DreamHacki, które przeciętny polski kibic wspomina ze łzami w oczach

DreamHacki, które przeciętny polski kibic wspomina ze łzami w oczach

26.11.2020, 11:18:15

Nieważne czy mieliśmy rok 2008 czy 2018. Przepis na polski sukces na DreamHacku był zawsze ten sam – Wiktor “TaZ” Wojtas drużynie. Po dekadzie triumfów liczymy jednak na przełamanie pozostałych. Dziś Illuminar rozpoczyna jeden z ważniejszych turniejów ostatnich lat. Z tej okazji wspominamy najpiękniejsze polskie DreamHacki – na poprawę humoru po porażce, ale też na pobudzenie radości po zwycięstwie.

Jedyna taka… Złota Piątka

Jesteśmy w kultowym teraz Jönköping, mamy rok 2008. Już wtedy mieścinę tę mogliśmy nazywać szwedzką, a nawet europejską stolicą Counter-Strike’a. Turnieje bowiem odbywały się tu corocznie, nieprzerwanie od 2001 roku. I trwają aż po dziś dzień. Ale to nieważne. Bo to, co istotne, to obsada, przebieg i przede wszystkim triumfatorzy całego wydarzenia.

Kto na liście uczestników? Same znane osobistości – f0rest, cArn, zonic, karrigan, threat, Friis, SpawN, RobbaN, naSu, Xp3 czy pięciu biało-czerwonych gości, grających pod słynną banderą Meet Your Makers. Loord, kuben, LUq, NEO i TaZ – już wtedy owiani legendą, już wtedy bogaci w sukcesy, nawet większe niż ten, o którym zaraz będziemy mówić. No ale dziś o DreamHackach, a nie innych pierdołach.

To było wyjątkowe zwycięstwo Polaków. Triumf, który wprowadził naszych rodaków na właściwą ścieżkę, a ta poprowadziła ich w najbliższych miesiącach do kolejnych, jeszcze istotniejszych, o dużo większą kasę. A przecież to kasa z wygranych była wtedy aż nadto istotna. Ale do rzeczy.

Meet Your Makers trafiło do grupy z mTw, Dimension 4 oraz against All authority. Największym zagrożeniem była bez dwóch zdań duńska kadra z zoniciem, obecnym trenerem Astralis na czele. Obawy okazały się jednak zbędne – Polacy zdominowali przeciwnika wynikiem 16:7, a pozostałe starcia zakończyli podobnymi rezultatami.

To w ogóle były wyjątkowe zawody. MyM zdołał przebrnąć przez nie bez choćby jednej przegranej mapy, pokonując w ćwierćfinale Excello, dobijając mTw w półfinałowym pojedynku i wyrywając ostateczny triumf ze szponów Teamu ROCCAT. Ostatnie starcie było również tym najbardziej wymagającym, ale Finowie polegli po zaciętej walce na klasycznym zestawieniu Nuke’a i Traina.

To był pierwszy, historyczny triumf polskiej ekipy na turnieju od DreamHacka. Walka o tytuł zajęła zadziwiająco dużo czasu, w końcu wydarzenia funkcjonowały od lat, jednak w końcu i biało-czerwoni się doczekali. A chcących powspominać tamte czasy odsyłamy do POV’a NEO z finałowej mapy przeciwko ROCCAT. Poezja niepisana. Czat również polecamy czytać.

Cudowny dotyk NEO

A skoro o NEO już mowa… teleportujemy się aż o osiem lat w przyszłość i meldujemy się w Bukareszcie. To tam rozegra się wkrótce akcja, o której trąbić będzie cały świat. Akcja, która zapisze się w historii Counter-Strike’a na zawsze. Coś, czego nie powtórzy już nikt, coś czego dokonał Kubski.

Decydująca mapa półfinałowego pojedynku z Dignitas. Virtus.pro prowadzi 15 do 13, a NEO w mgnieniu oka zostaje na mapie sam przeciwko pięciu przeciwnikom. Zabija pierwszego, drugiego i podkłada bombę. Już wtedy serce zaczęło walić jak dzwon. A gdy Kubski pozbył się z serwera trzech kolejnych, chyba w każdym polskim domu – jak w bukareszteńskiej arenie – eksplodował wulkan radości.

Finałowy pojedynek nie miał prawa przebić wcześniejszych wydarzeń, ale liczyliśmy po prostu na ostateczny triumf. Bo po takich przejściach on Polakom się najzwyczajniej w świecie należał. I go otrzymali. Cloud9 upadło, a Virtus.pro triumfowało. To był drugi – po zwycięstwie z 2008 roku – triumf polskiej ekipy na turnieju DreamHacka. Mimo tak cudownej historii przez 16 lat krajowe ekipy uzbierały tylko dwie takie perełki. Ale za to jakie… okraszone takimi akcjami.

Ostatnie takie zwycięstwo

Nie ostatnie zwycięstwo Polaków na turnieju DreamHack, ale ostatni triumf Virtus.pro, który zapamiętamy na zawsze. Wygrana o tyle ważna, że była swego rodzaju symboliczną zemstą na całym świecie, a przede wszystkim na Astralis. Zemstą za przegrany finał Majora w Atlancie. Ale może lepiej bez rozdrapywania ran.

Virtus.pro zagrało DreamHack Masters Las Vegas w najbardziej Virtus.prosowym stylu, jakiego mogliśmy się tylko spodziewać. W grupie jakaś wpadka i bez przekonującego stylu gry, choć z jednym pięknym zwycięstwem. A faza pucharowa? Ćwierćfinał i półfinał to koncert umiejętności, któremu tylko przyklaskiwaliśmy z uśmiechami od ucha do ucha.

No i finał. Jak przystało na ekipę z niedźwiedziej gawry – dreszczowiec, huśtawka nastrojów, jak zwał, tak zwał. I nie zabrakło też wielkich akcji. Choć nie było to cudowne zagranie, to jednak na tyle ważne, że cały turniej zapamiętaliśmy przez jego pryzmat. Bo „TaZ ugrał” w najważniejszym momencie, a dzięki jego staraniom VP zwyciężyło ostatni tak ważny puchar.

Przebudzenie TaZa

Last but not least. Dowód tego, że nie ma, a przynajmniej nie było polskiego sukcesu na DreamHacku bez Wiktora „TaZa” Wojtasa. To on zwyciężał w 2008 roku, gdzie dominował Team ROCCAT i to on w pewnym sensie powtórzył tę historię dziesięć lat później, znów pozbawiając w finale szans na tytuł Finów.

W Montrealu podczas DreamHacka Open Kinguin faworytem do zwycięstwa nie było. Większość spoglądała nieśmiało w stronę ENCE, być może The Imperial. W końcu to te ekipy w poprzednich miesiącach zaznaczały swoją obecność na imprezach podobnej rangi w znaczący sposób. Wkrótce jednak przekonaliśmy się, że stawiano na nich niesłusznie.

Kinguin w finałowym pojedynku zmierzyło się ze wspomnianym ENCE. TaZ znów stanął do walki o mistrzostwo DH z fińską drużyną. I ponownie triumfował. Dokładnie tak, jak 10 lat wcześniej. Rozpoczynając serię od tej samej mapy – Nuke’a. Nie ma w naszym kraju większego specjalisty od DreamHacków. Pozostaje mieć nadzieję, że Illuminar znalazł odpowiedni substytut i w internetowej odsłonie wydarzenia dorówna do sukcesów sprzed kilku i kilkunastu lat.

Fot. ESL / pashaBiceps / TaZ

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze