A może lepiej jest po prostu grać za granicą
League of Legends
POLSKI ESPORT
Reportaże

A może lepiej jest po prostu grać za granicą

14.03.2020, 09:17:00

Kwestia polskich zawodników za granicą staje się coraz ciekawsza, gdyż wiemy już, że na EU Masters zobaczymy aż trzech z nich. W swoich zespołach wszyscy wyglądali bardzo dobrze, często niosąc ekipę ku zwycięstwu. Każdy z nich był jednak w zupełnie innej sytuacji i towarzyszyły mu odmienne okoliczności, którym warto się przyjrzeć, śledząc historię reprezentantów Polski.

Zacznijmy od Roberta “Erdote” Nowaka. Były zawodnik Szaty Maga, a potem devils.one, wyjechał za granicę, mając za sobą chwiejny rok w Polsce. Doskonałe występy w Ultralidze przeplatał z gorszymi, co odbiło się minimalnie na jego renomie. Mimo faktu posiadania trzech kont w Challengerze i doskonałych wyników w solo kolejce opinia społeczności na temat Nowaka stała się nieco gorsza. Często, gdy devils.one borykało się z problemem, to na niego lub Cinkrofa spadała wina za gorsze momenty. Ostatecznie Erdote – jak zresztą cała formacja – pokazał, na co go stać w finałach drugiego sezonu Ultraligi, zwyciężając z Rogue Esports Club w iście imponującym stylu. Pomimo sukcesu devils.one rozpadło się i każdy z zawodników poszedł w inną stronę. Na szczęście dla Nowaka, jego reputacja za granicą była adekwatna poziomu prezentowanych przez niego umiejętności, więc oferta z Vodafone Giants ze świetnym składem wydawała się jak najbardziej uzasadniona.

Jeżeli przyjrzymy się występom indywidualnym Erdote, to jego potencjał widać jak na dłoni. Do spółki ze swoim obecnym junglerem stanowi zabójczą broń, gdyż zdarza mu się celnie wpływać na mapę. Największym atutem Nowaka jest jednak mimo wszystko jego duet z Attilą. Pod względem większości statystyk strzelec Vodafone Giants wypada najlepiej z całej ligi, ale warto przede wszystkim zwrócić uwagę na te kluczowe w kontekście fazy gry na linii. Erdote i Attila dominują inne dolne alejki, co skutkuje wystrzałowymi liczbami dla marksmana w kategoriach różnicy stworów, złota oraz punktów doświadczenia do 15. minuty. We wszystkich trzech kategoriach strzelec jest pierwszy w lidze i nie ma sobie równych. Jeżeli przyjrzymy się faktycznie grze duetu na dole, widać, że botlane VGIA jest po prostu świetnie zgrany i funkcjonuje na poziomie wyższym niż inne zestawienia w hiszpańskich rozgrywkach. 

W przypadku Wojtka “Tabasko” Kruzy sytuacja była diametralnie odmienna. Jungler po powrocie z tymczasowej emerytury nie dostał praktycznie żadnych ofert. Mimo tego, że z LoLem skończył z wieloma sukcesami na polskiej scenie, to obecnie drużyny nie były zainteresowane jego usługami. Idealnie obrazuje to fakt, że tak naprawdę tylko z dwoma organizacjami miał jakikolwiek kontakt w sprawie gry w Ultralidze. Większość nie podjęła nawet prób zakontraktowania doświadczonego leśnika. Zmuszony do wyruszenia na zagraniczne wojaże Tabasko trafił do Włoch, gdzie przytrafiła mu się szalona i nieszablonowa historia.

Trudno zdecydować, od czego zacząć. Najlepszym punktem wyjścia będzie chyba fakt, że drużyna, do której dołączył Kruza, nie była nawet we włoskich rozgrywkach w momencie, kiedy postanowił zaakceptować ofertę organizacji. YDN Gamers dostało się do PG Nationals bez większych problemów, a Tabasko dość niespodziewanie zdecydował się dalej rywalizować we Włoszech. Pomimo pomniejszych obaw, wraz z formacją kompletnie zdominował region, wygrywając sezon zasadniczy. W trakcie jego trwania Włochy przeżyły tragedię koronawirusa, przez co Polak musiał wrócić do ojczyzny na chwilę przed zamknięciem granic, co było kolejnym przejawem szczęścia junglera. Włoskie playoffy miały jednak zostać rozegrane online, a Tabasko ma już na koncie pierwsze wygrane best-of-five na potencjalnie najtrudniejszego rywala – Samsung Morning Stars. Biorąc pod uwagę formę Kruzy, zastanawiam się ile polskich organizacji pluje sobie teraz w brodę za to, że nie wykazało zainteresowania leśnikiem. 

Na brak tegoż zainteresowania nie narzekał za to Gaweł “Kashtelan” Paprzycki. Gracz po średnio udanym drużynowo, ale niezłym indywidualnie etapie z Illuminar Gaming w zeszłym roku trafił na rynek transferowy i spotkał się z wieloma ofertami w Polsce. Mimo to zdecydował się na zagraniczne przygody, a jego ostateczny wybór padł na ŠAIM SE, czyli bałkański super team założony przez serbskiego Nitrozyniaka o wdzięcznym pseudonimie Baka Prase. Właściciel organizacji to człowiek o wielu twarzach – youtubera, muzyka w zakresie hip-hopu, ale też gracza, co dawało Kashtelanowi pewną jakość w dokonywanych przez włodarza wyborach. Co więcej – Polak miał też zapewnioną stabilność finansową i bardzo dużą szansę na EU Masters.

Nie bez powodu więc ŠAIM SE jest organizacją, która zrzesza najlepsze talenty regionu Bałkanów, do spółki z zagranicznymi gwiazdami. Obok Stefana, Nikoli oraz TasteLessa, czyli właściwie najlepszych serbskich graczy na wolnym rynku ERL możemy oglądać naturalnie Kashtelana oraz Darlika – francuskiego toplanera cieszącego się niezłą renomą. W jednym meczu wystąpił także sam właściciel organizacji, który wymiatał Tryndamerem na topie. Doprowadziło to do zabawnej sytuacji, gdyż aktualnie jako jedyny aktywny zawodnik posiada on 100% współczynnika zwycięstw, ponieważ ŠAIM SE zaliczyło po drodze dwie wpadki. Niezależnie od tego zespół zmiażdżył swoich oponentów w tiebreak’u, zapewniając sobie pierwsze miejsce oraz awans na EU Masters. Nie można tutaj odmówić Kashtelanowi sporego wpływu na dobry wynik formacji, gdyż przez cały sezon prezentował on kawał dobrego League of Legends.

Podsumowując losy naszych rodaków-bohaterów i ich zagranicznych wojaży można stwierdzić jasno, że wszyscy trzej są kluczowymi elementami swoich ekip i stanowią niezbędny fundament swoich zespołów. Co więcej – kariera każdego z nich nabrała poza Polską wyższego tempa. Naturalnym pytaniem, które nasuwa się na myśl, jest więc to, ilu kolejnych zawodników postanowi w najbliższym czasie opuścić Ultraligę, by szukać szans na rozwój za granicą. Widać gołym okiem, że niektórym to bardzo służy!  

Fot. Polsat Games