze, że z dech
Battle Royale
Reportaże

Esport w Fortnite? Dobrze, że z dech

16.04.2020, 14:10:43

W 2019 roku rynek gier był bez dwóch zdań dostosowany do tempa, jakie narzucały tytuły z gatunku Battle Royale. Jedną z tych produkcji był oczywiście Fortnite, który w pewnym momencie z dużym impetem wleciał w esportowy rynek. Dziś arcade’owa giereczka ze stajni Epic Games z esportem ma już niewiele wspólnego, a twórcy bez specjalnego ukrywania wypięli się na rzeszę profesjonalnych zawodników. Tak chyba wygląda definicja zmarnowanego potencjału.

Esportowych początków Fortnite na pewno nie miał łatwych. Serwery nie wyrabiały, transmisji nie dało się oglądać, a zawodnicy w kółko narzekali. Wszystko ratowało, a jakże, siano! Epic inwestował grube dolary w rozwój profesjonalnej rywalizacji i choć obaw było sporo, to wydawało się, że nie pójdzie to kiedyś na marne.

Turnieje na DreamHackach, prestiżowe zawody na IEM Katowice, wreszcie zrobiony z ogromnym impetem Fortnite World Cup. Imprezami LAN-owymi Epic udowadniał, że chce uczynić ze swojej produkcji nie tylko najpopularniejszą grę dekady, ale też znaczący tytuł esportowy.

I rzeczywiście, oglądając Fortnite World Cup, dało się poczuć emocje nie mniejsze niż w trakcie ważnych turniejów CS:GO czy League of Legends. Oprawa, ogromna pula nagród, zbiorowisko najlepszych graczy świata – to mogło robić wrażenie. Szkoda tylko, że czar bardzo szybko prysł.

Po Mistrzostwach Świata dało się poczuć hamulec. Może jeszcze niewciśnięty do samego końca, ale na tyle stanowczy, że dał się we znaki wszystkim. Co prawda na początku nie brakowało jeszcze kasy, a także odbył się kolejny znaczący LAN podczas V4 Future Sports Festival, ale przyszłość i tak nie napawała optymizmem.

Przede wszystkim warto się jednak cofnąć w przeszłość, bo esportowy Fortnite zaczął umierać na długo przed samym World Cupem. Twórcy gry wystrzelili w niebo jasny komunikat pod tytułem “robimy grę dla niedzielnych graczy, nie dla profesjonalistów”. Zablokowano niestandardową rozdziałkę, z podstawowego trybu gry wyłączono syfon, nigdy nie zdecydowano się na osobną pulę lootu dla gier rankingowych. W rezultacie w zawodach, gdzie powinny liczyć się umiejętności, przeważnie decydowało szczęście.

Pierwsze myśli o rozwodzie z Fortnitem pojawiły się w mojej głowie rok temu, kiedy to weszła w życie aktualizacja usuwająca syfon oraz inne rozdziałki niż Full HD. Na domiar złego to wszystko wydarzyło się cztery dni przed kwalifikacjami do Mistrzostw Świata. Skończyło się tak, że czułem się niczym zamknięty w słoiku i straciłem wszelkie chęci do gry – wspominał nie tak dawno Aleksander “zeek” Zygmunt, który wówczas był jednym z topowych graczy Fortnite’a w Polsce.

I tak się żyło profesjonalistom w tym Fortnite. Jak nie szklane kulki, w których dało się utrzymać do bardzo późnych momentów rozgrywki, tak śmierdzące bomby, absurdalnie mocne granaty, ciężkie snajperki czy inne przedmioty i żałosne scenariusze, których nie wymyśliłby nawet Patryk Vega. Jedyne co trzymało zawodników przy tytule Epic Games była kasa. Mówimy tu wręcz o horrendalnych kwotach.

W listopadzie wydawało się, że rywalizację w Fortnite czeka prawdziwy przełom. Nowy rozdział w historii gry zapoczątkował rozgrywkę pozbawioną specjalnych udziwnień, a wielu graczy mówiło z optymizmem, że na to czekali. W końcu mamy przejrzystość i tak po ludzku aż chce się grać. Wtedy przyszedł czas na kolejny gong. Epic Games przykręciło kurek z kasą, a nagrody w Fortnite Champion Series miały przypaść tylko absolutnej czołówce.

Nie da się ukryć, że pojawiła się dodatkowa presja. W naszym składzie tylko zeek i JarkoS mają podpisane umowy, które gwarantują im stałe zarobki niezależnie od tego, czy uda im się wygrać jakiś turniej, czy nie. Dla takich graczy jak ja, którzy pozostają niezależni, FNCS i wszystkie pozostałe rozgrywki online są jedynym źródłem dochodu, a tak po ludzku może czasem zabraknąć szczęścia, żeby zakwalifikować się do finałów czy osiągnąć wysoką lokatę na koniec sesji – mówił wtedy Aleksander “mocarzz” Karolczyk, który wyraził również nadzieję na to, że mogą to być celowe działania mające rozbudzić apetyt przed kolejnym World Cupem.

Głupia sprawa w sumie…

Rok temu o tej porze o World Cupie wiedzieliśmy już wszystko. Teraz Epic Games nie pisnęło na jego temat nawet słówka i można być praktycznie pewnym, że jeśli w ogóle się odbędzie, to dopiero pod koniec 2020. Nawet jeśli włodarze Fortnite’a mieli jakieś plany, to zapewne pokrzyżował je koronawirus, a przeniesienie do internetu rozgrywek, w których chcesz rozdać kilkadziesiąt baniek, jest po prostu bez sensu.

Dla mnie esport w Fortnite skończył się w momencie, kiedy na jeden z turniejów dodano miecz, który był, krótko mówiąc, najbardziej przesadzoną rzeczą, jaka kiedykolwiek pojawiła się w grze. Zrozumiałem, że Epic nie traktuje esportu poważnie, że to ma być po prostu interaktywne show ku uciesze gawiedzi. Nieważne było to, jak się będą przez to czuć profesjonaliści – tłumaczył Gerard “Snowwie” Gołumbiewski, który już kilka tygodni temu zdecydował się zerwać więzi z Fortnite’m.

W teorii profesjonalna scena Fortnite nadal żyje, jednak widać, że wszystko jest robione na jedno kopyto i bez większego wsparcia ze strony producentów gry. Ostatnia oficjalna transmisja z esportowych rozgrywek w Forcie odbyła się zresztą 7 miesięcy temu. Nikt już nie dba o to, żeby profesjonalistów ktoś oglądał albo żeby to profesjonalistom grało się lepiej. Esportowy Fortnite jest aktualnie tylko po to, aby być, a nie żeby rozwijać cokolwiek lub kogokolwiek. Zmarnowano dużo potencjału, a także wpompowanych w to wszystko środków. Większość graczy już teraz ucieka na VALORANT, a strach pomyśleć jak to będzie wyglądało za kilka miesięcy.

Fot. Epic Games

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze