„Jako Arka możemy dziś stosunkowo niskim kosztem zaistnieć na esportowej scenie, a w przyszłości zbierać tego plony”

„Jako Arka możemy dziś stosunkowo niskim kosztem zaistnieć na esportowej scenie, a w przyszłości zbierać tego plony”

03.02.2020, 16:12:00

Wisła Kraków wyraźnie zasygnalizowała chęć obecności w świecie esportu. Aktywnie działa też Wisła Płock, Legia Warszawa czy my jako Arka Gdynia. I cóż dalej? Inne kluby nie wykazują chęci rywalizacji. Powstały projekty dedykowane jedynie turniejowi Ekstraklasy, które nie rozwijają skrzydeł. Dzięki temu dostaliśmy większe pole do popisu. Mam nadzieję, że konkurencja będzie zresztą spać dalej! Wierzymy, że właśnie w tym momencie możemy stosunkowo niskim kosztem zaistnieć na scenie, a w przyszłości zbierać tego plony – w niekrótkim wywiadzie tłumaczy nam Stanisław Wrzosek, menedżer ds. marketingu w Arka Gdynia SSA.

Esportowe korzenie Arki Gdyni sięgają 2018 roku, ale wzmożoną aktywność projektu zauważyliśmy dopiero po ogłoszeniu akademii CS:GO i otwarciu nowego rozdziału. Z czego wynika tak późne ożywienie projektu?

Projekt rozpoczął się od zatrudnienia Bartosza “Bartasa” Tritta i Michała “Owcy” Owczarzaka, którzy mieli reprezentować barwy Arki Gdynia na scenie FIFA. Wiedzieliśmy, że raczkuje już pomysł powstania Ekstraklasa Games, więc podjęliśmy decyzję o utworzeniu sekcji esportu. Stworzenie struktur wirtualnego footballu w klubie piłkarskim wydawało się naturalnym ruchem. Przez wiele miesięcy uważnie przyglądaliśmy się branży i dostrzegliśmy w niej ogromny potencjał – szczególnie w dotarciu do młodszych kibiców, nawet tych niezwiązanych z Arką, lecz ze światem gier komputerowych. Uznaliśmy, że to kolejne pole do marketingowego pokazania klubu.

Pierwszym etapem rozwoju struktur było zatrudnienie menadżera projektu, insidera branży, którego wiedza i doświadczenie pomogły nam nabrać rozpędu – Jarka “Rdk” Radzio. Jarek aktualnie jest koordynatorem sekcji eFutbolu Polskiego Związku Piłki Nożnej, co również dla nas jest nobilitujące. Mimo wszystko w Ekstraklasa Games nie osiągnęliśmy satysfakcjonującego wyniku. Stara prawda futbolowa głosi, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Skoro w pierwszym sezonie nie pokazaliśmy pełni potencjału, wprowadziliśmy zmiany, aby uniknąć niepowodzenia w drugiej edycji turnieju. Wymieniliśmy zawodników FIFA, a co najważniejsze postawiliśmy na Counter-Strike’a. Dzięki temu, że drużyny CS-a zaczęły osiągać mniejsze i większe sukcesy, społeczność dostrzegła, że Arka Gdynia podchodzi do esportu naprawdę poważnie.

Wygląda na to, że nie chcieliście przespać okazji, którą jest inwestycja w esport. 

Czasami mierzymy się z negatywnymi komentarzami na temat tego, że Arka Gdynia nie powinna “bawić się w gry komputerowe”. Podejście do esportu jest osobistą kwestią każdego kibica, a część z nich nie widzi w CS-ie, FIFA czy League of Legends elementu sportowej rywalizacji. Jako klub uważamy jednak, że esport ma ogromny potencjał. Pokazują to przede wszystkim zagraniczne rozgrywki pokroju np. Bundesligi czy ePremier League. Kiedy stawialiśmy pierwsze kroki, uważnie przyglądaliśmy się takim klubom jak FC Schalke 04, Paris Saint-Germain F.C. czy organizacjom niezrzeszonym z klubami piłkarskimi. To projekty, za którymi stoją ogromne pieniądze, wielkie zaplecze ludzi i możliwość monetyzacji dużych liczb. To działa. Zachód gonimy więc nie tylko w świecie sportu, ale i esportu. Chcemy otwierać się na nowe płaszczyzny, podążać z duchem czasu.

Mimo wszystko część klubów obecnych w Ekstraklasie bagatelizuje temat i nie przykłada wielkiej wagi do rozwoju struktur w tym segmencie branży.

Wisła Kraków wyraźnie zasygnalizowała chęć obecności w świecie esportu. Aktywnie działa też Wisła Płock, Legia Warszawa czy my jako Arka Gdynia. I cóż dalej? Inne kluby nie wykazują chęci rywalizacji. Powstały projekty dedykowane jedynie turniejowi Ekstraklasy, które nie rozwijają skrzydeł. Dzięki temu dostaliśmy większe pole do popisu. Mam nadzieję, że konkurencja będzie zresztą spać dalej! Wierzymy, że właśnie w tym momencie możemy stosunkowo niskim kosztem zaistnieć na scenie, a w przyszłości zbierać tego plony.

Wspomniałeś o tym, że przyglądaliście się gigantom z zachodu. A co z polskimi klubami, które, w świecie esportu pojawiły się wcześniej od was?

Kiedy od ówczesnego prezesa oraz władz klubu otrzymałem propozycję poprowadzenie esportowego projektu, poprosiłem o chwilę czasu, aby zapoznać się ze środowiskiem i branżą. Kolokwialnie mówiąc, zarwałem kilkadziesiąt nocy na przyglądaniu się konkurencji, ale również oglądaniu m.in.: Ultraligi, przeglądaniu notyfikacji prasowych, obserwowaniu eFIFA World Cup, analizie biznesowej wielu działań funkcjonujących organizacji. Doszedłem do wniosku, że esport jest prężnie rozwijającą się branżą tworzoną przez pasjonatów, którzy często nie mają trampoliny umożliwiającej wybicie. Zaangażowanie środowiska piłkarskiego, a więc same kluby i rozgrywki pokroju Ekstraklasa Games zwiększają medialną atrakcyjność wielu turniejów, wydarzeń, jak i samych zawodników.

W całym tym procesie obserwowaliśmy rzecz jasna obecnych na scenie: Wisłę Płock, Legię Warszawa czy Piasta Gliwice. Uważam zresztą, że Arka nie wygląda na ich tle gorzej, wykazujemy większy potencjał niż Wisła czy Piast. Mamy zbliżone możliwości i prezentujemy się podobnie, jak nie lepiej, będąc najmłodszą z sekcji. O pieniądzach, którymi dysponuje choćby Wisła Kraków, możemy oczywiście jedynie pomarzyć, ale mam nadzieję, że różnice budżetowe nie będą wpływać na osiągane wyniki. W ostatnich latach piłkarska Arka wygrała Puchar Polski oraz dwa Superpuchary, walcząc m.in. z Legią Warszawa. Wówczas budżety również były nieporównywalne, a jednak to my wygraliśmy. Mniejszą łyżką też się najemy, potrzebujemy jedynie czasu i mądrego, rozsądnego podejścia do tematu.

Kluby z najwyższego poziomu rozgrywkowego w Polsce mają obowiązek uczestniczenia w Ekstraklasa Games. W zdecydowanej większości nie wykraczają jednak poza tę aktywność. Z czego to wynika?

Wiem, jak wygląda praca w klubie piłkarskim i z jaką mnogością działań zderzamy się każdego dnia. Jeśli ktoś nie jest pasjonatem branży esportu, uważa po prostu ten segment za coś dziwnego, obcego i niepotrzebnego w środowisku sportowym, na co nie warto tracić czasu. 

Nie bez znaczenia jest też to, że wejście w esport jest inwestycją długoterminową. Organizacje esportowe wydają pieniądze na branding, logistykę i szereg aktywności, ale możliwości monetyzacji pojawią się dopiero z czasem. Jeśli zawodnicy nie wygrają wielkiego turnieju, budżet nie zostanie zasilony o dodatkowe fundusze, trudno również o pozyskanie strategicznego sponsora. Kluby nie chcą więc marnować potencjału ludzkiego i cennego czasu swoich pracowników. Część z nich wciąż nie widzi w esporcie przyszłości, a mnogość bieżących działań i braki osobowe uniemożliwiają profesjonalne podejście do kolejnego projektu angażującego czas i zasoby.

Fot. Ekstraklasa Games

Jak wygląda relacja na linii klub-sekcja esportowa? Nadal utrzymujecie dużą niezależność od struktur piłkarskich?

Głównym punktem naszego projektu jest godne reprezentowanie barw Arki Gdynia. Posługujemy się herbem klubu, identyfikujemy się z żółto-niebieskimi barwami i reprezentujemy środowisko kibiców w świecie esportu. Respektujemy wszystkie decyzje wychodzące bezpośrednio z klubu, te pozytywne, jak i negatywne, sekcja nigdy nie będzie ważniejsza lub w pełni niezależna. Jesteśmy Arką Gdynia i każdy zawodnik przed sezonem otrzymuje szereg informacji o klubie i odpowiedzialności wynikającej z reprezentowania go. 

Chcemy, żeby fani byli dumni z tego, że reprezentanci sekcji esportowej są w stanie rywalizować z najlepszymi klubami świata na wirtualnej murawie w czasach, w których na prawdziwych boiskach jest to niestety niemożliwe. Łatwiej dotrzeć oczywiście do młodszego pokolenia niż do stadionowych weteranów, ale przecież nie od razu Rzym zbudowano. Obecność Gracjana “El Polako” na turnieju FUT Champions w Atlancie, czy teraz w kolejnej edycji w Paryżu jest ogromną wartością dodaną dla młodych fanów. Reprezentant ich ukochanego klubu reprezentuje żółto-niebieskie barwy na tle najlepszych drużyn świata.

Jesteśmy przy tym sekcją, która wyznacza sobie wizję, strategię działania i cele do osiągnięcia. Posiadamy większą niezależność niż esportowe projekty w wielu innych klubach. Do naszego biura nie wejdzie smutny pan w krawacie, narzucając nam irracjonalne pomysły do zrealizowania z perspektywy “działacza” oderwanego od rzeczywistości. Oprócz tego, że zajmuję się sekcją esportową, w klubie pełnię rolę  menadżera ds. marketingu, więc zdecydowanie łatwiej zarządzać tym projektem. Dbam więc o spójność komunikatów, identyfikacji wizualnej, czy też zajmuję się klasycznym sponsoringiem. Jeśli drużyna piłkarska przechodzi przez kryzys, nie podkreślamy tego, że esportowcy radzą sobie lepiej, aby nie narażać się na negatywne komentarze. Jesteśmy jedną wielką rodziną, a hasło #ArkaRazem to coś więcej niż zwykły hashtag.

„Panowie w krawatach” ze struktur Arki Gdynia okazują większe zrozumienie spraw esportowych niż przed rokiem?

Na początku musieliśmy mierzyć się z ironicznymi uśmiechami i słownymi docinkami – zwłaszcza po porażkach. Pamiętam jak po Ekstraklasa Cup, gdzie dostaliśmy łomot już w grupie, prezes Pertkiewicz zaprosił mnie “na dywanik”. Wszystko oczywiście z uśmiechem na ustach. W tym momencie esport stał się jednak integralną częścią klubu i wyjazdy na międzynarodowe turnieje odbierane są z ogromnym szacunkiem. Wszyscy cieszymy się, że Arka Gdynia rywalizuje z najlepszymi na świecie. To mobilizuje do jeszcze cięższej pracy nad tym projektem.

Jeśli jednak chodzi o realne wsparcie od klubu, na co możecie liczyć? Siedzimy w waszym biurze, w którym gracze FIFA przygotowują się do zawodów i uczestniczą w rozgrywkach internetowych. To już coś. 

Jako sekcja esportowa chcemy zapewnić swoim zawodnikom jak najlepsze warunki do tego, by ci w spokoju mogli się rozwijać i trenować. Zorganizowaliśmy sobie „swój kawałek podłogi”, a więc biura, dzięki czemu nie musimy prosić o udostępnianie przestrzeni na stadionie, rozstawiać i zwijać cały sprzęt po treningach. W miejscu, w którym rozmawiamy, chcemy zrobić małą świątynię Counter-Strike’a oraz FIFA. W związku z tym zapewniliśmy naszym graczom sprzęt najlepszej jakości od naszego partnera – firmy TERRA, której serdecznie dziękujemy za zaufanie, bo uważam, że każdą aktywność sponsorską w świecie esportu należy podkreślać i przekonywać potencjalnych partnerów “że warto”. To idealne preludium do nawiązania współpracy bezpośrednio z klubem piłkarskim. Naszych zawodników ubraliśmy również w klubowe stroje tak, by reprezentowali klub na tych samych zasadach, co sportowcy z prawdziwej murawy.

W rozmowie wspomnieliśmy już o wielkich kwotach, które podała Wisła Kraków przy okazji wkroczenia do światu esportu. Mowa była wówczas o 1,8 miliona złotych. Jak wygląda wasz budżet?

Zapisy w umowie zobowiązują mnie do tego, żeby trzymać język za zębami, ale są to zdecydowanie mniejsze liczby. Kilkunastokrotnie mniejsze. W tym momencie nie możemy liczyć na tak duże wsparcie jak Wisła Kraków, ale gorąco wierzę, że za dwa, trzy lata, wraz z osiąganymi sukcesami, sytuacja się zmieni. Wszystko przed nami.

Dzięki Games Clash Masters i Arce Gdynia świat esportu na północy kraju wreszcie nieco się ożywił. Widzę w tym szansę dla miasta.

Dużo młodych gdynian interesuje się esportem. Widzimy to w social mediach i komentarzach. Naszą sekcję wspierają zresztą nie tylko fani Arki Gdynia, ale też wielu kibiców niezrzeszonych z żadnym klubem, mieszkańców aglomeracji trójmiejskiej. Mamy świadomość odpowiedzialności, jaka wiąże się z naszą działalnością w świecie esportu i chcemy to wykorzystać, by poszerzać współpracę m.in. z miastem. 

Gdynia jest miastem młodym, innowacyjnym i prężnie rozwijającym się na każdej płaszczyźnie. Wierzymy w to, że w przyszłości jako Arka będziemy reprezentantami Gdyni również na turniejach esportowych. Pokazuje to choćby nasza obecność na Games Clash Masters, podczas którego byliśmy obecni jako jedyny klub piłkarski z całej Polski.

Wspomniałeś o odpowiedzialności i kibicach. Nie obawiasz się, że stadionowe animozje na poziomie piłkarskim mogą wpłynąć na to, co dzieje się w sekcji esportowej?

Nie obawiamy się, bo jesteśmy otwarci na wszystkich kibiców, również niezrzeszonych z żadnym klubem. Oczywiście, najważniejsi są dla nas fani Arki Gdynia, lecz liczymy na wsparcie fanów z całej Polski – zwłaszcza podczas turniejów międzynarodowych. Jeśli jakikolwiek krajowy zespół w piłce nożnej reprezentuje biało-czerwone barwy w międzynarodowych pucharach – kibice potrafią się zjednoczyć i trzymać kciuki za zespół X czy Y. Myślę, że w świecie esportu jest podobnie. Chcemy godnie reprezentować najpierw Arkę, potem Gdynię, a następnie całą Polskę. Do dopingu zapraszamy wszystkich – bez znaczenia czy jest kibicem Cracovii, Lecha, Śląska czy innych zespołów. Świat esportu jest zupełnie inny od przesiąkniętego lokalnymi animozjami środowiska piłki nożnej. 

Lechia Gdańsk też posiada sekcję esportową – Raging Lions. Jak wygląda rywalizacja na polu lokalnym?

Sekcja Lechii powstała już po tym, gdy Arka Gdynia była w środowisku obecna. Byliśmy pierwszą drużyną esportową w Trójmieście. Informacje o wejściu na rynek klubu z Gdańska przyjąłem jednak z uśmiechem na twarzy, bo rywalizacja na szczeblu lokalnym jest ważna i napędza do dalszego rozwoju. Z graczami rozmawiamy czasem o tym, że możemy przegrać z każdym, tylko nie z Lechią. Prawda jest taka, że każdy przeciwnik jest ważny i ze wszystkimi walczymy na takim samym poziomie zaangażowania. W tym roku trafiliśmy na nich w eliminacjach do eWorld Cup, czy też fazie grupowej Ekstraklasa Games – w obu przypadkach kończyliśmy rywalizację nad naszym lokalnym rywalem.

Esport ma być zaproszeniem młodszych fanów na stadion piłkarski czy halę koszykarską. Co jednak z barierą niezrozumienia wśród starszych kibiców? Czytając komentarze w lokalnych mediach, natknąłem się na wiele negatywnych opinii.

Staram się zrozumieć bieżące komentarze krytyków, mówimy oczywiście o wypowiedziach merytorycznych. Bluzgi czy hejt dla hejtu mnie nie interesują. Na esport i podejście do świata wirtualnego trzeba spojrzeć szerzej. To jest przyszłość, co również osobiście nie do końca mi odpowiada, lecz staram się dostosować do wymagań stawianych przez kibiców oraz docelowych klientów, gdy mówimy np. o merchandisingu. Płynność tych czasów i rozwój w stronę świata “cyfrowego” widać najlepiej po kanałach “social media”, na które przenoszona jest aktywność i komunikacja największych korporacji na świecie. Wszystko frontem do klienta. Nasze smartfony i laptopy pochłaniają coraz więcej czasu, angażują nas do przeglądania i klikania. Batalia o zainteresowanie kibica lub klienta jest ogromna. Kto nie istnieje w sieci, nie akcentuje swojej obecności, ten przegrywa na starcie.

W grupach młodzieżowych zrzeszamy blisko  tysiąc młodych ludzi, którzy aktywnie rozwijają się na boiskach, a po powrocie do domu pomimo mnogości obowiązków i tak znajdują czas na to, by pograć choćby w Counter-Strike’a czy FIFĘ. To znak czasów. Gry komputerowe są elementem rozrywki i regeneracji nawet dla sportowców. Jeśli młodzi ludzie potrafią pasję do esportu łączyć z nauką i aktywnością fizyczną, nie widzę w tym pola do żadnej krytyki. Zdecydowanie bardziej wolimy – nawiązując do lat dziewięćdziesiątych – żeby po treningu młodzi ludzie szli poszlifować technikę na lokalnym orliku, niż spotykali się pod trzepakiem na piwo, i do tego nakłaniamy. Tych, którzy nie mają aż tyle talentu do piłki, lub ich przygody zahamowały przeboje zdrowotne, czeka realizacja w świecie wirtualnym. Sporo zawodników z branży esportu to byli sportowcy z prawdziwych boisk czy hal sportowych. Pierwiastek rywalizacji po latach treningu zawsze będzie obecny.

W szeregach macie już drużyny FIFA i skład Counter-Strike: Global Offensive. Wasza wizja przewiduje inwestycję w inne dyscypliny esportowe?

Mamy duże pole do popisu, bo widzimy wiele gier, w których toczy się rywalizacja esportowa i znajdują ogromne zainteresowanie setek tysięcy obserwujących. W tym momencie skupiamy się na FIFA, bo ta jest najbardziej spójna z działaniami klubu piłkarskiego, a także na Counter-Strike. Co prawda początkowo wahaliśmy się między CS-em i League of Legends, ale uznaliśmy, że postawimy na bardziej klasyczny tytuł. Mam nadzieję, że w przyszłości otworzymy się na więcej dyscyplin. Poszerzenie struktur sprawi, że marka Arki Gdynia dotrze do większej społeczności, dzięki czemu więcej kibiców przyjdzie na stadion, kupi przysłowiową kiełbaskę, zaopatrzy się w klubową koszulkę i zacznie bardziej identyfikować się z klubem. Wszystko zależy jednak od budżetu i czasu, bo często kibice esportowi to ludzie bardzo młodzi 

Analizując waszą filozofię budowania składu CS-a, można stwierdzić, że patrzycie na projekt długoterminowo i chcecie budować zespoły od podstaw. Oznacza to, że nie macie wytyczonych konkretnych celów sportowych?

Możliwości i wariantów było dużo. Mogliśmy zatrudnić doświadczony skład, wyłapywać talenty i zarządzać nimi zdalnie lub postawić na lokalny skład akademii. Uznaliśmy, że najłatwiej i najbardziej efektywnie będzie stworzyć coś od podstaw. Bardzo dużo gotowych zespołów w bagażu swoich doświadczeń ma niekoniecznie dobre przyzwyczajenia, personalne konflikty czy naleciałości z przeszłości. Zaufaliśmy więc Dawidowi Żeglińskiemu, który w pełni poświęcił się projektowi i zajął się wyszukiwaniem młodych i perspektywicznych graczy. Dzięki podejściu piłkarskiemu inaczej podchodzimy do systemu szkolenia, przez co nie narzucamy na akademię presji związanej z osiąganiem celów. Nie mamy parcia na wynik, ale rozwój sportowy i osobisty. W pewnym momencie podejmiemy jednak decyzję, by w strukturach obok akademii znalazł się również główny skład.

Jak ważne w budowaniu struktur esportowych jest to, by zawodnicy reprezentujący Arkę pochodzili z Gdyni?

W procesie tworzenia akademii dużą wagę przykładaliśmy do tego, by zaangażować w nią zawodników lokalnych. Znów posłużę się nomenklaturą piłkarską – tak wygląda budowanie składów z niższych lig w świecie futbolu. Mam jednak świadomość, że gdy będziemy chcieli wkroczyć na wyższy, porównywalny do Ekstraklasy poziom niezbędne będą transfery zawodników z zewnątrz. Będziemy na to przygotowani. Gdy nadejdzie odpowiednia chwila, podejmiemy taką decyzję.

Fot. arka.gdynia.pl / Wojciech Szymański

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze