13/14 tytułów, czyli najlepsza rywalizacja w świecie League of Legends!
League of Legends
Reportaże

13/14 tytułów, czyli najlepsza rywalizacja w świecie League of Legends!

07.03.2020, 11:32:00

Rozgrywki spod szyldu EU LCS i LEC funkcjonują już siedem lat. Nadchodzące wiosenne playoffy rozpoczną nam proces, w którym po raz piętnasty koronujemy najlepszą ekipę Starego Kontynentu. Do tej pory wymarzony tytuł tylko raz zdobyła formacja inna, niż dwie rządzące Europą i nic nie wskazuje na to, by miało to ulec zmianie. Pokłońcie się swoim cesarzom – Fnatic oraz G2 Esports.

Liga Legend ma już ponad 10 lat, a wiele organizacji inwestuje w profesjonalne zespoły od samego początku. Naturalnym jest więc, że na przestrzeni dekady wytworzyły się narracje i rywalizacje wynikające z historii pomiędzy zawodnikami lub różnorakich innych powodów. Część tych nacechowanych emocjonalnie zestawień, to efekt działań konkretnych organizacji w innych dyscyplinach esportowych. Myślę tutaj przykładowo o Counter Strike’u czy StarCrafcie, które mocno ukształtowały profesjonalny krajobraz esportowy. Tak przyjdą nam do głowy chociażby rywalizacje koreańskie pokroju “Telecom War”, czyli walki telekomów – SKT oraz kt Rolster. Tego typu historie były z pewnością niesamowicie ważne dla fanów młodej dziedziny, jaką był esport. W świecie LoLa, który dopiero kiełkował, wytworzone wcześniej narracje dawały miłośnikom więcej powodów, by ekscytować się konkretnymi drużynami czy pojedynkami.

Tak w przeróżny sposób narodziły się historie, które przez lata elektryzowały wszystkich entujzastów konkretnej dyscypliny, którą jest LoL. W Stanach Zjednoczonych mieliśmy molocha w postaci TSM, który na pieńku miał z Counter Logic Gaming, a mecze zespołów dawały nam zawsze niesamowitą frajdę. Korea miała wcześniej wspomniany “Telecom War” na myśl, o którym do dziś przechodzą mnie ciarki ekscytacji. W Chinach walczyły ze sobą dwie renomowane organizacje, czyli Edward Gaming oraz Royal Never Give Up. Na końcu Europa – przez jakiś czas Fnatic tłukło się z Moscow5 oraz CLG.EU, później raczej z SK Gaming. Kiedy jednak spojrzymy na najbardziej zaciętą z rywalizacji, która kiedykolwiek pojawiła się na Starym Kontynencie, oczywistą jest ta między Fnatic, a G2 Esports.

Zacznijmy od tego, że do momentu pojawienia się G2 w EU LCS, Fnatic nie miało sobie równych. Poczynając od startu ligi w 2013, do 2016 “Pomarańczowi” tylko jeden raz oddali tytuł Alliance, które ówcześnie było swego rodzaju super teamem. Co więcej, pozbawili Fnatic Rekklesa, co okazało się sporym ciosem dla organizacji. Warto wspomnieć, że pojawiały się wpadki w postaci przegranych sezonów regularnych, lecz w playoffach, oprócz lata 2014, Fnatic zawsze stawiało się w najlepszej formie i czy to z Gambit Gaming, czy to z Lemondogs lub SK Gaming, zawsze wygrywało. Taki stan rzeczy utrzymał się do 2016 kiedy do ligi poprzez turniej promocyjny dołączyło G2 Esports, młoda organizacja założona przez byłego zawodnika jednego z głównych rywali “Pomarańczowych” – Ocelote’a. Od momentu wejścia do LCS EU do wiosny 2018 G2 Esports kompletnie zdominowało rozgrywki. Ba, Fnatic przez ten okres ani razu nie weszło nawet do finału playoffów.

Mimo tego, że w sezonach regularnych pojedynki organizacji były ważne, poważna rywalizacja zaczęła wybrzmiewać dopiero w 2018. “Pomarańczowi” wygrali wtedy wszystko, co dało się wygrać, a G2 było w okresie przebudowy składu po utracie gwiazd z dolnej alei – Zvena i mithy’ego. Mimo tego, że “Samurajom” nie udało się wygrać niczego w Europie, to na Mistrzostwach Świata pokazali, że w ekipie nadal drzemie potencjał, co najlepiej zobrazował osiągnięty przez nich półfinał. Fnatic w tym samym czasie skończyło turniej na drugim miejscu. W 2019 “Pomarańczowi” nie zdążyli dociąć na wiosnę, lecz w lecie stawili G2 opór w pięknej serii best-of-five. Chwilę później Europa kontynuowała dobre występy na Mistrzostwach Świata – podopieczni Carlosa dotarli do finału, a Fnatic musiało zadowolić się ćwierćfinałem.

Ale dość już nudnej historii – chyba każdy fan LoLa w Polsce wie, że między obiema organizacjami jest niesamowicie dużo zaciętych starć. By być precyzyjnym – było ich 23 jeśli chodzi o spotkania w formie best-of-one, best-of-three oraz best-of-five. W mapach daje to przewagę G2 Esports z 27 zwycięstwami do jedynie 21 dla Fnatic. Jednakże to, co nadaje meczom obu formacji powalającego smaku, to nie tylko aspekt sportowy, ale rywalizacja na przestrzeni tytułu słynnych “Królów Europy” oraz walka w social mediach. 

Zacznijmy od tego, że ze względu na dominację Starego Kontynentu, Fnatic zostało okrzyknięte dawno temu Królami Europy, lecz w momencie gdy G2 przejęło kompletną kontrolę w 2016, tytuł został przyznany tej drugiej organizacji. Kiedy walka między organizacjami zaczęła robić się bardziej zacięta jedną z głównych narracji w Europie była właśnie kwestia przyznania konkretnej ekipie korony. Dalej jest oczywiście jedno z najbardziej tajemniczych wydarzeń w historii esportu Starego Kontynentu – niesławne podkradnięcie Capsa przez G2 Esports. Pierwotnie “Pomarańczowi” mieli wnieść pozew za kaperowanie, lecz ostatecznie nie zdecydowali się na drogę sądową. Podczas gdy rywale ubolewali nad stratą najlepszego zawodnika, Carlos i spółka świętowali i kompletnie obśmiewali przeciwników w mediach społecznościowych. 

To wydarzenie oznaczało nową jakość rywalizacji obu formacji – nie chodziło już o narrację “Królów Europy”, nie kończyło się już tylko na europejskim pucharze, w grę wchodziła też naruszona duma oraz chęć dokopania odwiecznym oponentom. Mimo tego, że cała sytuacja ostatecznie rozeszła się po kościach, zespoły weszły też na kolejny poziom podśmiechujek oraz zaczepek na mediach społecznościowych, co tylko podkręciło temperaturę.

Wróćmy do tego, co dzieje się globalnie. Chiny przeszły sporą rewolucję, a starcia Edward Gaming z RNG nie dostarczają już tych emocji od praktycznie dwóch lat. CLG nawet nie widnieje na horyzoncie, skrobiąc dolną część tabeli i od lat nie prawie nigdy nie uczestniczy w playoffach. W Korei kt Rolster zajmuje “zaszczytne” 6. miejsce, a o zeszłym roku organizacja chciałaby po prostu zapomnieć i do niego nie wracać. Wśród tych wszystkich – niegdyś wielkich – rywalizacji patrzymy na Europę, gdzie dziś Fnatic i G2 Esports po raz kolejny zmierzą się ze sobą w walce o niekwestionowane pierwsze miejsce w tabeli, gdyż obecnie obie formacje mają ten sam stosunek zwycięstw do porażek. 

Ostatecznie to właśnie G2 i Fnatic zwyciężyły 13 na 14 tytułów Mistrzowskich w Europie, a dzisiejszy mecz jest tylko preludium tego, co niewątpliwie czeka nas w playoffach. To będzie esportowe widowisko największego kalibru.tw

Fot. Riot Games / Michał Konkol