BLAST W Polsce? Stypułkowski: Na tablicy zadań pojawił się kolejny punkt do wykonania
Biznes
POLSKI ESPORT
Wywiady

BLAST W Polsce? Stypułkowski: Na tablicy zadań pojawił się kolejny punkt do wykonania

29.04.2020, 20:42:59

Koronawirus, BLAST Rising, Polska Liga Esportowa i platforma Free for all to tematy, które poruszyliśmy w rozmowie z Krzysztofem Stypułkowskim, współzałożycielem i członkiem zarządu Fantasyexpo. Jak na jego firmę wpłynął kryzys? Czy planują połączenie PLE z międzynarodową strukturą? Czy pracują nad ściągnięciem jednej z imprez BLASTA do Polski? Zapraszamy! 

Jak patrzy się na działania waszej firmy w dobie koronawirusa, można odnieść wrażenie, że ten kryzys wam trochę pomógł. Macie sporo nowych projektów.

Obecnie chyba wszyscy na rynku są w trudnej sytuacji. Nas ten kryzys również dotknął. Nie miejmy mylnego wrażenia, że jest inaczej. U nas są jednak sami wojownicy, więc siłą rzeczy zespół zmotywował się do tego, by działać i faktycznie mamy więcej pracy niż zwykle. To jednak nasze DNA, że w napiętych sytuacjach funkcjonujemy na 200%. W zeszłym roku odrobiliśmy pracę domową, co doprowadziło, że wewnętrznie zbudowaliśmy firmę w taki sposób, że mamy samodzielne teamy. Są u nas naprawdę bardzo odpowiedzialni ludzie na pokładzie, wszyscy zrozumieli, że nie można być samolubnym. Powiedzieliśmy sobie: Jest ciężko, ale w wszędzie się to odczuwa. Sprawmy, by u nas odczuwało się jak najmniej. 

Z jednej strony mamy widok konkurencji, która zamyka swoje operacje, u innych obniżają wynagrodzenia do 30%, a u nas projekty funkcjonują. Wszystko uzależnione jest od tego, że gramy do jednej bramki. Cieszę się, że mamy super lojalnych ludzi. Przenieśliśmy całe biuro do domów, a pracy jest jakby więcej. To tylko dobrze świadczy o zespole, nad którego zebraniem pracowaliśmy dwa lata. Teraz to zaprocentowało. 

W projektach widać też sporo nowych marek.

Chyba Wojtek (Jeznach, jeden z członków zarządu Fantasyexpo – przyp. red.) w pierwszej reakcji na koronawirusa powiedział, że najlepszy biznes robi się podczas kryzysu. Po prostu zaczęliśmy bardzo aktywizować się handlowo i poszukiwać nowych ścieżek. Dziś definiujemy to w ten sposób, że koronawirus pozwolił nam wskoczyć w miejsca i na rynki, na których nas jeszcze nie było, a o których zawsze marzyliśmy. Z jednej strony dużo bardziej zaczęliśmy współpracować z telewizjami i tych partnerów mamy już kilku, a kiedyś trudno było dogadać się z jednym. Z drugiej strony dużo odważniej weszliśmy w działania międzynarodowe. Kiedyś robiliśmy coś raz na rok, teraz tych projektów będzie cała seria. Obecna sytuacja ułatwiła nam te kroki. Przestaliśmy się bać i zaczęliśmy szukać szczegółowych elementów, które muszą zagrać, by coś zadziałało. Mówiliśmy sobie: albo robimy i przetrwamy, albo nie przetrwamy. Po prostu zaczęliśmy bardzo mocno działać, pozyskując kolejnych partnerów. Dawno nie pracowaliśmy tyle, co teraz. 

Da się odczuć to, że teraz role nieco się odwróciły i to firmy ze sportu tradycyjnego uczą się od esportu?

Jest tego mnóstwo. Wśród wielu zaskoczeń w czasie koronawirusa znalazło się między innymi to, że firmy sportowe czy ludzie z tego środowiska bardzo chcieli zbliżyć się do gamingu. Ma to swój efekt, ale liczę, że utrzyma się to nieco dłużej. Sport za miesiąc czy półtora wróci do normalnego trybu, ale firmy z tej branży zainwestowały już swoje pieniądze w esport czy gaming. Zobaczymy za 6 miesięcy czy tu pozostaną. My mamy sporo tych aktywności, między innymi współpracę z CANAL+ w ramach simracingu. Pojawiają się też projekty piłkarskie czy zaangażowanie sportowców – mieliśmy np. dwie akcje z olimpijczykami, w tym Pawłem Fajdkiem. Oni na co dzień grają w gry, a teraz nie mają co robić. Dodatkowo w obszarze gamingu mają się jeszcze uaktywnić inne światy, o których dziś nie mogę mówić. Przygotowujemy fajną bombę. Mam jednak nadzieję, że to wszystko przetrwa nieco dłużej, bo patrząc na content live’owy u Eleven czy CANAL+ w mediach społecznościowych, ma on świetną oglądalność. Na miejscu firm sportowych ciągnąłbym te projekty dalej, bo ewidentnie jest na to przestrzeń. Muszą tylko odrobić pracę domowa, by było komu tymi projektami zarządzać. Dziś robią to ludzie, którzy na co dzień zajmują się np. licencjami piłkarskimi czy żużlowymi, ale oni zaraz będą mieli co robić. Pytanie, w jaki sposób te firmy utrzymają wewnętrznie organizację projektów esportowych. 

Dla branży to też dobra chwila na pozyskanie nowych odbiorców. Dajmy na to, że Paweł Fajdek odpala streama – jego codzienni odbiorcy zerkną tam z ciekawości, poznają trochę esport. My możemy ich zatrzymać na dłużej. 

Jak o tym myślę, przechodzą mnie ciarki i pojawia się adrenalina, bo naprawdę liczę na to, że ci ludzie tutaj zostaną. Wszyscy budujemy świat esportu, była to nasza nisza, a teraz coraz bardziej wychodzimy przed szereg. Ludzie zaczęli mówić o gamingu/esporcie nie w perspektywie czegoś złego, a czegoś pozytywnego, w co też się angażują. Spodziewam się dużego przełomu i myślę, że koronawirus jest dla nas super atutem. Kluczowe jest teraz to, by wskoczyć na falę i lecieć dalej. Esport, gry komputerowe i gaming stały się odpowiedzią dla świata rzeczywistego i mam nadzieję, że w końcu zniknie ta kurtyna tabu. Jesteśmy naprawdę blisko i z niecierpliwością czekam na to, jak rozwinie się sytuacja. 

Sporo roboty dodał wam między innym turniej BLAST Rising. Jak doszło do tej współpracy?

Z BLASTem pracujemy już trzy lata, więc mamy bliskie relacje. Szukaliśmy pomysłów, a oni są na takim etapie, że uczą się budowania struktur esportowych. Zbudowali gigantyczny turniej z dużą pulą nagród, wypozycjonowali się na pretendenta do nr 1, ale wciąż nie rozgryźli tego, jak działać na niższym poziomie. Mieli próby organizacji lokalnych kwalifikacji z krajowymi firmami, ale teraz podjęliśmy próbę stworzenia wspólnego projektu. Już nie pamiętam czyja to była inicjatywa, ale szybko zgodziliśmy się, że trzeba się za to zabrać szybciej niż później, bo tego typu turniejów zaczęło pojawiać się coraz więcej. To była trochę reakcja na sytuację panującą na rynku – na początku nic strategicznego, później się to zmieniło. Nasze teamy już wspólnie działają, sprawdziły jak się razem pracuje i układa się to bardzo fajnie. Jeśli finalnie BLAST Rising zaskoczy i wszystko zagra biznesowo, to myślę, że będzie można mówić o szerszej współpracy. 

Za co będziecie odpowiadać w tym projekcie?

Odpowiadamy za jego organizację, a BLAST za promocję – to najprostsze wytłumaczenie podziału obowiązków. Oni musieli również zareklamować turniej wśród drużyn, byśmy mogli skuteczniej je zapraszać. Natomiast organizacja i produkcja live będzie po naszej stronie – mówię zarówno o angielskiej transmisji, jak i polskiej, która prawdopodobnie również się odbędzie. Na razie jednak nie jest jeszcze potwierdzona. 

Dla was to chyba pierwsza realizacja anglojęzycznej transmisji z tak poważnym partnerem.

W czasach, gdy regularnie organizowaliśmy GeForce Cupy, odpowiadaliśmy też za anglojęzyczną transmisję w League of Legends i CS:GO. Czasy jednak się zmieniły, bo mówimy przecież o 2017 roku. Wtedy realizacja była na niższym poziomie niż dziś. Zmieniła się też technologia. Nawet najwięksi esportowi producenci telewizyjni, jak ESL czy DreamHack, dopiero się tego uczyli. Dziś są specjalistami. Z tego powodu na poziomie, który wypracowaliśmy przez lata, współpraca z BLAST będzie największa. To pewien przełom. Pracujemy z dużym organizatorem, nazwa Fantasyexpo częściej pojawi się na łamach międzynarodowych. Podpisujemy się pod tym, a dla nas to też ważne, by wypromować się za granicą. 

To element szerszej strategii wyjścia poza Polskę?

My już to robimy. BLAST Rising jest jednym z pierwszych projektów, natomiast będzie ich więcej i to w najbliższej przyszłości. Nie tylko w Counter-Strike’u. Na jednej konferencji opowiadałem, że Polacy są świetnymi eksporterami usług esportowych – z jednej strony my, z drugiej ARAM, z trzeciej polski oddział ESL, a do niedawna także Games Clash. Wszyscy produkowaliśmy rzeczy poza granice kraju, a ewidentnie nasza jakość w stosunku do ceny nadal się sprawdza. Trzeba to eksplorować, bo ekonomicznie jest to dla nas poprawne. Szukamy nowych rynków i będziemy to robić. Ogólnie wszyscy powinni, bo mamy super ludzi. 

Polska też stała się trochę za mała dla tylu firm specjalistycznych.

Nie powiedziałbym, że specjalistów jest u nas za dużo, bo akurat rekrutacja to ciągła bolączka. Dziś jest taki czas, że z jednej strony mamy negatywny wydźwięk koronawirusa, z drugiej można kryzys wykorzystać pozytywnie, ale prawda jest taka, że ileś konkurencji zniknęło z rynku. Te firmy stworzyły specjalistów, którzy będą chcieli się gdzieś ulokować. Liczę na to, że najlepszy trafią do nas. Ogólnie w Polsce wciąż jednak brakuje odpowiednich ludzi. 

Pod kątem indywidualnym – masz rację, ale jako kraj i tak mamy dużo firm, które są w stanie organizować turnieje na fajnym poziomie. Ale to dobrze, bo tak jak wy kiedyś pojawiliście się na rynku i zmotywowaliście ESL do działania, tak i kolejne firmy potrzebują konkurentów. Wracając do BLASTA – skąd pomysł na to, by pomagać drużynom z niższych miejsc rankingu HLTV?

Była to raczej odpowiedź na potrzebę rynku. Rok temu w kwietniu i maju sytuacja związana z turniejami Counter-Strike’a była taka, że drużyny miały za dużo grania. Nie miały gdzie wcisnąć kolejnych rozgrywek, kiedy trenować i odsapnąć. Nagle to wszystko się odwróciło i jeszcze z perspektywy marca tego roku, bo teraz to się nieco zmieniło, zespoły same pytały, czy czegoś nie organizujemy, bo nie mają gdzie grać. Najzwyczajniej w świecie zobaczyliśmy więc lukę i zaczęliśmy działania. Motywatorem było też to, że globalne firmy betingowe, u których obstawia się głównie esport, szukały teraz szans na rozwój. Starały się rozbudować swoje oferty, a przecież one także są wśród zamawiających taki projekt, jak turniej. 

Macie w planach połączenie BLAST Rising z jednej strony z lokalnymi rozgrywkami jak Polska Liga Esportowa, a z drugiej ze światowymi turniejami od BLASTA?

Mamy takie plany, ale czy to będzie pod banderą BLASTA czy BLAST Rising, tego jeszcze nie wiem. Rozmowy trwają na wielu frontach. Na pewno coś się zadzieje, bo staramy się być skuteczni w naszych działaniach. Prędzej czy później do tego doprowadzimy, bo siłą rzeczy brakuje w Polskiej Lidze Esportowej międzynarodowego akcentu. 

Kończąc temat BLASTA – a planujecie doprowadzić do ściągnięcia ich imprezy do Polski?

Oczywiście, że tak i żywo nad tym pracujemy. Mam nadzieję, że przyniesie to efekt bardzo szybko. Takie projekty, które dziś realizujemy, zwiększają zaufanie między nami a BLASTEM, więc może i doprowadzą do ściągnięcia do Polski ich turnieju. 

Czyli rozmowy poczyniony i ktoś już nad tym pracuje?

Na razie jest to na etapie dyskusji, ale tak – na tablicy zadań pojawił się kolejny punkt do wykonania. 

Jak w takim razie wygląda u was projekt pod nazwą “Polska Liga Esportowa”?

W tym roku planujemy dość sporą restrukturyzację ligi. Skończył się 3-letni okres, który sobie założyliśmy, zweryfikowaliśmy to, co się udało, a czego nie udało się zrealizować i będziemy wprowadzać zmiany. Chwilowo daliśmy odetchnąć rynkowi, ale obiecuję, że to bardzo szybko się zmieni. Wręcz na dniach zaczną pojawiać się pierwsze informacje dotyczące tego, co planujemy. Na pewno będziemy szli z tym projektem do przodu, zobaczymy jak to ocenicie. Niestety dziś nie mogę na ten temat za wiele mówić, bo musimy zachować pewną kolejność komunikacji. 

Koronawirus bardzo pokrzyżował wam plany?

Myślę, że jak każdemu z organizatorów krajowych turniejów. Nam przede wszystkim przesunął wszystko w czasie, bo to co planowaliśmy, miało rozpocząć się z początkiem czerwca w wymiarze dużych turniejów. Chwilowo jednak musieliśmy zweryfikować te plany i inaczej podchodzimy do tematu. 

Czyli nadchodzą kolejki LAN-owe! 

Nie wiem, jeszcze zobaczymy. Myślę, że jest to coś, czego się nie spodziewasz. To coś większego, ale bądźmy cierpliwi i w ciągu najbliższych dni zaczniemy wypuszczać pierwsze sygnały. Nie chciałbym też wchodzić w rozmowę o tym, bo potrafię wypuścić informacje, które niespecjalnie chcę. Fakt jest jednak taki, że dostrzegliśmy na rynku to, co zrobiły Games Clash i GG League. Robiliśmy podobne projekty 2-3 lata temu, ale przestaliśmy je realizować z różnych powodów – wtedy było na to może za wcześnie. Na pewno chcielibyśmy w tym roku zająć teren, a w jaki sposób i czy to zrobimy w ramach Polskiej Ligi Espotowej, czy Fantasyexpo, czas pokaże. Nie wiem jaka będzie sytuacja, bo na razie chodzą słuchy, że należałoby się przygotować na brak imprez masowych do końca roku. To trochę komplikuje sytuację, ale robimy grunt na przyszłe działania. 

Porozmawiajmy zatem o tym, o czym możesz – platformie Free For All, która zastąpiła Fantasy Expo Challenge. Jej powstanie także wynika z wyciągania wniosków z tego, co robiliście w poprzednich latach? Przespaliście trochę ten okres z firmami, które cały czas docierały do amatorów?

Tę strategię docierania do amatorów realizowaliśmy bardzo dobrze jako Fantasy Expo Challenge, ale formuła się wyparła. Tak naprawdę historia Polskiej Ligi Esportowej opiera się na ewolucji FEC – przenegocjowaliśmy umowy ze sponsorami, by zastąpić jeden produkt drugim. Taka była potrzeba chwili. Nie czuję, byśmy stracili dystans do innych platform organizujących amatorskie turnieje, tym bardziej, że utrzymywaliśmy to w naszej strategii, organizując rozgrywki w ramach Pasha Gaming School, PPL-a czy lig mobilnych. Nad FFA pracujemy od października zeszłego roku, więc trochę się to wykluwało. Ostatnio może Grarantanna Cup był przejawem tego, że na rynku jest potrzebna platforma do niektórych usług, ale nie jest tak, że ten turniej zabrał nam jakąś przestrzeń. Bardziej otworzył na nowych klientów. 

Czyli te projekty tylko ułatwiają wam działanie?

W ogóle nie traktuję tych projektów w perspektywie konkurencji. Nie mówię o tym przez ego, ale bardziej chodzi o to, że mamy grono firm, z którymi współpracujemy i widzimy jakie mają potrzeby. Wiemy w jakich obszarach musimy się rozwijać. Free For All jest po prostu uzupełnieniem naszej oferty. Może to nie numer 1 pod kątem technologicznym, bo wykorzystujemy zewnętrzny system, ale to raczej wygodne narzędzie, które pod naszą marką będziemy starać się rozwijać. W ogóle zaprzestanie działania Fantasy Expo Challenge było spowodowane przez dużą przyczynę – wtedy była to w 100% napisana przez nas platforma. Nagle zrozumieliśmy, że posiadanie jednego czy dwóch programistów na pokładzie nie zrobi z nas firmy IT. Zostawiliśmy to więc firmom, które chcą się specjalizować w IT. Jedną z nich jest toornament. Dzięki temu my możemy skupić się na tym, co robimy najlepiej. W tym wypadku naszą najlepszą kompetencją jest pozyskiwaniem do esportu nowych partnerów.

Może dzięki zmianie nazwy platformy, ludzie przestaną mylić nazwę waszej firmy, bo sporo osób wciąż traktuje was jak Fantasy Expo Challenge. 

To w ogóle nie była najlepsza nazwa dla platformy do grania. To są zaszłości początkowych czasów naszego startupu, gdzie robiliśmy zupełnie inne rzeczy niż dziś. Cały czas jestem jednak zaskoczony, kiedy niektórzy klienci mówią do mnie: jak tam w FEC-u? Prawda jest jednak taka, że nie to było powodem zmiany nazwy platformy. Dla nas promowanie brandu Fantasy Expo nie jest tak istotne wśród społeczności. To raczej ważne do pozyskiwania partnerów. A czy Free For All stanie się taką marką, która może zakorzenić się u konsumentów? Będziemy to sprawdzać. Ustaliliśmy, że nic pochopnie nie robimy. Działamy konsekwentnie i zobaczymy jaki to efekt przyniesie. Jeżeli okaże się, że coś będzie funkcjonować lepiej niż nam się wydaje, to na pewno na to postawimy. Mam jednak nadzieję, że doprowadzi nas to do zakorzenienia FFA wśród ludzi.  

Jak patrzysz na plany, o których rozmawiamy, to czujesz, że to może być jeden z bardziej przełomowych okresów w historii waszej firmy?

Byliśmy przygotowani na to, by ten rok stał się bardzo przełomowy. Zbudowaliśmy strukturę i zainwestowaliśmy bardzo dużo środków, by rozbudować i sprofesjonalizować zespół. Teraz mamy jednak rozdwojenie jaźni, bo koronawrius wpłynął na nasz budżet – nie można się okłamywać, że jest tak samo jak wcześniej. Wpływy bardzo się zmniejszyły i musieliśmy także zredukować budżet. Z drugiej jednak strony, energia zespołu, która była przygotowywana na ten rok, trafiła na koronawirusa. Z tego powodu radzimy sobie bardzo dobrze. Trudno teraz ocenić, gdzie finalnie wylądujemy, bo dziś wszyscy wróżą z fusów. Raczej staramy się być w planach pesymistami, by ewentualnie pozytywnie się zaskoczyć. A czy to będzie rok przełomowy? Myślę, że już jest, ale bardziej spodziewam się przełomu na całym rynku. Wszyscy pójdziemy mega do przodu. 

Na koniec dnia kryzys działa oczyszczająco – wiele firm będzie dużo bardziej patrzyło na to, żeby działania robić optymalnie. Uleciało trochę powietrza z bański i teraz ktoś, kto inwestuje złotówkę, dwa razy zastanowi się, czy będzie miał z niej 1,5, 2 czy 0 złotych. Z pewnością to trudny okres dla drużyn – kryzys dotknął je najbardziej, ale wszystko zależy od tego, jak podejdą do jakości i efektywności swojego produktu dla marek. Spodziewam się, że najbliższy rok czy dwa nie będą stały pod znakiem: inwestujmy, bo wszystko się sprzedaje. Będzie więcej rozmów o tym, ile pieniędzy wydaje się w dalszej sprzedaży, bo na koniec marketing ma na tym polegać. Jeśli reklamujemy Spirte’a, to liczymy na to, że sprzeda się go więcej. Według mnie, marki będą teraz zachowawcze, ale za rok czy dwa konsumpcja skoczy na najwyższe obroty, wszyscy zapomną o koronawirusie i spotkamy się za 10 lat w kolejnym kryzysie. 

Może finalnie pozytywnie wpłynie to na cały rynek, bo zdarzały się sytuację, że pieniądze trafiały do firm, drużyn czy portali, które nie realizowały obiecanych założeń i marki przynoszące pieniądze zrażały się do naszej branży. Takie oczyszczenie może pomóc tym, którzy robią dobrą robotę i nie ściemniają w prezentacjach. 

Tak też to definiuję – oczyści się branża i skończy się sprzedaż bezwartościowego produktu. Obroni się ktoś, kto przynosi realną wartość, co doprowadzi, że z rynku odpadną pośrednicy. Ten rok zweryfikuje produkty. Wartość zwycięży. Jeśli przynosimy coś pozytywnego klientowi, on zostanie i dalej będzie chciał inwestować. 

U siebie dostrzegacie jakiś segment działalności, na który najbardziej optymistycznie patrzycie pod kątem zarobku w dobie koronawirusa i kryzysu?

Trudno się do tego odnieść, bo musiałbym zerknąć w tabelki, ale bardzo mocno chcieliśmy postawić na działania eventowe. Okazało się jednak, że to działania esportowe są najefektywniejsze i najbardziej rosną, więc trudno powiedzieć, co na koniec dnia przyniesie nam najwięcej pieniędzy. Na ten moment to esport osiąga najszybsze wzrosty, i to rzędu kilkuset, jak nie kilku tysięcy procent. 

To dobre słowa na zakończenie – esport zawsze wygrywa. Cieszymy się z tego powodu! 

Esport ma dziś super dzień – jest mega ciężko, ale jeśli to przetrwamy, a my czy wy robimy dobrą wartość dla rynku, to na pewno to się utrzyma. Jestem dobrej myśli. 

*

Rozmowa w formie audio dostępna jest poniżej: